Rzeką połączeni

flis1
Dziś prawdziwych flisaków już nie ma, ale teraz pomiędzy Gassami i Karczewem pływa prom. Dzięki temu mieszkańcy obu nadwiślańskich miejscowości mają coraz więcej okazji do integrowania się. Sąsiedzi zza rzeki czekają na siebie, tak jak w drugi weekend maja, kiedy tłumy bawiły się podczas Flis Festiwalu.

To już IV edycja imprezy, której organizatorem jest działająca po drugiej stronie Wisły Fundacja Szerokie Wody. Jej celem jest przybliżenie tradycji i zapomnianych obyczajów krainy Urzecza oraz odnowienie kontaktów sąsiedzkich po obu stronach Wisły. O Urzeczu pisaliśmy wielokrotnie, przypomnijmy tylko, że był to mały region etnograficzny zajmujący tereny od południowych granic stolicy po Wilgę i Pilicę. Wydobył go z zapomnienia znany Czytelnikom „Linii” dr Łukasz Stanaszek, antropolog i były mieszkaniec Otwocka.

Ponieważ Urzecze związane było z handlem wiślanym i flisactwem, to i Flis Festiwal próbuje popularyzować i promować dawne tradycje, rzemiosła, muzykę, itp.Trzeba przyznać, że z roku na rok wychodzi to coraz lepiej, a to dzięki prawdziwej pasji ludzi z „Szerokich Wód” z szefową rady fundacji Grażyną Leśniak i prezesem Andrzejem Stańskim na czele. To właśnie oni powitali przybyłych na otwarcie imprezy samorządowców gmin Konstancin-Jeziorna, Wilanów, Karczew, Wawer, czyli sąsiadów z obu brzegów Wisły.

Galarką do Orleanu
Po okolicznościowych przemówieniach ks. proboszcz parafii w Słom-czynie Jacek Dzikowski poświęcił łodzie cumujące przy bindudze (miejsce nad rzeką służące do przygotowania spływu – przyp. red.) w Gassach. Natomiast Andrzej Stański oświecił szczury lądowe wiedzą na temat wiślanych łodzi.

Podziwialiśmy więc drewniane szkuty, baty, galary, pychówki i dłubanki, które potem powiozły nielękających się strasznych wyzwań gości po rzecznych falach Królowej Rzek…Niektóre z tych łodzi pływają z pielgrzymami do samego Płocka, inne popłyną wkrótce 2600 km do samego Orleanu, pokonując rzeki i kanały Europy. Poprowadzą je flisacy, którzy zawitali do Gassów z Solca nad Wisłą, Ciechocinka, Krakowa i Gdańska.

Sytocha i siuforek
Atrakcje na wodzie były tylko niewielką częścią tego, co przygotowali organizatorzy na lądzie. Nad wodą wiadomo, apetyt dopisuje, a najlepiej smakowały dawne potrawy Urzecza. Konsumowano więc łurzycką sytochę, barszcz chrzanowo-buraczany i siuforka (tradycyjna zupa rybna – przyp. red.) Wszystko to przy dźwiękach muzyki zespołów z Łu-rzyca, wśród których nie zabrakło karczewskich Sołtysów. Publika z zapałem uczyła się tańczyć „Szota” i było wesoło. Inną dozę artystycznych wzruszeń zapewniła po stronie karczewskiej Kapela Niwińskich i gwiazda sobotniego wieczoru – Joanna Słowińska, wielka postać na polskiej scenie muzycznej.

Za co piją Łurzycoki?
Gdy człowiek popływał, podjadł i po-słuchał muzyki, przyszedł czas na naukę zawodów praktycznych, ale niestety ginących: szkutnictwa, wikliniarstwa, kowalstwa, garncarstwa, powroźnictwa (nieustannie kolejka do skręcania lin!), smolarstwa czy wyrobu papieru czerpanego. Brzydzący się pracą fizyczną wybierali prelekcje i pogadanki historyczno-etnograficzne. Tu pani Celina z zespołu Łurzycoki spytała gości: – Za co piją Łurzycoki? I odpowiedziała:

– Za pszenicę i buroki! A wieczorem brzdęknęła gitara, popłynęły pieśni, drewniane krypy wypłynęły na paradę z pochodniami… Po tylu latach zapomnienia Wisła znowu zaczyna tętnić życiem. I na koniec bardzo dobra informacja. Flis Festiwal został dofinansowany przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Jest więc szansa, że na stałe zagości nad Wisłą.

Komentarz autora

  • Jaki był wkład organizatorów festiwalu po naszej stronie Wisły? Powiedziałbym symboliczny. Wizyta burmistrza Łokietka, występ zespołu Sołtysi w Gassach, skromna wystawa zdjęć z karczewskiego Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury i kiosk z ksią-żkami – to zdecydowanie za mało. Dobrze by było, aby powiat otwocki i dzielnica Wawer, które graniczą z rzeką na długości kilkudziesięciu kilometrów, stały się istotnymi partnerami Flis Festiwalu. Tym bardziej, że Urzecze to i nasza tradycja!

REKLAMA

REKLAMA