KONTAKTSTATYSTYKIcennik: REKLAM, OGŁOSZEŃ DROBNYCH
 
AKTUALNOŚCI
CELESTYNÓW gm.
JÓZEFÓW
KARCZEW, gm.
KOŁBIEL gm.
ŁUGI
OTWOCK pow.
OSIECK
SOBIENIE-JEZ.
WAWER
WIĄZOWNA
STAŁE DZIAŁY
FELIETONY
GOŚĆ LINII
KULTURA
LINIA GOSP.
LINIA MŁODYCH
KORESPONDENCJA
MOTORYZACJA
PRZYRODA
REPORTAŻ
ROZMAITOŚCI
SPORT
TRADYCJA
WOKÓŁ NAS


GRA POWIATOWA

KSIĘGA GOŚCI
LINKI

STARE ARCHIWUM


Kultura pogrzebu



 
Z misją w Afryce
 
Afryka to niewątpliwie najciekawsza, najbardziej emocjonująca, najgłośniejsza i najchętniej obserwowana w ostatnich tygodniach część świata. Nie o wuwuzelach tym razem jednak zamierzamy pisać. Z nieskrywaną dumą ogłaszamy, że w dalekiej Afryce właśnie zaczyna raczkować dziecko chrzestne „Linii Otwockiej”
 
 
 
Całkiem niedawno, w listopadzie, gościliśmy w naszej redakcji kenijską dziennikarkę Dolhpine Emali. Wolontariuszka Fundacji Polska- Afryka Wschodnia, prowadzonej przez Gonię i Roberta Zduńczyk z Celestynowa, przyjechała wówczas do Polski w związku z promocją krótkometrażowego filmu „You deserve to know” („Każdy zasługuje by wiedzieć”, „LO” z dn. 27.11.09). Dokument to jeden z wielu projektów fundacji, który ma za zadanie przybliżyć polskiemu społeczeństwu, a zwłaszcza młodzieży szkolnej, życie w prawie nieznanej u nas, a tak interesującej, Afryce.

Między innymi o różnych bolączkach, a także o metodach skutecznej pomocy i działalności Fundacji opowiadała Dolphine w naszej redakcji. Pół roku później okazało się, że między innymi ta wizyta stała się inspiracją do nowego projektu organizacji. –Po powrocie z „Linii” Dolphine powiedziała: wiesz, fajnie by było, gdyby u nas powstało więcej tego typu lokalnych redakcji –mówi Robert Zduńczyk, jeden z założycieli fundacji.
Wolontariusze doszli wspólnie do wniosku, że jednym z palących problemów biednych kenijskich społeczności jest szeroko pojęta dezinformacja –Sposobem walki z nią może być rzetelne, aktywne dziennikarstwo. Dzięki solidnym gazetom lokalnym, mieszkańcy poznają lepiej sprawy swoich okolic. Prasa edukuje. Informacje na poziomie krajowym nie zawsze do nich docierają, a przede wszystkim nie dotyczą ich bezpośrednio. Oni mają przede wszystkim własne zmartwienia. Publikacje lokalne staną się ważnym i ciekawym źródłem informacji o tym, co się dzieje „za płotem” –tłumaczy.
I tak podjęli się próby stworzenia gruntu dla rozwoju prasy lokalnej w kenijskich wioskach.

