Hala i blok w ogniu

Ponad 120 strażaków walczyło w czwartek z szalejącymi pożarami! Najpierw w płomieniach stanęła hala we wsi Jatne. Po południu ogień wybuchł także na poddaszu nowego bloku w Józefowie. Przerażeni ludzie wybiegli na ulicę i bezradnie patrzyli, jak palą się ich mieszkania, na które niedawno zaciągnęli kredyty. Straty z powodu dwóch pożarów oszacowano na ponad 3 mln zł.
Policyjne dochodzenie wyjaśni, co było przyczyną pożaru
Policyjne dochodzenie wyjaśni, co było przyczyną pożaru

Późnym wieczorem w środę, 22 kwietnia pracownicy wyszli z budynku, gdzie magazynowano plastikowe doniczki i inne podobne elementy. Na terenie, gdzie wybuchł pożar, znajdował się kompleks kilku budynków i linii produkcyjnych, m.in. tekturowe opakowania. Gdy wybuchł tam ogień, w hali nikogo nie było. Płomienie błyskawicznie się rozprzestrzeniły wewnątrz budynku, w którym składowano plastikowe materiały. – Po godz. 3 zauważyliśmy pożar w sąsiednim budynku, hala płonęła jak pochodnia. Od razu powiadomiliśmy straż po-żarną – mówi jeden z pracowników, który wtedy pracował na nocną zmianę w sąsiedniej firmie produkującej opakowania.

Utrudniona akcja
Do akcji wkroczyło 44 strażaków.

– W środku nikogo nie było, musieliśmy rozciąć kłódkę, aby dostać się do budynku – mówi bryg. Krzysztof Tuszowski z otwockiej straży pożarnej. – Strażacy pracowali w aparatach powietrznych. Gaszenie pożaru utrudniał gęsty, toksyczny dym i bardzo wysoka temperatura, które potęgowały płonące i topiące się pla- stikowe elementy. Podczas pożaru dach budynku załamał się i częściowo wpadł do wnętrza hali, co utrudniało akcję gaśniczą – tłumaczy bryg. Tuszowski.

Strażacy mieli ręce pełne roboty. Za wszelką cenę starali się odciąć drogę płomieniom od dalszej części budynków mieszczących się na terenie kompleksu. Niewiele brakowało, aby pożar dotarł do ko-tłownię w której była cysterna wy- pełniona 3000 litrami oleju opałowego. – Gdyby doszło do wycieku łatwopalnego oleju, cały kompleks magazynowo-produkcyjny stanął-by w ogniu, nawet wozy strażackie – tłumaczy strażaki który dowodził akcją gaśniczą. – Gdyby olej wyciekł, mogłoby dojść do tragedii. Zagrożone było życie stra-żaków walczących z płomieniami – podkreśla.

Milionowe straty
Strażacy gasili płomienie z kilku miejsc jednocześnie. Do akcji wkroczył też podnośnik hydrauliczny, z którego strażacy cały czas lali wodę. Po godzinie ugaszono buchające płomienie. Ocalała także kotłownia i piec. Przez kolejne kilka godzin (do godz. 8.57) trwało dogaszanie zgliszczy. Strażacy musieli wyciągnąć dach, który wpadł do wnętrza magazynu, aby ugasić jeszcze tlące się plastikowe elementy.

Budynek spłonął całkowicie. Zostały tylko mury i metrowa warstwa stopionego plastiku. – Nie udało się niczego uratować z magazynu, ale na szczęście ocaliliśmy sąsiednie budynki, a także kotłownię i pojemnik z kilkoma tysiącami litrów oleju opałowego – podkreśla bryg. Tuszowski. Nie wiadomo, dlaczego w pustym budynku wybuchł pożar. Policyjne dochodzenie wyjaśni, co było przyczyną pożaru. Wiadomo, że magazyn był ubezpieczony. Straty oszacowano na ponad 2 mln zł, ale strażacy ocalili majątek wart kolejne 4 mln zł.

Pożar zaczął się niewinnie
Strażacy wrócili do jednostki, ale nie na długo. Byli wzywani jeszcze wiele razy do mniejszych pożarów. Po południu, po godz. 17, zadzwonił telefon i strażący otrzymali dramatyczną informację. – Pali się taras i drewniana elewacja na poddaszu w bloku naprzeciwko. Tam jest uwięziony człowiek – alarmuje strażaków kobieta mieszkająca po przeciwnej stronie ul. Świderskiej w Józefowie.
Blok mieszkalny, w którym wybuchł pożar, został pięknie wykończony drewnianymi elementami. Niedawno wprowadziło się do niego kilkanaście rodzin. – Wiele osób zaciągnęło kredyt na zakup i wyposażenie mieszkania. Teraz, kiedy rodziny na dobre się zadomowiły lub kończyły się urządzać, spotkało ich takie nieszczęście – współczuje  pani Beata z sąsiedniego bloku. Mieszkańcy wybiegli z budynku i bezradnie patrzyli, jak ogień trawi poddasze. Na ratunek przybyło 78 strażaków, policja, pogotowie ratunkowe, energetyczne i gazowe,
ściągnięto także posiłki i sprzęt z innych jednostek strażackich.

