Uśpili łosia, bo konał w męczarniach

Ciekawość świata przypłacił życiem… Na ul. Żeromskiego młody, potężny łoś wyskoczył z lasu wprost pod koła jadącego volkswagena, którym kierowała pani Justyna. – Zwierzę uderzyło w boczne drzwi, wpadło na dach i spadło na ulicę. Łoś z połamanymi czterema nogami próbował uciekać do lasu. Z trudem doczołgał się do rowu. Byłam przerażona jego cierpieniem – wspomina z trwogą kobieta.
Łoś mimo bólu i poważnych obrażeń próbował uciekać. Przeczołgał się do rowu po drugiej stronie ulicy  i tam czekał na śmierć w męczarniach – wspomina ze łzami w oczach pani Justyna, mieszkanka Wiązowny
Łoś mimo bólu i poważnych obrażeń próbował uciekać. Przeczołgał się do rowu po drugiej stronie ulicy i tam czekał na śmierć w męczarniach – wspomina ze łzami w oczach pani Justyna, mieszkanka Wiązowny

Drogi powiatu otwockiego często przecinają się z naturalnymi szlakami migrujących zwierząt. Tak było w przypadku młodego 2-letniego łosia, który w ostatnim czasie upodobał sobie okolice Wólki Mlądzkiej w gminie Otwock. – Czasami widzieliśmy go w naszych lasach i na łąkach. Był bardzo płochliwy – wspominają mieszkańcy.

W środę, 6 maja po południu łoś przemierzał leśne tereny w poszukiwaniu soczystej trawy i krzewów, które dostrzegł po drugiej stronie ul. Żeromskiego. Około godz. 16 pani Justyna wracała do domu. Jechała ul. Żeromskiego volkswagenem z Otwocka w kierunku trasy lubelskiej. – Wtedy padał deszcz, była kiepska widoczność, dlatego zwolniłam do 40 km na godzinę – wspomina kobieta. – Przejeżdżałam przez tereny leśne. Pobocze drogi były bardzo zarośnięte krzewami. W pewnym momencie potężny łoś wy- skoczył z lasu. Biedne zwierzę chciało przeskoczyć przez ulicę w chwili, gdy ja przejeżdżałam. Łoś uderzył nogami w boczne drzwi samochodu i z impetem wpadł na przednią szybę, która popękała. Roztrzaskał lusterko, wpadł na dach i spadł na środek ulicy po drugiej stronie auta. Byłam w szoku. Zwierzę żyło, było ranne i krwawiło. Łoś miał połamane cztery nogi. Tryskała krew, bo okazało się, że niektóre rany były złamaniami otwartymi. Nie mogłam na to patrzeć, byłam roztrzęsiona. Ten łoś mimo bólu i poważnych obrażeń próbował uciekać. Przeczołgał się do rowu po drugiej stronie ulicy i tam czekał na śmierć w męczarniach
– wspomina ze łzami w oczach mieszkanka Wiązowny. I dodaje:

– Nie mogłam nic zrobić, bo łoś wyskoczył z pobocza, które było gęsto zarośnięte krzewami. Zarządca drogi ich nie wyciął, a to ograniczało widoczność. Gdyby w tym samym miejscu wybiegł człowiek, to na pewno doszłoby do tragedii – mówi kobieta.

Chciałam, żeby ktoś uśmierzył jego ból
Pani Justyna nie zwlekała ani chwili. – Nigdy nie potrąciłam zwierzęcia, chociaż jestem kierowcą od 23 lat. Nie wiedziałam, gdzie mam to zgłosić, więc zadzwoniłam pod nr 112 – mówi kobieta, która domagała się, aby na miejsce wezwano lekarza weterynarii. – Domyślałam się, że łosia nie da się już wyleczyć, ale nie mogłam patrzeć na jego cierpienie. Chciałam, aby ktoś uśmierzył jego ból. Łoś leżał w rowie, a w jego wielkich oczach malowało się przerażenie, był oszołomiony. Próbował uciec, ale nie mógł – mówi pani Justyna.

