|
|
|
 |
Z puszki Pandory
Brzemię wspólnoty
|
Mierzi to, co obecnie dzieje się na scenie politycznej. Jeden występuje przeciw drugiemu, ciska błotem, grzebie w życiorysie. Wszystko po to, by konkurenta zepchnąć z desek przedwyborczej estrady, a samemu afirmować wydumane ideały, które to pozwolą społeczeństwu żyć godnie i dostatnio. Ścigają się po wyboistej drodze, podrzucają innym kłody, spychają, a jednocześnie wymachują hasłami o uczciwości, miłości do bliźniego i wierności naukom papieża.
Rozpędzeni w szaleńczym amoku, nie pamiętają jednak słów, które do nich kierował Jan Paweł II: Solidarni to jeden i drugi, a skoro brzemię, to niesione przez wspólnotę. Mówiło się: nie ma wolności bez solidarności, to teraz należy mówić: nie ma solidarności bez miłości. Któż sobie jednak tą mądrością papieża głowę zawraca… Ważne jest osiągnięcie mety, i to wyłącznie na dobrej pozycji, bo umożliwi to im sięganie po zaszczyty, intratne etaty dla rodziny i opływanie w dostatek, o jakim wcześniej jedynie marzyli. Będąc zwycięzcami, porzucają zbędne i krępujące wszelkie ruchy szturmówki z hasłami. Ich ręce bowiem muszą być teraz wolne, by móc nimi przygarniać do siebie co tylko się da i jak szybko się da, bo kadencja nie trwa wiecznie.
Z otwockiego powiatu o ciepłych ławach poselskich marzy kilkanaście osób. Stanęły one już nawet w blokach startowych, a wokół siebie zebrały klakierów i doboszy. Na razie ledwie słychać oklaski, dudnienie w bębny i głosy sterników. Jednak już niebawem rozbrzmi jazgot i rozlegnie się po okolicy wrzawa. Publiczność zgromadzona na trasie biegu do „tronu” prezydenta i na Wiejską początkowo wsłuchuje się w głosy trenerów, maklerów i sterników, jednak po jakimś czasie słuchacze gubią się w prawdach i hasłach, które oni coraz natarczywiej wykrzykują. Wywołana kakofonia nie pozwala doszukać się melodii, więc publiczności zostaje jedynie przyglądanie się biegnącym. Niestety, bliżej mety i to staje się trudne, gdyż zawodnicy wzajemnie się zasłaniają albo zmieniają koszulki z numerami. Faworytów zatem obserwatorzy typują po ich opaleniźnie, ubiorze, kolorze skarpetek czy plecach, bo na dogłębne wniknięcie w życiorysy biegaczy nie ma możliwości, ochoty i czasu. Zdarzyć się więc może, dopuszcza to bowiem regulamin biegu, że do mety dobiegnie zawodnik z kryminalną przeszłością, nieudacznik, czy spadochroniarz z odległego krańca kraju.
Cóż, bieg dopiero się rozpoczyna. Idźmy mu się przyglądać, dopingować zawodników. Ponad wszelką wątpliwość warto jednak dopingować wyłącznie tych, którzy żyją i mieszkają pośród nas, są aktywni w swoich działaniach na rzecz innych i jeśli zasiądą w ławach poselskich będziemy mogli do nich się zwracać, a nawet przypominać obietnice, jakie podczas biegu składali.
str.
1
|
|
|
|
|