Potrzebuję pracy, żeby nie stracić domu

Pani Katarzyna straciła pracę,  dlatego popadła w długi. Teraz grozi jej wyrzucenie na bruk, bo nie ma pieniędzy na spłatę rat. Kilka lat temu, kiedy dobrze zarabiała, kupiła mały domek, zaciągając kredyt we frankach. Teraz kwota zadłużenia przewyższa wartość domu. – Błagam o pracę, inaczej bank zabierze mi dom i wyląduję z dziećmi pod mostem – mówi przezłzy, pani Katarzyna.

878bank

Mieszkanka gminy Karczew samotnie wychowuje dwójkę dzieci. Kilka lat temu kobiecie się powodziło, miała dobrze płatną pracę. – Chciałam, aby córeczka i synek mieli lepsze warunki,  marzyliśmy o własnym domu, gdzie dzieciaki mogłyby bawić się na podwórku – wspomina mama 14-letniego Andrzeja i 3-letniej Gosi.

– Siedem lat temu znalazłam mały domek w Karczewie i spełniliśmy nasze marzenia. Budynek nie był w idealnym stanie, ale dla mojej rodziny był wystarczający. Kosztował około 180 tys. zł, wydawało się, że to niedużo, że poradzę sobie finansowo. Dlatego zaciągnęłam kredyt we frankach. Potem wszystko diametralnie się zmieniło. Kryzys gospodarczy spowodował, że teraz kwota za- dłużenia znacznie przewyższyła wartość domu, bo kurs franka drastycznie się podniósł i będę musiała spłacić prawie 300 tys. zł. Do tego dochodzą odsetki karne mogące sięgnąć nawet pół miliona złotych – żali się pani Katarzyna.

Kobieta wpadła w spiralę długów, która spycha ją na dno. Obecnie samotna matka zalega z płatnością za trzy raty. Do tego dochodzi ponad 4 000 zł zaległości za prąd, gaz i inne media. – Ciągle pożyczam pieniądze, łapię się dorywczych zajęć, wszystko po to, aby móc spłacać raty bankowi i zapłacić rachunki – tłumaczy samotna matka.

– W połowie lutego musiałam zapłacić kolejną zaległą ratę w wysokości 1100 zł, pożyczyłam pieniądze od znajomych. Tego samego dnia zapukali do drzwi pracownicy pogotowia gazowego, chcąc zdjąć mi licznik. Znowu stanęłam pod murem. Nie wiedziałam, czy zapłacić zaległy rachunek za gaz, wpłacić ratę do banku czy kupić jedzenie. Po długiej walce myśli zdecydowałam się uregulować część rachunku za gaz, bo inaczej w domu nie byłoby ogrzewania, ciepłej wody ani nie miałabym możliwości ugotowania nawet mleka dla dzieci – cicho płacze pani Katarzyna, próbując za wszelką cenę zaoszczędzić córce i synowi skutków braku pieniędzy. – Staram się, aby nie odczuwali biedy. Żyjemy bardzo skromnie – mówi pani Katarzyna, która od dawna nie dojada, aby Andrzejowi i Gosi nie burczało w brzuszkach.

– Mamusi nie stać na nowe zabawki, ubrania czy jedzenie. Czasami cicho płacze w kuchni. Myśli, że nie widzimy, jak ukradkiem ociera łzy, ale my wiemy, że mamusi jest ciężko – mówią smutno Andrzej Gosia. – Nie chcemy mieszkać pod mostem, my się bardzo kochamy – dodaje z trwogą chłopiec.

Ich mama mówi szeptem, aby dzieci nie słyszały: – Wszystko się w domu psuje, czasami brakuje mi siły, aby walczyć z biurokracją, urzędnikami i niesprawiedliwym losem, ale nie poddaję się. Moje kochane dzieci motywują mnie do działania, dla nich zrobię wszystko. Jeśli będę musiała, przeniosę nawet góry – mówi.

Rodzina pani Katarzyny potrzebuje pomocy. Co jest potrzebne? – Każda forma pomocy, ale najbardziej artykuły spożywcze i pieniądze na opłacenie zaległych rachunków. Błagam o pomoc – apeluje samotna matka. – Najbardziej zależy mi na stałym dochodzie. Jeśli będę miała pracę, nawet dorywczą, to jakoś dam sobie radę. Mogę nawet sprzątać, podejmę każdy rodzaj pracy, aby nie stracić domu i zapewnić dzieciom lepsze warunki
– apeluje pani Katarzyna.

REKLAMA

REKLAMA