Uratowała sąsiadów, choć mogła zginąć

Mieszkańcy drewniaka przy ul. Szkolnej w Otwocku spali, gdy w budynku wybuchł pożar. Szalejące płomienie i duszący dym wyrwał ze snu 18-letnią Dominikę. Dziewczyna pomogła sąsiadom wydostać się z płonącej pułapki. – Jest naszą bohaterką, gdyby nie ona, wszyscy byśmy spłonęli żywcem – wspomina jej sąsiadka Justyna. Trzy osoby, w tym Dominika, trafiły do szpitala.
W piżamie, na boso pobiegłam obudzić babcię, wezwałam straż pożarną i wybiegłam, żeby ratować innych mieszkańców – relacjonuje Dominika
W piżamie, na boso pobiegłam obudzić babcię, wezwałam straż pożarną i wybiegłam, żeby ratować innych mieszkańców – relacjonuje Dominika

Pożar, który wybuchł w budynku przy ul. Szkolnej 58, mógł skończyć się tragedią! O świcie w niedzielę, 26 kwietnia w piętrowym, niemal stuletnim drewnianym domu wybuchł pożar. Płomienie tak szybko rozprzestrzeniały się po drewniaku, że niemal w jednej chwili zajęły ścianę domu, poddasze i dach, odcinając drogę ucieczki znajdującym się wewnątrz mieszkańcom.

– O świcie coś wyrwało mnie ze snu, nie mogłam oddychać. Dusiłam się dymem, który wypełnił cały pokój – wspomina 18-letnia Dominika, która mieszkała na piętrze z babcią. – Wyskoczyłam z łóżka i nogi się pode mną ugięły. Nie mogłam uwierzyć, gdy zobaczyłam, że płonie część budynku i dach – mówi z trwogą dziewczyna. Dominika nie traciła ani chwili. – W piżamie, na boso pobiegłam obudzić babcię, wezwałam straż pożarną i wybiegłam z mieszkania, żeby ratować innych mieszkańców. Przecież wszyscy mocno spali, musiałam ich obudzić – wspomina. 18-latka zaczęła walić do drzwi sąsiadów, krzycząc, że się pali. – Wewnątrz było pełno dymu, wszyscy mocno spali – wspomina jedna z mieszkanek. – Jak przez mgłę słyszałam krzyki. Dopiero po chwili dotarło do mnie, co się dzieje – mówi.

Kilka osób wybiegło z budynku i patrzyło, jak ogień trawi drewniak, w którym zostali uwięzieni pozostali mieszkańcy. W oddali było już słychać syreny straży pożarnej. – Zgłoszenie o pożarze otrzymaliśmy o godz. 3.20 – mówi bryg. Krzysztof Tuszowski z otwockiej straży pożarnej. – Na pomoc ruszyło 48 strażaków – dodaje.

Trzy osoby ranne
Wśród poszkodowanych była rodzina 18-letniej Justyny: niepełnosprawna mama, 14-letnia siostra i 9-letni brat. Gdy na miejscu pojawili się strażacy, budynek płonął jak pochodnia. – W środku są uwięzieni nasi sąsiedzi, tam na piętrze – krzyczeli przerażeni mieszkańcy. Kilku lokatorów utknęło w płonącej pu-łapce, bo szybko rozprzestrzeniający się ogień odciął im drogę ucieczki. Jeden z nich nie mógł się wydostać, bo drzwi stanęły w płomieniach.

Z pomocą przyszli strażacy, którzy wspięli się na piętro po drabinie. – Ewakuowaliśmy kilka osób – mówi bryg. Tuszowski. Na miejsce przyjechała już karetka pogotowia. Okazało się, że kilka osób zatruło się dwutlenkiem węgla i ma poparzone drogi oddechowe. W ciężkim stanie do szpitala przewieziono 70-letnią panią Henrykę. Jej córka Małgorzata również wymagała hospitalizacji. – Dominika, która wszystkim uratowała życie, także zatruła się dymem i trafiła pod opiekę lekarzy – mówi Justyna. – Ona jest bohaterką, była naszym Aniołem Stróżem. Choć sama mogła uciec, nie zawahała się, by zostać i pomóc znajomym wydostać się z płonącego budynku. Gdyby nie ona, to kilkanaście osób spłonęłoby żywcem – wspomina z trwogą dziewczyna.

