Flaga nie maczuga

Jakieś dziwne zahamowania przejawiają się 2 maja każdego roku, kiedy obchodzimy Dzień Flagi Rzeczypospolitej Polskiej. Są miasta, które biją rekordy długości flagi (Krosno Odrzańskie – 141 m) czy jej powierzchni (Świnoujście 400 m kw.). Poza tym, wszędzie ulice i „oficjalne” budynki zdobią biało-czerwone chorągiewki, bo tak nakazano. Tymczasem prywatne domy i osiedlowe balkony świecą pustką. Jeśli coś tam powiewa, to najwyżej suszące się majtki…

flag

Rekonesans zrobiony w Otwocku utwierdził mnie tylko w przekonaniu, że prywatnie flagi na- rodowej nie wieszamy, tylko nie wiem dlaczego. Zanim ktoś mnie oświeci w tej materii, łaskawie pytam o przyczynę: nie mamy pojęcia o tym święcie? Nie dysponujemy rzeczoną flagą? Wstydzimy się, że sąsiedzi posądzą nas o nadgorliwość wobec „reżymu” i dopiero jak odzyskamy „prawdziwą” wolność, to nasze balkony i posesje będą się kołysały w rytm biało-czerwony? Czy po prostu nam to wisi, ale już nie powiewa?

Jak to tak jest, że chcemy bronić polskich sklepów, polskich producentów i polskiego interesu, a nie stać nas nawet na taki gest jak wywieszenie flagi? Przecież można ją kupić w sklepie z pasmanterią, a kosztuje kilka lub kilkanaście złotych, tyle, co kilo podłych parówek… Fakt, że flagi nie da się zjeść, nie jest dla mnie wiarygodnym wytłumaczeniem. W niektórych miastach flagi są rozdawane przez samorządy, to dobry pomysł, ale nie wierzę, by stało się to w Otwocku. Jeśli już, to zaraz przyklei się do tego jakaś partia.

Dziwny obyczaj każe w Polsce używać flagi narodowej od święta. Inne nacje wieszają ją na co dzień, rekordzistami są w tym Skandynawowie. Pewnie dlatego, że nie kojarzy się ona z wojnami, strajkami, demonstracjami i ogólnie z nieszczęściami.

Są u nas ludzie, którzy traktują flagę nie jako symbol narodowy, tylko maczugę do zwalczania przeciwników politycznych. Na drugim biegunie umieścili się ci, którzy flagę uważają za plemienny przeżytek, możliwy do wsadzenia w psią kupę. Podobnie jak podczas odgrywania „Mazurka Dąbrowskiego”. Pół biedy, jeśli „leci” na żywo, to chcąc nie chcąc trzeba stanąć, ale gdy grają go w telewizji przy okazji zawodów, ilu wtedy wstanie? Ilu będzie udawało, że go nie słyszy? Znam dwóch zawodowych (już emerytowanych) oficerów Wojska Polskiego. Rozmawiają wtedy przez telefon, wcinają zupę, i do głowy im nie przyjdzie, że hymnu słucha się na baczność. Wot, oficery, co zatem powiedzieć o szeregowcach?

I dlatego, gdy ciągnie się za nami taki garb, będę przypominał i o fladze, i o hymnie. Bo flaga nie jest ani maczugą, ani też zwykłym kawałkiem płótna. A hymn narodowy nie jest zwykłą piosenką, którą można przerobić na disco polo.

Podobny artykuł

100 lat z pompą