Woźna zakleiła mu usta

Skandal w przedszkolu w Starej Wsi! Mały Krzyś poskarżył się mamie, że poprosił woźną o dokładkę mięsa, ale zamiast kolejnej porcji kobieta zezłościła się i zakleiła dziecku usta taśmą. Inne dzieci śmiały się, a upokorzony chłopczyk żałośnie płakał. Rodzice są zszokowani. Sprawa trafiła do Prokuratury Rejonowej w Otwocku. Teraz pracownicy przedszkola, a także dyrektorce grozi nie tylko utrata pracy, ale i więzienie.

873piec1

Aż trudno w to uwierzyć, ale to się naprawdę działo w państwowym przedszkolu przy ul. Mickiewicza w Starej Wsi (gm. Celestynów). Mały Krzyś to rezolutny i wesoły czteroletni chłopczyk, który lubił chodzić do przedszkola. Wszystko się jednak zmieniło we wtorek, 9 grudnia ubiegłego roku, kiedy woźna, pani Hanna, zgotowała bezbronnemu dziecku prawdziwy koszmar.

Woźna od rana była zniecierpliwiona i poddenerwowana, a przedszkolaki dokazywały na każdym kroku. W porze obiadowej pomagała dzieciom przy posiłku. Maluchy wygłupiały się i trudno było je uspokoić. W końcu zajęły się jedzeniem. Krzysiowi obiad wyjątkowo posmakował. Zjadł wszystko, co miał na talerzu, ale nadal był głodny. Podszedł do woźnej. – Czy mogę dostać jeszcze trochę mięska? – prosił Krzyś. Pani Hanna odpowiedziała, że nie może dostać dokładki, bo nie ma dodatkowych porcji. Krzyś jednak nalegał i domagał się, aby woźna poszła do kuchni i przyniosła mu więcej. Wtedy kobieta zezłościła się, nakrzyczała na chłopczyka i dla świętego spokoju zakleiła mu usta taśmą biurową. Krzyś zesztywniał ze strachu. Upokorzony chłopiec stał i żałośnie płakał. Dzieci śmiały się z niego i głośno komentowały to, co się stało. Woźna nadal krzyczała i zagroziła wszystkim przedszkolakom, że jeśli się nie uspokoją, to każdemu z nich zaklei buzię tak jak Krzysiowi. Na sali zapanowała cisza. Tylko Krzyś cicho płakał…

873jedynkaNiedługo potem wróciła do grupy nauczycielka, która wcześniej wyszła do łazienki. – Nie wiedziałam, co się stało, przecież nie było mnie tylko kilka chwil – mówi pani Janina, wychowawca grupy. – Odkleiłam chłopczykowi taśmę z buzi, ale on na nic się nie skarżył, a ja nie wnikałam w to, co się stało i kto jest za to odpowiedzialny – tłumaczy nauczycielka. Po obiedzie cała grupa poszła myć zęby. Być może dlatego żaden wychowawca nie zauważył, że Krzysiowi leci krew z wargi…

Myślałam, że serce mi pęknie
Bulwersująca sprawa zapewne nigdy nie ujrzałaby światła dziennego, gdyby nie rodzice. – Odebrałam synka z przedszkola około godz. 15. Był jakiś smutny, dziwnie się zachowywał – wspomina mama Krzysia, pani Dorota. – Zaczęłam go pytać, co się stało, przecież mój synek to wesoły urwis, który zawsze jest zadowolony i energiczny. Krzyś na początku nie chciał nic powiedzieć, ale po chwili wybuchł płaczem i opowiedział, co się wydarzyło w przedszkolu. Mówił, że woźna zakleiła mu buzię tylko dlatego, że chciał dokładkę obiadu, że dzieci się z niego śmiały, a on płakał i że to nie było śmieszne, że nikt nie stanął w jego obronie. Kiedy to usłyszałam, to myślałam, że serce mi pęknie – mówi ze łzami w oczach mama chłopczyka. I dodaje: – Moje ukochane dziecko zostało skrzywdzone, bo jakaś pani miała zły dzień w pracy?! Może nie powinna tam pracować? Gdzie byli wtedy pedagodzy, dyrektorka przedszkola? – pyta pani Dorota.

