Jak wychować lekomana?

Nikomu nie trzeba tłumaczyć, że reklama jest dźwignią handlu. I o ile nie mam problemów ze słuchaniem, w jakim banku mam wziąć kredyt albo który samochód mam kupić, o tyle na dźwięk reklam medycznych od razu się jeżę. Że ludzie mają się dowiedzieć o nowym preparacie, suplemencie czy leku – zgoda. Ale sama konstrukcja reklam medycznych nie działa „informująco”. Jest czystej postaci manipulacją. My się nie mamy dowiedzieć, że farmaceutom się udało wymyśleć coś nowego. My mamy poczuć, że wynaleziono to właśnie dla nas. Że nasze problemy nie rozwiążą się bez tego „cudu”. I mamy poczuć gwał-towną potrzebę kupienia tegoż preparatu. Natychmiast.

878leki

Przykładowa reklama leków. Osoba w kitlu lekarskim albo w nowoczesnym laboratorium. Biały fartuch – symbol autorytetu medycznego. Lekarz, najczęściej mężczyzna, bo mamy w Polsce patriarchat i mężczyźnie na stanowisku uwierzymy szybciej niż kobiecie. Farmaceuci – tu mogą być kobiety, byle o niewyzywającej urodzie. Koniecznie okulary na nosie – symbol wiedzy. Znak, że osoba całą młodość przesiedziała z nosem w książkach. Można jej/mu ufać.

Liczba reklam medycznych rośnie z każdym rokiem. Już nie ma reklam podpasek czy sukienek. Są banki (kredyty) i leki (suplementy). I reklamy kierowane są już do konkretnych grup wiekowych. O dziwo, wcale nie do staruszków, którzy z racji wieku najbardziej potrzebują medycznego wspomagania. Producenci leków wiedzą, że starsi ludzie żyją ze skromnych emerytur, więc wiele się z nich nie wydoi. Reklamy są kierowane do osób aktywnych zawodowo. Bo one mają pieniądze. Tak więc reklama suplementu na poprawę pamięci i kondycji serca przeznaczonego dla osób starszych, kierowana jest do ich dorosłych dzieci. Słyszymy, że mamy kupić ukochanej mamie najlepszy prezent na Dzień Matki lub Gwiazdkę (i tu nazwa preparatu).

Ale firmy farmaceutyczne nie mogą bazować na lecytynie dla emerytów i preparatach na wzdęcia dla kobiet 40+. Ten klient za
15 lat przestanie być klientem. Odejdzie z ziemskiego padołu lub pochoruje się tak, że będzie na refundowanych lekach. Dlatego dziś firmy farmaceutyczne wychowują sobie nowe pokolenie: nasze dzieci. Co prawda one jeszcze nie zarabiają, ale za 15 lat będą, i jak się je dobrze „urobi”, zostaną stałymi klientami aptek. Świeża krew ze świeżym portfelem. To dlatego dziś wdzięczny głosik mówi „dasz mi mamusiu ten pyszny syropek z misiem?”, a dobra mamusia odpowiada, że da, jak codziennie. Ja też mam dzieci. Nie podaję im syropku, zaczynam nerwowo myśleć, że może jestem złą matką… I o to chodziło! Mają mnie!

Od lat wiadomo, że ludzie lepiej reagują na reklamy, w których występują dzieci, dlatego się je zatrudnia. A i samo dziecko szybciej zechce czegoś, co ma inne dziecko, a ono jeszcze nie. Zwłaszcza, że reklamy są jak nalot dywanowy – ta sama treść z różnych mediów. Wyłącz telewizor, a dowiesz się o syropku z misiem z samochodowego radia. A jak się dziecko od małego przyzwyczai, że trzeba jechać na suplementach, jak tym za młodu nasiąknie – będzie wiernym klientem odprowadzającym do firm farmaceutycznych niezły procent swoich zarobków. Jak w „Folwarku Zwierzęcym” Orwella – wystarczy wychować sobie czyjeś dzieci, a potem ma się wieczne El Dorado…

REKLAMA

REKLAMA