|
|
|
 |
„Takie jest życie”
Te słowa usłyszały od prezydenta Zbigniewa Szczepaniaka członkinie Stowarzyszenia Kupców „Batorego”, które po rozbiórce pawilonów na targowisku miejskim, stracą miejsce pracy. Poprosiły o pomoc w rozwiązaniu ich problemu, ale – jak twierdzą – odesłano je z kwitkiem
|
 |
|
Tytułem wstępu. Ogłoszona w marcu koncepcja ogólnodostępnego parkingu w sąsiedztwie targowiska „Batorego” i marketu Biedronka, przyniosła nadzieję na ucywilizowanie tego, dość zaniedbanego przez lata terenu. Projekt przewiduje stworzenie aż 89 nowych miejsc dla samochodów, wraz z drogami wjazdowymi i wyjazdowymi oraz chodników dla pieszych. Każdy, kto korzysta z bazaru, wie jak potrzebna jest ta inwestycja.
Niestety wiąże się ona z wyburzeniem jednego pawilonu handlowego, o powierzchni 80m2, w którym od lat działa pięć sklepów: kiosk, dwa warzywniaki, mała perfumeria i punkt z rybami.
- Czujemy się okropnie, ponieważ w tych planach nikt nie wziął nas pod uwagę. Jakby nas nie było. Mamy zwinąć interes i do końca lipca się wynosić i nikogo nie obchodzi, co będzie się z nami działo! – opowiada zdenerwowana Agnieszka Kalinowska, która swój sklep z chemią i perfumami prowadzi od ponad 7 lat, a przejęła go po rodzicach. – O planach rozbiórki dowiedziałyśmy się przypadkiem, nie dostałyśmy żadnego oficjalnego wypowiedzenia, choć niektóre z nas mają podpisane umowy do końca roku. O planach miasta nie wiedział nawet administrator, Krzysztof Krzemiński, ani pan Flaziński, naczelnik wydziału, któremu bazar podlega. Gdy zapytałyśmy w urzędzie, dlaczego nikt nas – najbardziej chyba zainteresowanych – nie poinformował, usłyszałyśmy od pani Kossakowskiej, że nie ma takiego obowiązku. Tak urzędnicy traktują ludzi!
Wszystkie kobiety są rozgoryczone nie tyle decyzją o rozbiórce, ale sposobem, w jaki traktuje ich miasto.
– Handlujemy tu od dawna i dbamy o to miejsce. Wystarałyśmy się o furtkę, własnym kosztem poprawiłyśmy estetykę tych pawilonów. Tymczasem dowiadujemy się, że inspektor budowlany orzekł, że te budynki grożą zawaleniem! To przecież bzdura! Ludzie mieszkają w domach w nieporównywalnie gorszym stanie. Ta decyzja miała na pewno na celu przyspieszenie naszej eksmisji, nic więcej. Poza tym nie jesteśmy tu z czyjejś łaski. Nasza działalność przynosi miastu dochód w postaci podatków, ponad 30 tys. zł rocznie – wylicza Monika Dłużyńska, właścicielka sklepu rybnego. – I nagle, gdy pojawia się problem, nikt nie rozmawia z nami, nie szuka jakiegoś rozwiązania, nie proponuje nic w zamian. Jedyną osobą, która próbowała nam pomóc, był przewodniczący rady, Dariusz Kołodziejczyk, ale i on nic nie wskórał.
- Przecież my rozumiemy, że ten parking jest potrzebny, nie chcemy hamować jego budowy – dodaje Danuta Piskorska, prowadząca kiosk. – Oczekujemy jednak, że miasto pomyśli też o nas, zbuduje, albo przygotuje nowe punkty, do których mogłybyśmy się przeprowadzić. A tu nic. Gdy poszłyśmy do prezydenta, usłyszałyśmy od niego, że nic nie może zrobić i że: „Takie jest życie”.
Dla większości z pań te sklepy to jedyne źródło utrzymania. Stracą je wraz z rozbiórką pawilonów. Janina Pogoda, wdowa z ośmiorgiem dzieci, ma mały punkt z owocami i warzywami. Większość z nich sama wyhodowała w swoim gospodarstwie. Teraz, latem, pomaga jej najmłodszy syn, 11-letni Przemek. To nie są wymarzone wakacje, ale innego wyjścia nie ma. Od sierpnia, po zamknięciu pawilonów, będzie miał jednak dużo wolnego czasu.
- Nie wiemy, co robić, jesteśmy bezradne, ale i wściekłe. Straszono nas, że jeśli będziemy protestować, przyjedzie policja i zapieczętuje nam sklepy jeszcze przed upływem terminu. Miejsc dla nas na bazarze już nie ma, ponieważ handlujący tam kupcy mają rezerwacje od kilku lat. Może pójdziemy handlować pod urzędem miasta? Z czegoś musimy żyć! – kończy z rozgoryczeniem Agnieszka Kalinowska. – Głosowałyśmy na Zbigniewa Szczepaniaka, ale bardzo się zawiodłyśmy. I to, powtarzam: nie samą decyzją, dotyczącą rozbiórki, ale sposobem traktowania ludzi i brakiem jakiegokolwiek zrozumienia.
A co na to sam prezydent? Ze stawianymi zarzutami się nie zgadza.
- Ja rozgoryczenie tych pań doskonale rozumiem, ale to nieprawda, że zostały źle potraktowane. Spotkaliśmy się i rozmawialiśmy. O planach rozbiórki wiedziały od dawna. Ten obiekt, bardzo już wiekowy, pozbawiony wody, to istna prowizorka, jakich w mieście nie możemy tolerować. Nie będę z jego powodu blokować budowy całego parkingu. – zaznacza Zbigniew Szczepaniak. – Poza tym są na bazarze miejsca, do których mogą się te punkty przenieść, choćby w tych blaszanych pawilonach z tyłu. Tym paniom jednak nie odpowiada ich lokalizacja, ponieważ teraz są przy samym wejściu, a więc w miejscu o dużym natężeniu ruchu. Niestety na to nic już nie poradzę. Wierzę jednak, że dojdziemy do porozumienia.
Na to porozumienie też bardzo liczymy. Na pewno, gdy ostygną emocje, będzie o nie łatwiej.
Przemek Skoczek
|
|
|
| |