Budynek zagraża bezpieczeństwu i nie można w nim mieszkać do czasu, aż właściciel wymieni cały dach
Budynek zagraża bezpieczeństwu i nie można w nim mieszkać do czasu, aż właściciel wymieni cały dach

– To nie wyglądało na poważny pożar. Na zewnątrz ognia było niewiele. Wszyscy sądziliśmy, że strażacy opanują żywioł, że nie będzie tak dużych strat, jak się później okazało – wspomina jeden z mieszkańców. Szybko wdzierał się pomiędzy ściany Ogień pojawił się na tarasie jednego z mieszkań na drugim piętrze. Płomienie szybko dosięgnęły drewnianej elewacji, którą ozdobiono poddasze. W pierwszej kolejności strażacy odnaleźli mieszkanie, z którego nie wyszedł mieszkaniec (inni byli już na zewnątrz). Na szczęście 35-latek był przytomny i udało mu się samodzielnie otworzyć drzwi. – Pomogliśmy mu wyjść z mieszkania i wyprowadziliśmy na zewnątrz, gdzie zajęli się nim lekarze. Mężczyzna został przewieziony do szpitala – podkreśla bryg. Tuszowski.

Pożar szybko wdzierał się między ściany, aż dotarł do wnętrza budynku. Silny wiatr wzniecał płomienie, przez co ogień bardzo szybko rozprzestrzenił się w środku. – Akcja gaśnicza była trudna, bo ogień szalał przede wszystkim w konstrukcji budynku, między ścianami, stropem i dachem – wyjaśnia bryg. Tuszowski. Do akcji wezwano posiłki, m.in. ze straży pożarnej Warszawa Zachód, jednostki przy ul. Majdańskiej w Warszawie oraz grupę operacyjną z wojewódzkiej straży pożarnej w Warszawie. Na miejscu pojawił się Stanisław Kruszewski, burmistrz Józefowa, st. bryg. Janusz Szylar, zastępca komendanta wojewódzkiego, oraz st. bryg. Mariusz Za- brocki, komendant otwockiej straży pożarnej. – Podnośnik hydrauliczny, który posiadamy, nie wystarczył, dlatego ściągnęliśmy ko- lejne dwa – mówi brygadier. Pod blokiem stanęły kolejne dwa podnośniki, które przyjechały z jednostki w Radości i Wesołej.

– Na poddaszu panowała bardzo wysoka temperatura, a toksyczny dym zmuszał strażaków do pracy w aparatach powietrznych – mówi Tuszowski. – Trzeba było bardzo często napełniać butle tlenem, dlatego wezwaliśmy z jednostki z ul. Domańskiej w Warszawie specjalny samochód SPgaz, który jest wyposażony w sprzęt do wypełniania butli powietrzem – wyjaśnia bryg. Tuszowski.

Kilkanaście rodzin bez dachu nad głową
Strażacy przez kilka godzin walczyli z żywiołem. Ogień, który szalał pomiędzy nieużytkowaną częścią poddasza a częścią mieszkalną, zniszczył część konstrukcji. Jej ciężkie elementy wpadły do środka. Płonące fragmenty przepaliły podłogę i razem z tlącym się sufitem wpadły do mieszkań. Strażacy musieli wyważać drzwi lub wybijać szyby w oknach, aby dostać się do środka i ugasić kolejne zarzewia ognia. Po wielu godzinach udało się opanować żywioł. Strażacy sprawdzili kamerą termowizyjną wszystkie zakamarki budynku. Akcję zakończono późno w nocy, po godz. 1 (24 kwietnia). – Na drugi dzień jeszcze przyjechaliśmy, aby dogasić miejsca, z których wydobywał się jeszcze dym – podkreśla bryg. Tuszowski.

Spłonęło 80 proc. dachu, czyli około 800 metrów kw. Straty wstępnie oszacowano na około 1 mln zł. Powiatowy inspektor budowlany, który przyjechał na kontrolę budynku, przedstawił zaskakujący scenariusz dla mieszkańców. Stwierdził, że budynek zagraża bezpieczeństwu i wyłączył go z użytkowania do czas, aż właściciel wymieni cały dach. – To koszmar. Wielu lokatorów musi spłacać kredyt za mieszkanie, w którym teraz nie może mieszkać. Zamiast tego czeka nas tułaczka do czasu, aż blok będzie bezpieczny – mówią rozżaleni mieszkańcy ul. Świderskiej w Józefowie.

REKLAMA

REKLAMA