Zdaniem rodziców zdarzenie zostało zlekceważone przez dyrekcję i nie wyciągnięto konsekwencji ze skandalicznego zachowania pracownika przedszkola. Wśród pracowników i rodziców dzieci uczęszczających do placówki aż huczy od plotek. Straszna historia, która przydarzyła się małemu Krzysiowi jednak dotarła do wójta gminy Witolda Kwiatkowskiego. Dopiero po jego interwencji sprawa nabrała biegu. Wójt domagał się wyjaśnień, dlaczego Anna Bielicka, dyrektor przedszkola do tej pory nic nie zrobiła w tej sprawie i dlaczego kobieta nadal pracuje w grupie, w której jest Krzyś.

To była tylko niewinna zabawa?
Wójt nie chce przesądzać, kto jest winny. Zapytany o sprawę przez „Linię Otwocką” nie zamierza jej komentować do czasu, aż prokurator ustali szczegóły zdarzenia. Próbowaliśmy również skontaktować się z panią Hanną. Kobieta nie chciała rozmawiać o tym, co tamtego dnia wydarzyło się w trakcie obiadu.

Jednak rodzice dzieci uczęszczających do przedszkola w Starej Wsi są zbulwersowani sprawą. Domagają się nie tylko wyjaśnienia okoliczności, ale także wyciągnięcia konsekwencji, a nawet dymisji dyrektor Bielickiej, która ich zdaniem nie potrafi zapewnić bezpieczeństwa przedszkolakom. – To nieprawda – broni się Anna Bielicka. – Do placówki uczęszcza sto maluchów. Dlatego najważniejsze jest tu bezpieczeństwo, respektujemy wszystkie prawa dzieci. Przedszkolaki mają bardzo dobrą opiekę, wychowawcy i pracownicy są lubiani przez dzieci. Ten incydent w grudniu nie powinien się wydarzyć. Jest mi bardzo przykro z powodu, że do tego doszło – mówi dyrektor przedszkola, przedstawiając zupełnie inną wersję wydarzeń z 9 grudnia 2014 r. – To była zabawa, do której Krzyś sam się zgłosił. Chodziło o wygłupy z zaklejonymi ustami. Dzieci się śmiały z tego, że chłopiec udawał jakąś postać z bajki. On nie płakał, śmiał się i wygłupiał – zapewnia dyrektor Bielicka.

Dyrektor broni woźnej
Dlaczego nie wyjaśniono sprawy tuż po zdarzeniu? Być może pracownicy placówki sądzili, że im się upiecze, bo czterolatek jest zbyt mały, aby komuś się poskarżyć, a nawet jeśli powie, to nikt mu nie uwierzy. Mama chłopca jednak uwierzyła. – Nic nie wiedziałam o tym, co się stało. Rodzice Krzysia o niczym mnie nie poinformowali, nawet się nie poskarżyli. Dopiero po tygodniu woźna cała we łzach opowiedziała mi, co się wydarzyło. To było niestosowne zachowanie, dlatego mój pracownik otrzymał naganę słowną. Upomniałam ją, że każda zabawa ma swoje granice – mówi dyrektor i broni woźnej. – Ta pani nie przewidziała konsekwencji swojego zachowania, nie sądziła, że z takiej błahej zabawy może wyniknąć afera, która trafiła aż do prokuratora. To jakiś spisek, nagonka na nasze przedszkole – ocenia oburzona Anna Bielicka.

