Wegetarianie kontra mięsożercy cz. 1

Wojną tego nazwać nie można, ale wegetarianie i mięsożercy nie mają o sobie nawzajem dobrego zdania. Wegetarianie twierdzą, że osoby jedzące mięso są agresywniejsze i przyczyniają się do istnienia przemysłu mięsnego z całym jego okrucieństwem (chowem, transportem i zabijaniem zwierząt). Mięsożercy powołują się na badania naukowe, z których wynika, że nie ma rośliny mogącej skutecznie zastąpić aminokwasy pochodzenia zwierzęcego niezbędne organizmowi ludzkiemu. I na prehistorię. Pierwotni ludzie jedli mięso, a jagódkami zadowalali się, bo musieli, żeby nie umrzeć z głodu, zanim oddelegowani na polowanie mężczyźni wrócą, wlokąc zdobycz.

879jedzenie

Jeśli spojrzeć na te wszystkie argumenty obiektywnie i z otwartością umysłu, okazuje się, że obie strony mają rację. A ich argumenty są prawdą. Mówi się, że JESTEŚMY TYM, CO JEMY. No to przyjrzyjmy się zjawisku. Dziś mięsożercom, za tydzień wegetarianom. Mięso w sklepach jest z hodowli. Zwierzęta są hodowane, a po-tem zabijane. To, w jakich warunkach żyją, i co jedzą, ma bezpośredni wpływ na skład ich mięsa, czyli tego, co potem jemy. Pasza zawiera antybiotyki, żeby zwierzęta nie chorowały (bo to strata finansowa dla producenta) i hormony wzrostu, żeby rosły szybciej i szybciej można było je zabić i sprzedać. Zwierzęta jedzą taką paszę, a zawarte w niej związki są budulcem ich ciała. Jedząc wędlinę i mięso, jemy antybiotyki i hormony. To jeden z powodów (nie jedyny), dlaczego teraz tyle kobiet ma problemy z własnym układem hormonalnym.

Do tego mięso jest dodatkowo nasączane związkami przedłużającymi termin przydatności, poprawiającymi wygląd i smak. Oczywiście zgodnie z przepisami, ale Unia Europejska dopuszcza związki, których Polskie prawo przed laty zabraniało. To także kumuluje się w mięsie, które jemy. Prawdziwym nieszczęściem jest polityka mająca na celu zamykanie małych za-kładów mięsnych i zmuszenie Polski do sprowadzania niedobrego (ale taniego) mięsa z zachodniej Europy. Jeśli padnie nasz przemysł mięsny, będziemy jeść chemiczne trociny, na jakie już skazane są inne kraje.
Największy dramat to mięso drobiowe. Krążą mity, z którymi walczę we własnym gabinecie, że kurczak jest zdrowszy od wołowiny. To bzdura. Kiedyś było inaczej, ale dziś mamy inne czasy. Dziś kurczaki w największych zakładach mają najcięższe warunki życia. Widziałam to na własne oczy. Te zwierzęta cierpią i boją się, są sfrustrowane. Czują, i wszystko, co czują, zapisuje się w ich mięśniach. Kurczaki z rożna, kebaby z kurczaka, a nawet kotleciki z piersi serwowane nagminnie dzieciom – to wszystko dostarcza specyficznych toksyn. Nie trzeba być agresywnym z natury, żeby stać się agresywnym. Wystarczy, że mięso (zwłaszcza kurczak) zdominuje dietę.

Nie o tłuste czy chude mięso chodzi, a o ilość związków stresu, które wraz z tym mięsem sobie dostarczamy. Wątroba „siada”, cholesterol rośnie, i nerwy „puszczają”. Dzień Bez Mięsa obchodzimy 20 marca. Warto raz odpuścić mięsny obiad. Tu wegetarianie mają rację. A gdzie nie mają? O tym za tydzień.

REKLAMA

REKLAMA