Wyżej niż góry

Młodzież ze Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego nr 2 dla Dzieci Niesły-szących i Słabosłyszących w Otwocku wyjedzie wreszcie w wymarzone wysokie góry. Jednak zamiast planowanej od 2012 roku wyprawy na Kazbek czeka ich zdobywanie alpejskiego szczytu Gran Paradiso.

872SAM_5709

Zanim opowiemy o planach letniej ekspedycji, wciśnijmy przewijanie i cofnijmy nieco „film”, by przypomnieć o projekcie Jacka Przybysza.

Hartowanie ducha
Ten wieloletni opiekun, a obecnie kierownik internatu w otwockim ośrodku położonym w śródborowskich lasach, jako miłośnik gór od dawna próbował zaszczepić tę pasję w swoich wychowankach. Głusi w górach? Niejedna osoba stukała się w głowę, słysząc o tym przedsięwzięciu. Niesłusznie. – Góry są miejscem, które najlepiej chyba potrafi wyrabiać charaktery. Uczą pokory i odpowiedzialności, ale też konsekwencji i siły. Pozwalają nam pokonywać własne słabości i lęki, a przy tym ich potęga i piękno mają w sobie coś mistycznego. W ośrodku, w którym pracujemy z dziećmi i młodzieżą niesłyszącą i słabosłyszącą, często występują też inne dodatkowe dysfunkcje. Prawie wszyscy mają poczucie niższej wartości. Trudno im wejść w samodzielne życie. Aby to zmienić, podejmujemy różne działania. Jednym z nich jest planowana ekspedycja, która zahartuje ich ducha i siłę woli, pozwoli uwierzyć w siebie – przekonywał Jacek Przybysz w 2013 roku, gdy projekt ruszał.

Poddajemy się
Z kilkudziesięciu wychowanków ośrodka wybrano 11-osobową grupę, która spełniała wymogi wiekowe, zdrowotne i kondycyjne. I stopniowo zaczęto oswajać ich z górami. Najpierw Bieszczady, potem Beskid, Tatry, szkolenia wspinaczkowe z rakami i czekanami. Szło świetnie. Niestety, mimo pomyślnych wiatrów, wsparcia wielu osób (które zgłosiły się m.in. po naszych publikacjach) i dofinansowania z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych, wyjazd nie doszedł do skutku.

– Mieliśmy ruszać w lipcu 2014 roku, ale w tym czasie bardzo skomplikowała się sytuacja na Wschodzie. Na Ukrainie, przez którą mieliśmy jechać, zrobiło się szalenie niebezpiecznie, rodzice zaczęli po kolei rezygnować z wyjazdu i uznaliśmy, że musimy odwołać wyjazd. I czekaliśmy na poprawę sytuacji. Jak wiadomo, na to się jednak nie zanosi, a niektórzy z naszych uczniów, szykowanych do ekspedycji, zaraz kończą szkołę. Postanowiliśmy działać, ale straciliśmy dofinansowanie.

Nowa nadzieja
I w tym właśnie momencie (właśnie dlatego nie wierzę w przypadki!) zgłosił się do otwockiego ośrodka Paweł Fijałkowski z firmy Marsh & McLennan Companies. Okazało się, że chce ona wesprzeć górskie przedsięwzięcia bardzo sowitym dofinansowaniem, zaoferowała też wsparcie organizacyjne.
– Mamy fundusz, z którego środki przeznaczamy na pomoc w realizacji ciekawych inicjatyw, i ten wyjazd uznaliśmy za arcyważny i godny naszego zaangażowania – opowiada Paweł Fijałkowski. – Zaproponowaliśmy też, by zamiast na Kazbek pojechać w bliższe i bezpieczniejsze Alpy włoskie. Jacek się wahał, kręcił nosem, trudno było mu porzucić myśl o dzikim i odludnym Kaukazie, ale w końcu uznał, że to jedyne rozsądne wyjście. I zaczęliśmy planowanie.

Wybór padł na szczyt Gran Paradiso (4061 m n.p.m), stosunkowo łatwo dostępny, choć na ostatnich kilkudziesięciu metrach wy- magający, ze sporą ekspozycją, w sam raz, by poczuć ukłucie adrenaliny i smak wysokogórskiej wyprawy. – Wstąpiła w nas nowa nadzieja i już nie opuszcza! Wyjazd jest niemal dopięty, choć wciąż szukamy wsparcia, by doposażyć ekipę. Część sprzętu wypożyczmy, ale ubrania czy buty musimy kupić. Wszystko jest jednak na dobrej drodze i na przełomie czerwca i lipca wyruszamy. W nieco okrojonym gronie wychowanków, którzy przeszli szkolenie i wykazali się konieczną dyscypliną, jest siedmiu plus kilkoro opiekunów – wyjaśnia Jacek Przybysz.

REKLAMA

REKLAMA