Meteopatia pod lupą

Z meteopatią jest jak z alergią wziewną – właściwie nie powinna istnieć. Nie ma podstaw naukowych do tego, żeby rośliny, które były na naszej planecie kilka miliardów lat przed nami, czyniły nam szkodę. Jest odwrotnie – produkują tlen, czyli wspierają nasze życie. Gdyby środowisko roślinne na Ziemi było nieprzyjazne człowiekowi, nasz gatunek w ogóle by się nie rozwinął. A jesteśmy. Z meteopatią rzecz ma się podobnie. Zmiany temperatury powietrza i wahania ciśnienia były zawsze. Zmieniały się pory roku. Gdyby te czynniki „zabijały” ludzki gatunek, nie rozwinęlibyśmy się. A jesteśmy. O co więc tu chodzi?

872glowa

Alergia jest coraz powszechniejsza. Jeszcze sto lat temu jeśli rodziło się dziecko z alergią, to albo umierało, albo wyrastało z alergii. Dziś dzieci rodzą się i żyją z alergią, a dorośli, wcześniej zdrowi, zapadają na nią. Co do meteopatii, nie ma miarodajnych badań stwierdzających, w jakim stopniu dotyka ona dzieci. Są dane szacu- nkowe na temat dorosłych mówiące, że trzy czwarte społeczeństwa zgłasza dolegliwości nasi- lające się przy zmianie pogody. Z czego część to objawy niespecyficzne, a część to nasilające się objawy już istniejących chorób. Mówiąc wprost: niektórzy robią się drażliwi lub płaczliwi, a inni czują silniej reumatyzm, który i tak mają. Jednak jeśli mówimy o meteopatii, najczęściej zgłaszanym problemem są bóle głowy.

Jak pisałam, nasza planeta zawsze dawała nam noc i dzień, pory roku, zmiany ciśnienia, deszcze i wiatr. Zwalanie winy za odczuwanie pogody na … pogodę jest mocno nielogiczne. Dlaczego? Dlatego, że najwięcej meteopatów jest w krajach cywilizowanych, które z kolei zajmują najkorzystniejsze na planecie tereny klimatyczne. Spójrzmy na Polskę: po zimie mamy przedwiośnie, a dopiero potem wiosnę, po upałach jest późne lato, preludium jesieni, która we wrześniu jest ciepła, a w listopadzie mokra i wietrzna. Mamy, wbrew Vivaldiemu, osiem pór roku, z płynnym przechodzeniem jednej w drugą. Dla przy-kładu, w krajach arabskich są upalne dni, a w nocy przymrozki. W czasie doby skoki temperatur dochodzą do 40 stopni. W Polsce różnica między nocą a dniem nie przekracza 15 stopni. Co by nie mówić, mamy sprzyjający klimat. Jakim więc cudem meteopatia szerzy się jak alergia, stając się kolejną „epidemią” cywilizacji? Nie da się zrzucić winy na klimat. Szukać trzeba w nas.

Z prowadzonych statystyk wynika, że silniej i częściej reagują na zmianę pogody osoby o słabym zdrowiu. To chyba dobry trop. Skoro czyjś mechanizm obronny nie pracuje właściwie i osoba np. często się zaziębia, może równie dobrze zaburzyć się też mechanizm właściwego reagowania na pogodę. Bo meteopatia nie jest chorobą. Jest nie- właściwą reakcją organizmu na zmieniające się warunki pogodowe. Kiedy pogoda się stabilizuje, objawy znikają. Nie jest chorobą, więc nie ma na nią lekarstwa prawdziwego, czyli usuwającego przyczynę. Można je- dynie łagodzić objawy tabletkami przeciwbólowymi.

Czy więc nic nie można zrobić z dolegliwościami związanymi ze zmianami pogody? Można. Przede wszystkim wzmocnić organizm. Zastąpić słodycze kiszoną kapustą i burakami, a siedzącą pracę zneutralizować joggingiem. Leczyć alergię, bo daje się leczyć. Starać się wyjść z nabytych chorób, a nie latać do lekarzy po przedłużenie recepty. I, co najważniejsze, układać swoje prywatne sprawy tak, by jak najczęściej czuć miłość i spokój ducha. Najbardziej chorują ludzie nieszczęśliwi i sfrustrowani. Ci żyjący radośnie i z pasją nie dostaną migreny z powodu wiatru za oknem. W ogóle nie zauważą skoku ciśnienia.

Podobny artykuł

Jak wychować lekomana?

REKLAMA

REKLAMA