Wkrótce przybyła policja, która zabezpieczyła miejsce zdarzenia. – Autobus, którym wracałem do domu, utknął w wielkim korku. Zadzwoniłem do Justyny, żeby uprzedzić ją, że się spóźnię, ale po chwili okazało się, że zderzyła się z łosiem – wspomina mąż pani Justyny. Jego żona mówi: – Mąż dodał mi otuchy, ale nie mogłam doczekać się na służby, które ulżyłyby cierpiącemu łosiowi. Niedługo potem przyjechała urzędniczka z otwockiego magistratu i straż miejska, ale procedury strasznie długo trwały. Moje auto zabrała laweta po godz. 17, a łoś nadal żył i strasznie cierpiał. Urzędnicy nie mogli się dogadać, bo do zdarzenia doszło tuż po majówce i nie wszyscy wrócili jeszcze do pracy – twierdzi oburzona mieszkanka Wiązowny.

Interweniował otwocki ratusz
Ulica Żeromskiego jest drogą powiatową, ale urzędnicy starostwa umywają ręce od krwawego zdarzenia. Wszystko przez to, że zarządca drogi, czyli Zarząd Dróg Powiatowych, nie ma podpisanej umowy z lekarzem weterynarii, bo, jak tłumaczy Jerzy Bojanowski, dyrektor ZDP, nie ma takiego obowiązku. – Przepisy dotyczące zdarzeń komunikacyjnych z udziałem dzikich zwierząt są bardzo nieprecyzyjne. W środę, 6 maja otrzymaliśmy zgłoszenie o potrąceniu łosia na ul. Żeromskiego, ale zwierzę przeżyło i działania podjął otwocki urząd. Nie ma znaczenia, która instytucja interweniuje. Najważniejsze, że szybko udało się przeprowadzić całą akcję, tak aby zwierzę nie męczyło się – tłumaczy Bojanowski.

Gdyby nie szybka interwencja otwockich urzędników, ranny łoś konałby w męczarniach. Magistrat nie bagatelizował sprawy i zajął się zwierzęciem, aby skrócić jego cierpienia. Wiadomo było jednak, że ten wyścig z czasem i tak będzie miał dramatyczne zakończenie.

– Zostaliśmy powiadomieni przez dyżurnego otwockiej komendy policji oraz Powiatowego Lekarza Weterynarii Grzegorza Kurkowskiego – tłumaczy inspektor Sylwia Stachurska z Wydziału Gospodarki Komunalnej, która przyjechała w miejsce, gdzie doszło do wypadku. – Powiadomiłam Powiatowe Centrum Zarządzania Kryzysowego w Otwocku, a także lekarza weterynarii Tomasza Baczyńskiego – dodaje  Stachurska. Inspektorzy kontaktowali się z łowczymi w sprawie odstrzału łosia, ale ze względu na bliskość zabudowań strzał był niemożliwy. Aby skrócić męczarnie łosia, lekarz weterynarii podjął decyzję o jego uśpieniu.

– Po eutanazji została wezwana firma EkoTransport, która zabrała martwe zwierzę do utylizacji – tłumaczy inspektor Stachurska. Wszystko jednak na koszt mieszkańców Otwocka.

  • Postawić znak czy nie?
    Czy na ul. Żeromskiego powinien stać znak ostrzegający przed dzikimi zwierzętami? Według pani Justyny i okolicznych mieszkańców, tak. – Ten łoś był często widziany w tym regionie. Niedaleko miejsca potrącenia jest mokradło, które wabi różne dzikie zwierzęta. Powinien tu stać znak ostrzegawczy – podkreśla pani Justyna. Innego zdania jest Jerzy Bojanowski, dyrektor Zarządu Dróg Powiatowych. – Żadna instytucja nie zgłaszała nam potrzeby ustawienia w tym miejscu znaku drogowego ostrzegającego przed dzikimi zwierzętami. Taką potrzebę zgłasza np. nadleśniczy, który zna szlaki migracyjne zwierząt. Mieszkańcy także mogą złożyć wniosek. Powiat otwocki jest położony na zalesionym terenie, gdzie szlaki dzikich zwierząt przecinają się z drogami uczęszczanymi przez ludzi.  Przecież nie możemy stawiać takiego znaku na każdej ulicy. W miejscu, gdzie potrącono łosia na Żeromskiego, nie było takiego zdarzenia przez ostatnie 30 lat. Poza tym znaki, które już ostrzegają podróżnych przed dzikimi zwierzętami, są i tak często ignorowane przez kierowców – podkreśla dyrektor ZDP.

Podobny artykuł

W cieniu Cadillaca

REKLAMA

REKLAMA