Ruch konika szachowego

Żuki, tarpany, nysy, syreny bosto, fiaty 125p kombi – te i inne samochody zobaczymy zapewne podczas II Rajdu Żuka organizowanego w Karczewie w sobotę, 13 czerwca.

Rajd Żuka 4

Były czasy, gdy te samochody stanowiły codzienny element naszych dróg. Jeszcze nie tak dawno nie dziwił Żuk, na którego pace pobliska hurtownia rozwoziła piwo, albo nysa z „erką” na drzwiach pędząca na sygnale do wypadku. Dla młodego pokolenia te auta są dziś niemal egzotyczne, stanowią istne wehikuły czasu łączące współczesność z poprzednią epoką. Potrafią je jednak pokochać i dać im drugą młodość.

Druga edycja imprezy dedykowanej wyłącznie zabytkowym pojazdom użytkowym za- powiada się ekscytująco. Na trasie przebiegającej malowniczymi drogami Mazowsza staną co najmniej 64 załogi.- Zainteresowanie jest bardzo duże, więc będzie co podziwiać. Zjadą tu samochody z całej Polski, nie tylko żuki, jak sugerowałaby nazwa, ale wszelkiego typu pojazdy dostawcze oraz specjalne. Do rajdu dopuszczone zostaną samochody wyprodukowane do 1990 roku (włącznie), natomiast w przypadku żuków i nys nie ma ograniczeń wiekowych. W przypadku pojazdów młodszych dopuszczamy możliwość udziału, ale wyłącznie za naszą zgodą. Zwykły trabant albo zastawa nie spełnia warunków, aby zostać zakwalifikowanym do rajdu. Trzymamy się tego, ponieważ imprez dla zabytkowych samochodów jest sporo, a dla dostawczaków na razie tylko ta jedna – wyjaśnia Robert Brykała, jeden z organizatorów wydarzenia.

Jak wygląda harmonogram? Spotykamy się w sobotę, 13 czerwca na karczewskim Rynku Zygmunta Starego o godz. 9. To najlepszy czas, by obejrzeć samochody, porozmawiać z ich właścicielami. Od godz. 10.30-11 kolejne załogi będą wypuszczane na trasę, która powiedzie przez Otwock, drogami powiatu otwockiego, w stronę Mińska Mazowieckiego aż do mety w nadświdrzańskiej Rudce. Tam, mniej więcej na godz. 18, zaplanowano finał i wręczenie nagród zwycięzcom rajdu.

Mam nadzieję „zaokrętować się” na któryś z zabytkowych dostawczaków i zrelacjonować cały rajd z punktu widzenia uczestnika. Czy będzie to przypominało pewną nocną przejażdżkę sprzed lat, gdy w Borach Tucholskich, na leśnej drodze, pewien złapany na stopa właściciel nysy zafundował nam najostrzejszą jazdę w życiu? Pędził miedzy drzewami jak wariat, a podskakująca na dołkach i korzeniach nysa poruszała się ruchem konika szachowego, z trudem trafiając w drogę. Uff, po cichu liczę, że Rajd żuka nie dostarczy mi aż tak ekstremalnych emocji.

Podobny artykuł

Rowy do odnowy

REKLAMA

REKLAMA