Nie goniąc za newsem
Zaakceptowany w tym roku przez Ministerstwo Spraw Zaganicznych projekt zakłada stworzenie Klubów Dziennikarskich dla młodzieży szkół średnich w trzech placówkach: w wiosce koło Nyahururu, w slumsie Kibera oraz w szkole dla dziewcząt muzułmańskich w Nairobi. Zwłaszcza ostatniej lokalizacji towarzyszy ciekawa specyfika. Projekt Func\dacji jest jedenym z ośmiu i drugim co do wielkości projekt realizowany w tym roku przez polskie organizacje w Afryce, a jedyny w Kenii. Łączny jego koszt wyniesie prawie 200 tys złotych. Kwota ta przeznaczona jest na odnowienie pomieszczeń, w których będą się mieścić Kluby ich wyposażenie (niebawem staną w nich komputery, drukarki, aparaty cyfrowe i dyktafony), oraz szkolenia młodzieży przez kenijskich i polskich dziennikarzy, a także bieżącą realizację i zarządzanie projektem- przeloty, zakwaterowanie, transport i wyżywienie wolontariuszy na miejscu.
Nad praktycznym przebiegiem wykonania projektu bacznie czuwa partner lokalny fundacji, Stowarzyszenie Młodych Dziennikarzy (Dolphine jest w jego zarządzie) –Oni wierzą, że kraj będzie się rozwijał, jeśli kadra dziennikarska będzie lepiej wykształcona. Kiedy będą pracować w zawodzie ludzie, którzy oprócz tego, że potrafią coś tam napisać, rozumieją co to znaczy etyka, warsztat dziennikarski, co piszący może, a czego nie powinien –przekonuje „szef” organizacji.

Może się wydawać, że kółka dziennikarskie, powszechnie praktykowane także w polskich podstawówkach i gimnazjach, to bardzo podstawowa edukacja. Jednak już umiejętności na poziomie sprawnej obsługi komputera i internetu czy aparatu cyfrowego znacznie zwiększają szansę na lepszy start w ewentualnym życiu zawodowym afrykańskiej młodzieży. Sporo jest na rynku „różnej jakości gazetek”, które będą mieli szansę poprawiać czy dopracowywać. Oprócz tego w ramach warsztatów przewidywane są wizyty w profesjonalnych redakcjach, co pobudza wyobraźnię –Widząc pracę w redakcji, a nawet w niej asystując (tzw. shadowing- z ang. pracując obok, dosłownie „w cieniu” mistrza- przyp red), pomyślą: „ja też tak mogę”. Motywacja jest niezmiernie ważna w ich sytuacji –wyjaśnia Zduńczyk.
W szerszym ujęciu postrzeganie samej idei dziennikarstwa, w slumsach zupełnie zmienia swój charakter. –Nie będą uczeni pogoni za newsem. Etycznym, „dobrym” dziennikarstwem mają rozwijać siebie, ale także, czy może przede wszystkim, pomagać swojemu środowisku. Kształtować je, edukować, pobudzać do działania. To bardzo szczytne, a jednocześnie całkiem oczywiste. U nas chyba za rzadko myślimy w takich kategoriach. A przecież polskie i kenijskie dziennikarstwo to ta sama dziedzina –

Łatwo nie będzie
Zanim zaczną zmieniać świat, wszystkiego muszą się nauczyć od początku. Metod poszukiwania tematów, ich selekcji, technicznej obsługa komputera i programów niezbędnych do stworzenia gazety. To tylko początek długiej listy. Przedsmak tego zadania uczniowie i uczący poczuli już w maju, kiedy to odbyły się warsztaty, między innymi fotograficzne, prowadzone przez Gonię Zduńczyk. –Zajęcia trwały dwa tygodnie. Jeden cykl poświęcony był fotografii, bo obraz jest bardzo istotnym środkiem przekazu. Chcieliśmy wstępnie się zorientować, jaki jest poziom wiedzy dzieci na temat obsługi sprzętu fotograficznego. Większość nie miała z nim wcześniej do czynienia, ale zaobserwowaliśmy niezwykle interesujące zjawisko. Ponieważ wszyscy uczestnicy mieli kontakt z telefonem komórkowym, niezwykle szybko potrafili odnaleźć się w obsłudze aparatu poprzez analogie. Oczywiście jakość takich eksperymentów była słaba, należało od początku wytłumaczyć na czym polegają kompozycja w fotografii, czy ostrość, co szło już bardziej opornie. Niemniej jednak bardzo miło zaskoczyła nas ta naturalna zdolność do operowania urządzeniami elektronicznymi i jesteśmy dobrej myśli –opowiada pan Robert –Tym bardziej, że młodzież jest chętna do współpracy –
Inna ciekawa i jednocześnie piekielnie trudna do przezwyciężenia kwestia: ludzie nie dają się fotografować, nawet swoim. To, że za zdjęcia od obcych domagają się gratyfikacji nie dziwi. Ale od swoich...?

