KONTAKTSTATYSTYKIcennik: REKLAM, OGŁOSZEŃ DROBNYCH
 
AKTUALNOŚCI
CELESTYNÓW gm.
JÓZEFÓW
KARCZEW, gm.
KOŁBIEL gm.
ŁUGI
OTWOCK pow.
OSIECK
SOBIENIE-JEZ.
WAWER
WIĄZOWNA
STAŁE DZIAŁY
FELIETONY
GOŚĆ LINII
KULTURA
LINIA GOSP.
LINIA MŁODYCH
KORESPONDENCJA
MOTORYZACJA
PRZYRODA
REPORTAŻ
ROZMAITOŚCI
SPORT
TRADYCJA
WOKÓŁ NAS


GRA POWIATOWA

KSIĘGA GOŚCI
LINKI

STARE ARCHIWUM


Kultura pogrzebu



Strona główna / AKTUALNOSCI # Otwock   2010-07-23
 
„Takie jest życie”
 
Te słowa usłyszały od prezydenta Zbigniewa Szczepaniaka członkinie Stowarzyszenia Kupców „Batorego”, które po rozbiórce pawilonów na targowisku miejskim, stracą miejsce pracy. Poprosiły o pomoc w rozwiązaniu ich problemu, ale – jak twierdzą – odesłano je z kwitkiem
 
 
 
Tytułem wstępu. Ogłoszona w marcu koncepcja ogólnodostępnego parkingu w sąsiedztwie targowiska „Batorego” i marketu Biedronka, przyniosła nadzieję na ucywilizowanie tego, dość zaniedbanego przez lata terenu. Projekt przewiduje stworzenie aż 89 nowych miejsc dla samochodów, wraz z drogami wjazdowymi i wyjazdowymi oraz chodników dla pieszych. Każdy, kto korzysta z bazaru, wie jak potrzebna jest ta inwestycja.
Niestety wiąże się ona z wyburzeniem jednego pawilonu handlowego, o powierzchni 80m2, w którym od lat działa pięć sklepów: kiosk, dwa warzywniaki, mała perfumeria i punkt z rybami.
- Czujemy się okropnie, ponieważ w tych planach nikt nie wziął nas pod uwagę. Jakby nas nie było. Mamy zwinąć interes i do końca lipca się wynosić i nikogo nie obchodzi, co będzie się z nami działo! – opowiada zdenerwowana Agnieszka Kalinowska, która swój sklep z chemią i perfumami prowadzi od ponad 7 lat, a przejęła go po rodzicach. – O planach rozbiórki dowiedziałyśmy się przypadkiem, nie dostałyśmy żadnego oficjalnego wypowiedzenia, choć niektóre z nas mają podpisane umowy do końca roku. O planach miasta nie wiedział nawet administrator, Krzysztof Krzemiński, ani pan Flaziński, naczelnik wydziału, któremu bazar podlega. Gdy zapytałyśmy w urzędzie, dlaczego nikt nas – najbardziej chyba zainteresowanych – nie poinformował, usłyszałyśmy od pani Kossakowskiej, że nie ma takiego obowiązku. Tak urzędnicy traktują ludzi!
Wszystkie kobiety są rozgoryczone nie tyle decyzją o rozbiórce, ale sposobem, w jaki traktuje ich miasto.
– Handlujemy tu od dawna i dbamy o to miejsce. Wystarałyśmy się o furtkę, własnym kosztem poprawiłyśmy estetykę tych pawilonów. Tymczasem dowiadujemy się, że inspektor budowlany orzekł, że te budynki grożą zawaleniem! To przecież bzdura! Ludzie mieszkają w domach w nieporównywalnie gorszym stanie. Ta decyzja miała na pewno na celu przyspieszenie naszej eksmisji, nic więcej. Poza tym nie jesteśmy tu z czyjejś łaski. Nasza działalność przynosi miastu dochód w postaci podatków, ponad 30 tys. zł rocznie – wylicza Monika Dłużyńska, właścicielka sklepu rybnego. – I nagle, gdy pojawia się problem, nikt nie rozmawia z nami, nie szuka jakiegoś rozwiązania, nie proponuje nic w zamian. Jedyną osobą, która próbowała nam pomóc, był przewodniczący rady, Dariusz Kołodziejczyk, ale i on nic nie wskórał.
- Przecież my rozumiemy, że ten parking jest potrzebny, nie chcemy hamować jego budowy – dodaje Danuta Piskorska, prowadząca kiosk. – Oczekujemy jednak, że miasto pomyśli też o nas, zbuduje, albo przygotuje nowe punkty, do których mogłybyśmy się przeprowadzić. A tu nic. Gdy poszłyśmy do prezydenta, usłyszałyśmy od niego, że nic nie może zrobić i że: „Takie jest życie”.
Dla większości z pań te sklepy to jedyne źródło utrzymania. Stracą je wraz z rozbiórką pawilonów. Janina Pogoda, wdowa z ośmiorgiem dzieci, ma mały punkt z owocami i warzywami. Większość z nich sama wyhodowała w swoim gospodarstwie. Teraz, latem, pomaga jej najmłodszy syn, 11-letni Przemek. To nie są wymarzone wakacje, ale innego wyjścia nie ma. Od sierpnia, po zamknięciu pawilonów, będzie miał jednak dużo wolnego czasu.
- Nie wiemy, co robić, jesteśmy bezradne, ale i wściekłe. Straszono nas, że jeśli będziemy protestować, przyjedzie policja i zapieczętuje nam sklepy jeszcze przed upływem terminu. Miejsc dla nas na bazarze już nie ma, ponieważ handlujący tam kupcy mają rezerwacje od kilku lat. Może pójdziemy handlować pod urzędem miasta? Z czegoś musimy żyć! – kończy z rozgoryczeniem Agnieszka Kalinowska. – Głosowałyśmy na Zbigniewa Szczepaniaka, ale bardzo się zawiodłyśmy. I to, powtarzam: nie samą decyzją, dotyczącą rozbiórki, ale sposobem traktowania ludzi i brakiem jakiegokolwiek zrozumienia.
A co na to sam prezydent? Ze stawianymi zarzutami się nie zgadza.
- Ja rozgoryczenie tych pań doskonale rozumiem, ale to nieprawda, że zostały źle potraktowane. Spotkaliśmy się i rozmawialiśmy. O planach rozbiórki wiedziały od dawna. Ten obiekt, bardzo już wiekowy, pozbawiony wody, to istna prowizorka, jakich w mieście nie możemy tolerować. Nie będę z jego powodu blokować budowy całego parkingu. – zaznacza Zbigniew Szczepaniak. – Poza tym są na bazarze miejsca, do których mogą się te punkty przenieść, choćby w tych blaszanych pawilonach z tyłu. Tym paniom jednak nie odpowiada ich lokalizacja, ponieważ teraz są przy samym wejściu, a więc w miejscu o dużym natężeniu ruchu. Niestety na to nic już nie poradzę. Wierzę jednak, że dojdziemy do porozumienia.
Na to porozumienie też bardzo liczymy. Na pewno, gdy ostygną emocje, będzie o nie łatwiej.
Przemek Skoczek


 

str. 1

Google
Internet
Linia Otwocka


webdesign MR 2004