Miasto szczęśliwe…

2

Zaiste, szczęśliwe to miasto, w którym ludzie nie mają większych problemów niż to, jak podjechać własnym samochodem kilkaset metrów dalej niż dotychczas. Ponad miary rozdęta sprawa wprowadzenia ruchu jednokierunkowego na części ul. Pułaskiego od Armii Krajowej do skrzyżowania z ul. Poniatowskiego spowodowała bunt Polskiej Partii Protestującej. Jej członkowie argumentowali, że dojazd do bloków na tym odcinku Pułaskiego znacznie się wydłużył. Gdyby wymierzyli, to wyszłoby kilkaset metrów. Wielka strata pieniędzy…To, że zyskali większy spokój, już się nie liczy. Prezydent raz się zarzeka, że odwoła jeden kierunek, innym razem, że może utrzyma… Dylemat w stylu „Co zrobić, by zjeść ciastko i je mieć?”

Wspomniana „afera” jest typową burzą w szklance wody, a jej najgorętszymi wyznawcami są ludzie, którzy sami nie mieli nigdy swojego samochodu. Coś o tym wiem, bo od pół wieku mieszkam właśnie przy tej ulicy, w dodatku sam muszę objeżdżać osiedle, ale jakoś do tej pory korona z głowy mi nie spadła. Problemem Pułaskiego nie jest jeden kierunek ruchu, ale parkowanie. Mieszkańcy osiedla Kmicica mają parkingi osiedlowe, natomiast mieszkańcy ogrodzonego nowego osiedla po drugiej stronie Pułaskiego mają podziemne garaże. Nikt o zdrowych zmysłach do nich nie wjedzie, podjeżdżając pod dom na chwilę, to samo ich goście, więc… zostawiają auta na ulicy. Również słuchacze Wyższej Szkoły Tego i Owego, zjawiający się dwa razy w miesiącu na swoje nauki, korkują szczelnie naszą uliczkę.

Pytam więc, dlaczego Polska Partia Protestująca nie zwróci się do administracji (lub projektantów) „nowego” osiedla, żeby zrobili parkingi wewnątrz tych ogrodzonych gett? Dlaczego wspomniana Wyższa Szkoła do tej pory nie stworzyła prawdziwego parkingu na swojej działce? Dlaczego miasto, znając te problemy, nie zwróciło się do Eksterytorialnego Państwa PKP o wydzielenie choćby skrawka na powiększenie parkingu przed tą szkołą?

Warto byłoby znać też odpowiedź na pytanie, czy ktokolwiek z mieszkańców bloków przy ulicy Pułaskiego raczył poinformować odpowiednie służby, że od dwóch miesięcy w miejscu parkowania stoi rozpadający się i najprawdopodobniej porzucony volkswagen bus? Wóz ma numery rejestracyjne, łatwo ustalić właściciela zawalidrogi, który zabiera skrawki miejsc do parkowania. Policja obiecała, że przyśle dzielnicowego, straż miejską, że zai- nteresuje się i zrobi zdjęcie… A landara jak stała, tak stoi…

Tak samo wrastają w ziemię od lat zarośnięte kurzem półwraki na parkingu przy PKP od strony ul. Warszawskiej. Tam też jest za dużo miejsca, że pozwalamy sobie na taki luksus? Podobne przykłady zna pewnie każdy ze swojej okolicy, to też ilustracja, jak działają służby odpowiedzialne za porządek. Zresztą, o czym tu marzyć? Od lat powraca jak bumerang wprowadzenie stref płatnego parkowania w Otwocku. I nic. Niemożliwe, nie można, nie wiadomo jak. Bo rok wyborczy i lepiej nie podpadać, bo „inne ważne zadania”, bo ludzie za biedni, żeby brać od nich choćby złotówkę, bo to, bo tamto… Szczęśliwe, bogate to miasto, które pozwala sobie na darmowe zapychanie miejsc w centrum. Nie to co biedni Skandynawowie, którzy potrafią wydusić każde „ojro” z parkingu na pipidówie wielkości Koziej Wólki.

  • Mirosław says:

    Nie wolno nie wspomnieć o parkujących gdzie popadnie w centrum ,np na ulicy Polnej gdzie jest ciasno ale kretyni zawsze codziennie tu staja mimo że w razie czego nawet karetka miała by problem z przejazdem ale kretyn to kretyn

One thought on “Miasto szczęśliwe…”

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

REKLAMA

REKLAMA