q_DSC8936-Edit

Cudem nikt nie zginął
Przez godzinę strażacy walczyli z żywiołem. – Po tym czasie udało się opanować rozprzestrzeniający się ogień i pożar zaczął słabnąć. Dogaszanie go trwało jednak jeszcze pięć godzin – mówi bryg. Tuszowski. Gdy mieszkańcy byli już bezpieczni, strażacy próbowali ratować majątek. – To było bardzo trudne, bo ogień szybko się rozprzestrzeniał. Drewniany budynek płonął jak pochodnia – wspomina jedna z lokatorek. – Całkowicie spłonął daewoo tico, który był zaparkowany pod domem – dodaje. Strażakom i mie-szkańcom udało się wynieść część sprzętów i innych rzeczy, ale nie wiadomo, co będzie się nadawało do użytku.

– Straciliśmy wszystko, nie mamy nic – przyznaje smutno Justyna. – Moje rodzeństwo strasznie przeżyło ten pożar. To była dla nich trauma. Zostali wyrwani ze snu i na ich oczach spłonął dom, który kochali. Mój braciszek strasznie płakał, nawet strażacy próbowali go podieść na duchu. Najważniejsze, że jesteśmy cali i zdrowi – mówi z ulgą dziewczyna.  Dominika dodaje: – Nie mamy dachu nad głową, ale jestem szczęśliwa, że nikt nie zginął w pło-mieniach. To był cud – zapewnia 18-latka, która ocaliła od strasznej śmierci mieszkańców świdermajera.

Budynek do rozbiórki
Nie wiadomo, jaka była przyczyna pożaru. Policjanci zabezpieczyli na miejscu ślady. Śledczy ustalą przyczyny pożaru i stwierdzą czy mogło to być podpalenie, czy doszło do nieszczęśliwego wypadku. Na miejscu tragedii pojawili się także urzędnicy, m.in. prezydent Otwocka Zbigniew Szczepaniak i Grzegorz Sitek, naczelnik wydziału gospodarki lokalami urzędu miasta, oraz pracownicy otwockiego Ośrodka Pomocy Społecznej. Rodziny otrzymają wsparcie finansowe. Mogą także liczyć na pomoc indywidualną. Pogorzelcy otrzymali już wsparcie finansowe z opieki społecznej. Najgorsze jednak przed nimi. Powiatowy inspektor nadzoru budowlanego uznał, że pożar był na tyle rozległy, że budynek nie nadaje się do zamieszkania i trzeba będzie go rozebrać, dlatego wyłączył go z użytkowania.

Straciliśmy dach nad głową
– W zasobach miasta nie ma lokali, które moglibyśmy zapewnić mieszkańcom spalonego budynku, ale zaproponowaliśmy poszkodowanym osobom zakwaterowanie na koszt gminy w hotelu na OKS-ie lub partycypowanie w kosztach czasowego wynajęcia mieszkania – tłumaczy Grzegorz Sitek. – Żadna z czterech rodzin nie skorzystała z zakwaterowania na OKS-ie – dodaje.
Kilkanaście osób przeniosło się do dalszej rodziny lub do znajomych. 18-letnia Justyna z bliskimi zamieszkała u dziadków. – Moja mama traci wzrok, jest niepełnosprawna, dlatego nie możemy mie-szkać w hotelu. Jeszcze nie wiemy, co dalej zrobimy ani gdzie znajdziemy dach nad głową. Wciąż nie dociera do nas, że nie mamy gdzie się podziać. Nasz świat się zawalił
– przyznaje smutno 18-latka. – Do końca życia będziemy pamiętać o Dominice i o tym, co dla nas zrobiła. Dzięki niej nie spłonęliśmy żywcem – mówią mieszkańcy spalonego świdermajera.

REKLAMA

REKLAMA