O krok od tragedii

O dużym szczęściu może mówić 85-latek, który w poniedziałek, 23 marca zaginął w lesie w okolicach wsi Jatne (gm. Celestynów).  Po dwunastu godzinach odnaleźli go strażacy. Mężczyzna był wychłodzony i wyczerpany

dziad

Pan Jan od ubiegłego roku jest wdowcem. Po śmierci żony samotnie mieszka w swoim rodzinnym domu w Jatnem. W po- niedziałkowy mroźny ranek 85-latek ubrany tylko w koszulę, pulower i pantofle zmarłej żony wyszedł z domu. Przed godziną 10 mężczyzna po raz ostatni widziany był przez mieszkańców zabudowań położonych na skraju lasu ciągnącego się pomiędzy wsiami Jatne, Dyzin,  Gózd i Bocian. – Widziałam przez okno, jak pan Jan wbiega do lasu. Zanim wyszłam z domu, nie było go już widać – słyszymy od jednej z mieszkanek.

Po kilku godzinach informacja ta dotarła do najbliższej rodziny pana Jana, która na własną rękę rozpoczęła poszukiwania 85-latka. – Teść wyszedł z domu w pantoflach mamy, które zostawiają charakterystyczne ślady. Po nich próbowaliśmy dotrzeć do niego. Niestety, w pewnym momencie  ślady się urwały – słyszymy od synowej pana Jana.

Wraz ze zbliżającym się zmierzchem zaniepokojona zaginięciem rodzina powiadomiła policję. Na miejsce ściągnięto funkcjonariuszy z otwockiej komendy oraz posiłki z Warszawy. W akcji poszukiwawczej uczestniczyli również strażacy z Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej w Ot-wocku oraz OSP w Celestynowie i Otwocku-Jabłonnie.  85-latka szukało ponad 50 osób. Po ponadgodzinnej akcji zaginionego odna- leźli strażacy. – Już mieliśmy zawracać. W ostatniej chwili, w świe-tle latarki poszukiwanego wypatrzył jeden z naszych kolegów. Leżał na brzuchu przy jednym z duktów leśnych. Był przytomny, ale nie był w stanie samodzielnie się podnieść. W sumie przeszedł po lesie kilka kilometrów – relacjonują strażacy.  Wraz z policjantami udało nam się dojechać do miejsca, w którym odnaleziono 85-latka. Próbowaliśmy z nim rozmawiać, jednak pomimo przytomności sprawiał wrażenie, że nie do końca zdaje sobie sprawę z tego, co się wydarzyło. – Jestem w lesie? Przecież byłem w domu, odwiedził mnie nawet wnuczek – tłumaczył pan Jan. Na miejsce wezwano karetkę pogotowia, która zabrała mężczyznę do szpitala na obserwację.

Jak zapewniają członkowie rodziny, pan Jan dotychczas nie sprawiał im takich problemów. Dlaczego więc zdecydował się na tak nietypową wyprawę do lasu? – Tata po śmierci mamy często ją wspomina. Może chciał odwiedzić jej grób na cmentarzu w Ostrowie? Dlatego wybrał drogę przez las – mówi synowa pana Jana. – Szczęście, że udało nam się go odnaleźć. Kolejne godziny spędzone w lesie, w takim ubraniu i przy minusowej temperaturze, mogły zakończyć się tragicznie – podkreślają strażacy.

REKLAMA

REKLAMA