Wyrok jest w planie

Sąd badający sprawę otwockich urzędników oskarżonych o sfałszowanie planu zagospodarowania Wólki Mlądzkiej nadal nie wie, gdzie znajduje się jego oryginał. A skoro nie ma dowodu przestępstwa, trudno będzie udowodnić winę. – O co mój klient jest oskarżony? Albo poświadczał nieprawdę czegoś, co jest prawem miejscowym, albo dokumentu, który jest szóstą popłuczyną po pierwotnej mapie, której nie ma – zwracał uwagę obrońca jednego z  oskarżonych.
Na rozprawie 20 maja zeznawał wiceprezydent Piotr Stefański
Na rozprawie 20 maja zeznawał wiceprezydent Piotr Stefański

Kolejna rozprawa 11 byłych i obecnych urzędników magistratu oskarżonych o sfałszowanie wypisów i wyrysów z miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego dla terenu Wólki Mlądzkiej w latach 2003-2008 w okolicy ul. Wspaniałej odbyła się w Sądzie Rejonowym w Otwocku 20 maja. Pierwotny zapis w planie mówi, że są to tereny leśne bez możliwości zabudowy, a później dziwnym trafem zbudowano tam domki jednorodzinne i kompleks hotelowy Villa Park Otwock, bo ktoś na mapie zmienił przeznaczenie tych działek.

Sprawa w sądzie ciągnie się już trzy lata. W minioną środę zeznawał wiceprezydent Piotr Stefański, który przyznał, że nie udało się znaleźć w urzędzie miasta oryginalnej mapy z uchwalonym przez radę miasta planem dla Wólki Mlądzkiej.

– Na dzień dzisiejszy nie jesteśmy w posiadaniu oryginału mapy w skali 1:2000 z oryginalnym podpisem projektanta razem z podpisem przewodniczącego rady miasta. Dysponujemy kserokopią takiej mapy z oryginału. Jeżeli mówimy o oryginale to za zgodność z oryginałem ostatnią osobą, która poświadczyła kopię, była pani Dorota Bujnowska-Cechniak, ówczesna naczelnik wydziału planowania przestrzennego w urzędzie miasta. Było to wtedy, kiedy kopie za zgodność z oryginałem wysyłała do prokuratury – mówił przed sądem Stefański.

Ale Bujnowska już wcześniej zeznała, że oryginału mapy nie widziała. Tak samo jak wiceprezydent. Wszyscy są zgodni, że powinien się on znajdować w wydziale planowania przestrzennego. – Nikt nie wie, w którym momencie ta mapa mogła zaginąć. Osobą, która odbierała z biura rady egzemplarz uchwały wraz z załącznikiem graficznym, była pani Joanna Lipska, ówczesny pracownik wydziału planowania przestrzennego. Ten oryginał przez nią odebrany powinien trafić do wydziału planowania przestrzennego i tam powinien się znajdować – zeznał wiceprezydent. Jednak z niewiadomych przyczyn go nie ma, a urzędnicy pracują na kopiach, które różnią się między sobą i są inne także od tej przekazanej do sądu.

– Chciałbym, żeby urząd miasta zajął ostatecznie stanowisko, czy pani Bujnowska potwierdziła za zgodność z oryginałem dokumenty przekazane do prokuratury, czy tylko kserowała z kserokopii i nadała temu pieczątkę. Dziś wiemy, że są cztery lub pięć dokumentów na prawach oryginału, które, jak usłyszeliśmy, różnią się między sobą. Chciałbym wiedzieć, o co mój klient jest oskarżony? Albo poświadczał nieprawdę czegoś, co jest prawem miejscowym, albo poświadczał nieprawdę w stosunku do dokumentu, który jest szóstą popłuczyną po pierwotnej mapie, której nie ma – mówił mecenas Włodzimierz Borowiec.

Skierował on wniosek do sądu, aby ustalić, czy dokument wysłany przez urząd miasta do prokuratury, na który powołuje się, jest zgodny z oryginałem, czy jest jak to nazwał „kolejnym wyrazem radosnej twórczości”.

– Albo prezydent odpowie, że na dzień dzisiejszy nie potrafi udzielić informacji i wtedy zdamy się na wysoki sąd, albo nastąpi przełom. Prezydent odpowie tak, była robiona kopia z tej mapy i pani, która wzięła to do skopiowania, zapomniała oddać i w jej biurku to leży, przepraszamy – mówił Borowiec.

Kolejna rozprawa odbędzie 30 września. Wtedy ma być ponownie przesłuchana Dorota Bujnowska-Cechniak. W kwestii posiadania oryginału mapy sąd zwróci się też z pytaniem do starostwa, czy go ma i kto ewentualnie go przekazał. Co mogło się stać z oryginalną mapą, kiedy na kopiach są dopisane symbole długopisem lub flamastrem? Sędzia zapytał na koniec przesłuchania wiceprezydenta, czy w urzędzie miasta jest dalej wyjaśniana kwestia przywłaszczenia, zgubienia lub zniszczenia oryginalnej mapy. – Nie wiem – odpowiedział Stefański.

Podobny artykuł

100 lat z pompą

REKLAMA

REKLAMA