Zagazował ekspedientkę

Zamaskowany przestępca w biały dzień wtargnął do sklepu spożywczego. Bez słowa wyjął gaz i prysnął nim w twarz ekspedientki. – Paliły mnie oczy i gardło, a po chwili przestałam widzieć. Bałam się, że bandyta mnie skrzywdzi – wspomina z trwogą pani Edyta. Bandzior zabrał kasę fiskalną z pieniędzmi i uciekł.

873gaz

Sklep spożywczy przy ul. Kościelnej w Wiązownie został otwarty kilka tygodni temu, a już wpadł w oko złodziejowi. Młody mężczyzna obserwował punkt handlowy, na który napadł w poniedziałek, 26 stycznia około godz. 17. Poczekał, aż ze sklepu wyjdą klienci. Nasunął czapkę na czoło, zasłonił twarz bandamką i ruszył w kierunku drzwi.

Pani Edyta właśnie kończyła raport dla właścicielki, gdy wszedł młody, zamaskowany mężczyzna. – Wyglądał na nastolatka, który chciał zrobić jakiegoś psikusa. Dlatego nie wzbudzał podejrzeń – wspomina ekspedientka. Napastnik w milczeniu obserwował każdy ruch sprzedawczyni. Kiedy kobieta zbliżyła się do kasy, żeby zapytać, czy chce coś kupić, zamienił się w brutalnego bandytę. Wyjął z kieszeni miotacz z gazem pieprzowym
i bez zastanowienia prysnął substancją w twarz pani Edyty. – Byłam w szoku, nie wiedziałam, co się dzieje. Ta ciecz paliła całą twarz i oczy. Bałam się, że to jest jakaś żrąca ciecz, bo po kilku sekundach przestałam widzieć – mówi ekspedientka. – Nie wiedziałam, co się dzieje, modliłam się, żeby tylko przetrwać to piekło – wspomina z trwogą kobieta.

Przestępca podbiegł do kasy fiskalnej, szarpał nią na lewo i prawo dotąd, aż wyrwał umocowania i kable. Kiedy uciekał w popłochu, kasa wypadła mu z rąk i wpadła pod szafę, więc zostawił ją i wybiegł ze sklepu z szufladą z pieniędzmi. Uciekł w kierunku cmentarza w Wiązownie. Przerażona pani Edyta po omacku wyszła ze sklepu. Wzywała pomocy. Na ratunek przyszli jej okoliczni mieszkańcy, którzy zaopiekowali się nią i powiadomili służby ratownicze. Niebawem na miejscu pojawiły się policyjne radiowozy i karetka pogotowia. Gaz, którym bandyta spryskał twarz sprzedawczyni, wywołał trudności z oddychaniem, dezorientację i silną reakcję podobną do alergii: łzawienie, zaczerwienienie skóry, a także silne pieczenie oczu, gardła i nosa.

– Pani Edyta była bardzo spuchnięta – przyznaje pani Bogusława, właścicielka sklepu, która przyjechała na miejsce niedługo po napadzie. – Bardzo dziękuję szczególnie dwóm okolicznym mieszkańcom, którzy zatroszczyli się o moją ekspedientkę. Dzięki ich pomocy pani Edyta nie była sama i szybko trafiła pod opiekę medyczną – podkreśla właścicielka sklepu.

Sprawą zajęli się otwoccy kryminalni. – Sprawca tego napadu jest poszukiwany. Osoby mogące pomóc w ustaleniu szczegółów sprawy proszone są o kontakt z otwocką komendą – mówi komisarz Jarosław Sawicki z Komendy Powiatowej Policji w Otwocku. Ekspedientka do dzisiaj nie może otrząsnąć się z tego, co wydarzyło się w poniedziałek. – Pani Edyta od wielu lat pracuje w handlu i nigdy nie spotkało jej w pracy nic tak okropnego – tłumaczy właścicielka sklepu. – Ten sklep jest nowy. Nie zdążyłam jeszcze zamontować monitoringu, ale niedługo już będą kamery, tak jak
w innych punktach handlowych, które prowadzę – zapewnia pani Bogusława.

Właścicielka sklepu i ekspedientka podejrzewają, że napadu mogła dokonać bardzo młoda osoba. – Napastnik był szczupłej budowy ciała, ubrany w dresy, wyglądał na 16-17 lat – opisuje pani Edyta. Właścicielka dodaje: – W ferie drobne kradzieże to prawdziwa plaga. Kilka dni temu w innym moim sklepie w centrum Otwocka dwóch pryszczatych nastolatków kręciło się po sklepie. Chcieli kupić słodycze, czipsy, wódkę i papierosy. Ekspedientka przeczuwała, że coś jest nie tak i zapakowała do reklamówki wyłącznie artykuły spożywcze. Udawała, że za chwilę zapakuje im alkohol, ale najpierw domagała się zapłaty za zakupy. Wtedy nastoletni rabusie złapali słodycze i wybiegli ze sklepu – mówi pani Bogusława.

Właścicielka podkreśla, że doświadczony sprzedawca najczęściej „wyczuje” złe zamiary „klienta”. Podpowiada także, jak rozpoznać taką osobę. – Jeśli ktoś wchodzi w kapturze, czapce, próbuje zasłaniać twarz, ma na sobie większą kurtkę ze ściągaczami w pasie i w rękawach, do tego kręci się bez celu między półkami lub jeśli dodatkowo jego kolega czy koleżanka stoi przy drzwiach i obserwuje otoczenie, to wtedy zawsze należy się  spodziewać kłopotów. W takich sytuacjach ekspedienci muszą być bardzo czujni i nie wahać się włączyć alarm, bo nigdy nie wiadomo, czy zwykły klient nie zamieni się w brutalnego bandytę – podkreśla pani Bogumiła.

REKLAMA

REKLAMA