Palenie trawy szkodzi!

Co roku scenariusz jest ten sam. Wystarczy kilka słonecznych dni, a strażacy mają pełne ręce roboty. W powiecie otwockim już 80 razy wyjeżdżali, by ugasić płonące łąki. – Choć wypalanie wyjaławia glebę i zabija żywe stworzenia, w dodatku zagraża ludziom i ich mieniu, ludzie cały czas dopuszczają się tego procederu – przyznają otwoccy strażacy.
Tylko dzięki sprawnej akcji strażaków udało się uchronić las przed ogniem
Tylko dzięki sprawnej akcji strażaków udało się uchronić las przed ogniem

Strażacy apelują, aby nie podpalać traw, bo jest to szkodliwe nie tylko dla środowiska, ale także stwarza zagrożenie dla ludzi. – Pod koniec lutego zaczęło się robić ciepło i wielu gospodarzy nadwiślańskich terenów wypala trawy – mówi bryg. Krzysztof Tuszowski z otwockiej straży pożarnej. – Dotychczas interweniowaliśmy ponad 80 razy. W marcu to prawdziwa plaga. Teraz codziennie jesteśmy wzywani do pożarów traw. Dotyczy to przede wszystkim terenów nadwiślańskich w gminie Karczew, a także gminy Sobienie-Jeziory i części gminy Celestynów – informuje bryg. Tuszowski.

Uratowali las
We wtorek, 17 marca druhowie z OSP Regut i Celestynów, wspomagani przez strażaków z Wojskowego Ośrodka Farmacji i Techniki Medycznej w Celestynowie, gasili płonące łąki i nieużytki w okolicach Reguta. Tylko dzięki ich sprawnej akcji pożar nie przeniósł się na pobliski las. – Mocne porywy wiatru sprawiły, że ogień w bardzo szybkim tempie rozprzestrzeniał się. Gdy przyjechaliśmy na miejsce, zaczęły się już palić zarośla rosnące na skraju lasu. Na szczęście wspólnymi siłami udało nam się opanować sytuację – mówi Edward Pokrywka z OSP Celestynów. W sumie ogień strawił blisko dwa hektary łąk i nieużytków. Druhowie z OSP Regut nie mają wątpliwości, że było to podpalenie. – Ogień w jednym czasie wybuchł w kilku miejscach. Osoby pracujące w polu widziały mężczyznę krę-cącego się w tej okolicy na rowerze, który mógł być sprawcą tych podpaleń – słyszymy od strażaków.

Tragiczne skutki
Niestety, sprawcy podpaleń traw nie zdają sobie sprawy, że w ten sposób stwarzają ogromne zagrożenie nie tylko dla lasów i zwierząt, ale również dla samych siebie. Wypalanie traw często kończy się tragicznie. Co roku w tego rodzaju zdarzeniach śmierć ponosi kilkanaście osób.

– Sprawca wypalania traw jest także narażony na niebezpieczeństwo. Podczas pożaru powstaje duże zadymienie, które jest szczególnie groźne dla osób przebywających na tym terenie. Wystarczy silniejszy wiatr, aby ulec zaczadzeniu – podkreśla bryg. Tuszowski.

Przykładów nie trzeba szukać daleko. W ubiegłym roku podczas wypalania traw śmierć poniósł 63-letni mieszkaniec Janowa (gm. Karczew). Mężczyzna nie zważając na apele strażaków, którzy od dawna proszą, by nie wypalać traw i nieużytków, podczas prac porządkowych na swojej łące podpalił trawę i kępki z suchymi chwastami. Mieszkaniec Janowa prawdopodobnie nawdychał się trującego dymu i zasłabł. Na polu nie było nikogo, kto mógł wezwać pomoc. Mężczyzna zmarł. Po południu jego syn zaczął się niepokoić, że ojciec długo nie wraca. Około godz. 17 poszedł go szukać. Gdy dotarł na miejsce, z przerażeniem odkrył leżące na polu nadpalone i osmolone zwłoki ojca.

Płonące łąki stwarzają także zagrożenie dla ruchu drogowego. Gęsty dym pokrywa drogi i pobocza. – Dym unoszący się nad drogami, m.in. nad trasą nr 50 czy nr 17, znacznie ogranicza widoczność kierowcom, co w konsekwencji może doprowadzić do wypadku – ostrzega bryg. Krzysztof Tuszowski.

REKLAMA

REKLAMA