Woźnej grozi więzienie

Nie przyznaje się do winy, prokuratorowi odmówiła składania wyjaśnień. Hanna S., woźna z przedszkola w Starej Wsi, która zakleiła przedszkolakowi usta taśmą biurową, usłyszała właśnie zarzuty naruszenia nietykalności cielesnej dziecka. Grozi jej nawet rok więzienia. Sprawę, która wstrząsnęła całą Polską, pierwsza ujawniła „Linia Otwocka”.

873piec1

4-letni Krzyś był głodny i poprosił w przedszkolnej stołówce o dokładkę. Zamiast dodatkowej porcji mięsa, dostał plaster taśmy. Usta zakleiła mu woźna Hanna S. Później twierdziła, że to „głupia zabawa”. Prokurator nie był rozbawiony tym, co działo się w tym przedszkolu. Dlatego zdecydował się postawić kobiecie zarzuty naruszenia nietykalności cielesnej dziecka, za co grozi jej kara do roku więzienia.

Była woźna (straciła już pracę) nie chciała wytłumaczyć śledczemu, dlaczego to zrobiła. – Kobieta nie przyznała się do winy i odmówiła składania wyjaśnień – mówi Jacek Gałązka, prokurator rejonowy. – Kilka dni później została wezwana ponownie. Tym razem w obecności adwokata przedstawiła swoją wersję wydarzeń – tłu-maczy prokurator. Jak udało nam się ustalić Hanna S. potwierdziła to, co powiedziała w rozmowie z „Linią” (pisaliśmy o tym 9 lutego). Przepraszała wtedy za głupi żart. Według niej to była tylko niewinna zabawa. Czy tak rzeczywiście było, ustala prokurator.

Teraz śledczy sprawdzają szczegóły sprawy, a także prze-słuchują rodziców dzieci z grupy 4-letniego chłopca, któremu zaklejono usta taśmą. – Dopiero po przesłuchaniu wszystkich osób i zwe- ryfikowaniu rozbieżnych wersji wydarzeń zdecydujemy, jaki finał będzie miała ta sprawa – tłumaczy prokurator Gałązka.

W sprawie przesłuchano też dyrektor placówki. Za niedopełnienie obowiązków i niezapewnienie właściwej opieki i bezpieczeństwa dzieciom groziło jej do trzech lat więzienia. Anna Bielicka nie usłyszała jednak żadnych zarzutów. Po naszej publikacji Polską wstrząsnęła podobna historia. Kilka dni temu w szkole podstawowej koło Wrocławia rodzice odkryli, że nauczycielka wyżywała się na dzieciach. Nie tylko zaklejała im usta taśmą, ale także wyzywała od „siusiumajtków” i groziła, że przywiąże do stołu. Sprawa ujrzała światło dzienne po tym, jak jednemu z rodziców udało się nagrać kilka wstrząsających sytuacji.

Prof. dr hab. Zbigniew Nęcki, ekspert w dziedzinie psychologii spo-łecznej, przyznaje, że takie zachowania są karygodne i niedopuszczalne. Nie ma wątpliwości, że nigdy nie powinny wydarzyć się w placówce edukacyjnej. Dlatego podpowiada, aby rodzice obserwowali swoje dzieci i uważnie ich słuchali. – Zawsze są sygnały, które alarmują o tym, że coś jest nie tak, np. nadmierna płaczliwość czy nocne ko- szmary – tłumaczy prof. Nęcki.

REKLAMA

REKLAMA