Czy coś się zmieniło po karygodnym zachowaniu woźnej w przedszkolu? Niewiele, bo kobieta nadal pracowała z dziećmi. Dopiero po interwencji rodziców i wójta dyrektor ugięła się i wyciągnęła konsekwencje z bulwersującego zachowania pracownika przedszkola. Dyrektor Bielicka najpierw przeniosła woźną do innej grupy, obniżyła jej premię finansową, a w konsekwencji wysłała na urlop. – Pani Hania jest doświadczonym  i lubianym przez dzieci pracownikiem. Bardzo to przeżywa. Ze stresu wiele razy była pod opieką lekarzy. Ja sama jestem już kłębkiem nerwów – zapewnia dyrektor Bielicka. Nauczycielka, która dotychczas zajmowała się  Krzysiem i jego grupą, została przydzielona do opieki nad innymi maluchami.

Woźna zrezygnowała z pracy
Czy to tylko spisek przeciwników Anny Bielickiej, by ją skompromitować, a może rzeczywiście w placówce doszło do wielu zaniedbań, a nawet znęcania się psychicznego lub fizycznego nad dziećmi? Skandalicznym zachowaniem pracownicy przedszkola w Starej Wsi zajmuje się prokuratura. Wójt stwierdził, że to śledczy powinni ustalić, czy w placówce doszło do naruszenia nietykalności fizycznej dziecka oraz czy maluchy miały niewłaściwą opiekę, dlatego pod koniec ubiegłego roku złożył zawiadomienie do Prokuratury Rejonowej w Otwocku. – Wyjaśnienia będzie musiała złożyć m.in. dyrektor przedszkola, woźna oraz rodzice chłopczyka – mówi otwocki prokurator rejonowy Jacek Gałązka. – Dziecka nie będziemy przesłuchiwać, aby nie narażać go na dodatkowy stres. Na razie nikomu nie postawiliśmy zarzutów, ale niewykluczone, że woźna i dyrektor będą
odpowiadać za niektóre czyny – tłumaczy prokurator rejonowy.

Pani Hanna może usłyszeć zarzut naruszenia nietykalności cielesnej dziecka, za co grozi rok więzienia. Natomiast dyrektor Bielickiej grozikara nawet trzech lat więzienia za niedopełnienie obowiązków i niezapewnienie właściwej opieki i bezpieczeństwa dzieciom. Po tym jak „Linia Otwocka” zaczęła wyjaśniać okoliczności tego, co przydarzyło się Krzysiowi, sprawa nabrała nieoczekiwanego obrotu. W piątek, 30 stycznia woźna zrezygnowała z pracy. Przyznała, że ma kłopoty ze zdrowiem i nie widzi możliwości dalszej pracy w placówce, w związku z tym rozwiązała umowę z przedszkolem w Starej Wsi.

Przedszkolaki boją się taśmy
Niektóre dzieci teraz boją się, że ktoś zaklei im buzię taśmą. – Na początku stycznia uczęszczał na zajęcia, ale Krzysia spotkała krzywda i teraz nie chce wracać w miejsce, gdzie przeżył traumę – tłumaczy  jedna z mam. Mały Krzyś cały czas nie może zapomnieć o przedszkolnym koszmarze. – Kiedyś był wesołym dzieckiem, a teraz jest wyciszony, stracił apetyt i jest pod opieką psychologa. Często płacze, a kiedy wspominam o tym, co go spotkało, to zatyka uszy i ucieka – dodaje cicho mama chłopca.

Ze względu na dobro poszkodowanego dziecka, jego imię zostało zmienione

  • To co przeczytałam bardzo mnie przestraszyło,jak można,a właściwie w przedszkolu taką krzywdę zrobić dziecku,przecież ten chłopczyk ma dopiero 4 latka. Ta idiotyczna dyrektorka powinna dostać nie trzy ale 10 lat pozbawienia wolności. To poprostu jest chamskie zachowanie. I teraz dzieciak się boi,no i co najgorsze śnią mu się te koszmary. Naprawdę bardzo mu współczuję.😣😿

One thought on “Woźna zakleiła mu usta”

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

REKLAMA

REKLAMA