|
|
|
 |
Żółte papiery
Panaceum
|
Mundial ma swoje dobre strony. I nie chodzi mi tu o możliwość dyskretnego przemalowania mieszkania, obcięcia włosów, wyrzucenia ulubionych spranych koszulek czy świętego zbioru puszek po piwie bez obaw, że czyn ten zostanie zauważony choćby kątem oka. Nie chodzi mi nawet o przystojnych piłkarzy ani o przecudnej urody laski, potrząsające hojnie swymi wdziękami na trybunach. Chodzi o możliwość kontaktu z telewizorem. Najbliższy odbiornik znajduje się w domu moich rodziców i tamże pielgrzymujemy co rusz wraz z ukochanym. On - celem przeżycia sportowych emocji, ja – celem spojrzenia na świat z nieznanej dotąd perspektywy człowieka rozsądnego. Skąd się bierze taka perspektywa? Ano z reklam, które oglądam z większym zainteresowaniem niż mecze.
Moja ukochana mundialowa reklama opowiada o losach jednostki zatrutej toksynami. Reklama, dysponując cudownie ubogimi środkami wyrazu, prezentuje nędzny żywot człowieka wieku dwudziestego pierwszego, na którego szarym obliczu majaczy grymas notorycznego zmęczenia, depresji i głębokiej apatii. Człowiek ten, pozbawiony łaski snu, kołacze się bezsensownie pomiędzy pracą i spotkaniami z równie udręczonymi przyjaciółmi, a w chwilach największej słabości oddaje się namiętnemu pocieraniu zbolałego czoła. I oto następuje przełom – do akcji wkracza remedium. Lekarstwem na jałowość życia są japońskie plastry wysysające toksyny przez stopy. Plastry takie w cenie – o ile pamiętam - stu złotych za opakowanie, można stosować tak długo, aż przyniosą efekt, czyli aż życie nabierze kolorów lub – jak kto woli – sensu. Zafrapowana tak cudownym rozwiązaniem swoich problemów (ja też odczuwam konieczność nieustannego pocierania łapami zbolałego czoła), postanowiłam znaleźć cudowne plastry w internecie. No i znalazłam.
Na stronie dystrybutora plastrów, oprócz informacji znanych z reklamy, znajdują się także inne, znacznie bardziej elektryzujące fakty. Okazuje się, że plastry detoksykacyjne przeciwdziałają nie tylko zmęczeniu, ale i chorobie Parkinsona, stwardnieniu rozsianemu, alergii, porażeniu mózgowemu oraz chorobom kobiecym. Plasterki wspomagają leczenie odleżyn, ran pooperacyjnych i reumatoidalnego zapalenia stawów. Porażona tymi danymi, zaczęłam szukać informacji o tym, czy plaster przyklejony do pięty nieboszczyka nie postawi go przypadkiem na nogi, ale o takim działaniu panaceum dystrybutor – zapewne w obawie przed obyczajowym skandalem – na stronie nie wspomina.
W XIX wieku kiepsko wyposażone przez naturę panny przykładały do piersi bańki, by powiększyć biust. Kiłę leczono psim łojem, a impotencję – wstrzemięźliwością. Myślę, że za milion lat, gdy ludzie będą znali lekarstwo na raka, AIDS i chorobę Alzheimera, największą bolączką ludzkości będzie brak leku na głupotę.
Sabina Bauman
str.
1
|
|
|
|
|