Ziarnko do ziarnka
Po wybraniu i zidentyfikowaniu szkół, w kwietniu ruszył etap rekrutacji nauczycieli- bezpośrednich opiekunów Klubów. Nie mogli to być znudzeni pedagodzy z łapanki, jakich często gazetkom przydziela się odgórnie w naszych szkołach. Żeby skutecznie zaszczepić pasję, potrzeba zaangażowanego przewodnika (którego, na marginesie, w tym przypadku także trzeba najpierw wyszkolić).
Obecnie trwa etap wyłaniania kandydatów na adeptów dziennikarstwa. Oprócz kryterium wieku (15-18 lat), dobrego stylu, bystrego oka i „tego czegoś”, mile widziani są kandydaci ze znajomością obsługi komputera czy internetu, którzy mogliby umiejętnościami podzielić się z resztą grupy. Chętnych nie brakuje.
Równolegle trwa „faza budowania” - zakłada ona remont i instalację wszystkich niezbędnych sprzętów. W sierpniu odbędą się szkolenia z fotografii, pisania, zasad dziennikarstwa. Następnie miesięczne wakacje, po których dojdą do sedna sprawy: we wrześniu zaczną wydawać prawdziwe gazetki.
Będą to lokalne miesięczniki. Tak postanowiono: tygodnik za często, za trudno. Dwumiesięcznik znowu zbyt rzadko, rozmyłby się. Miesięcznik będzie w sam raz. W sumie oczywiście trzy miesięczniki- w każdej szkole oddzielny. Współpraca między zespołami planowana, jednak raczej internetowa niż koleżeńska. Nakład: 600 egzemplarzy na placówkę. W sumie nie wiadomo, czy to dużo, czy mało. Wydaje się, że na początek optymalnie. Do grudnia koszty druku pokryje w ramach projektu Fundacja. Potem Kluby będą musiały sobie poradzić same, wspierane przez stowarzyszenie dziennikarskie Dolphine Emaili, zgodnie z zasadą dawania wędki zamiast ryby. W oparciu o fundamenty wypracowane wspólnie z Fundacją, sami muszą zadbać o ciągłość projektu, przyuczając nowych klubowiczów.
Istotny jest też fakt, że to Dolhpine zaczęła temat. Idea nie wyszła od fundacji, bo jak ciągle podkreślają, „to potrzebujący musi wskazać, gdzie pomóc”. To druga fundamentalna zasada organizacji. Inna pomoc nie ma sensu.

Globalna wioska
Pomysł stworzenia Klubów jest niezmiernie pożyteczny, a dla potencjalnego obserwatora zwyczajnie interesujący. Dialog międzykulturowy, zwłaszcza tak egzotyczny, zawsze intryguje. Refleksje nasuwają się same –Raz, że dzięki temu jest ciekawiej. Dwa, sami uczestniczymy w tworzeniu dynamicznej siatki. Nagle nawiązujemy współpracę z odległą częścią świata, obserwujemy, współuczestniczymy w jej rozwoju. Do tej współpracy włącza się wasza redakcja. Fascynujące, prawda? –pyta retorycznie Robert Zduńczyk.

Prawda. Postaramy się obserwować i współuczestniczyć tak często, jak tylko się da. Dlatego już niebawem opowiemy, jak udały się pierwsze publikacje.
Barbara Dziedzic


 

str. 1

Google
Internet
Linia Otwocka


webdesign MR 2004