Czarna i złota legenda uzdrowiska

Decyzja o budowie kasyna okazała się fatalna w skutkach dla burmistrza Michała Górzyńskiego. W październiku 1934 roku stracił on swój urząd, a potem też wolność. Nowym burmistrzem Otwocka został Otto Samójłowicz-Salomonowicz.
Szpital Wojskowy na ul .Borowej. Rok 1938
Szpital Wojskowy na ul .Borowej. Rok 1938

Przez kilkanaście miesięcy toczyło się śledztwo w sprawie nadużyć w otwockim magistracie. Prasa miała gorący temat. „Kurier Codzienny” zamieścił informację opatrzoną bulwersującym tytułem: „Jak okradali Otwock? Były burmistrz, kierownik rachuby, miejski dostawca i kierownik elektrowni”. Natomiast w „Ekspresie Wieczornym Ilustrowanym” sprawę sygnalizowano konkretnie: „Otwock stracił 100 tysięcy”. Sędzia śledczy wysunął ponad 20 punktów oska-rżenia. Bardzo poważnych. Były burmistrz został oskarżony „o łapownictwo, o zatrudnianie robotników miejskich przy swojej prywatnej budowie, o machinacje z podatkiem od biletów do kin […], o przywłaszczenie rozmaitych sum i o narażenie na straty miasta przez nieoglądną [!] i niewłaściwą gospodarkę”. Natomiast kierownik elektrowni „polecał […] firmom mającym dostawy, dopisywanie na rachunkach większych sum i różnicę zabierał sobie”. Zeznał, że działał w porozumieniu z burmistrzem, z którym dzielił się pieniędzmi. Dostawca smarów do elektrowni: „otrzymywał dostawy, będąc radnym miasta, i wystawiał nadmierne rachunki”. Z kolei kierownik rachuby „przez fałszywe księgowanie maskował nadużycia”. Były burmistrz, wobec którego zastosowano bezwzględny areszt, nie doczekał procesu. Popełnił samobójstwo. Odszedł w niesławie, chociaż wcześniej miał wielkie zasługi dla Otwocka.

W cieniu tej afery dokonywały się jednak zmiany ważne dla aspiracji miasta. Przez wiele lat Otwock pełnił funkcję uzdrowiska (o czym świadczyło m.in. pobieranie taksy kuracyjnej), chociaż nie wszystkie formalnie wymogi w tym zakresie były spełnione. Istotnym mankamentem okazywał się brak wyodrębnionych władz uzdrowiskowych. Nalegania podejmowane przez starostwo były nieskuteczne. Przełom nastąpił w kwietniu 1935 roku, kiedy wojewoda warszawski zatwierdził tymczasowy statut dla uzdrowiska Otwocka.

Kilka tygodni później na Międzynarodowym Kongresie Szpitalnictwa, który obradował w Rzymie, spośród sześciu zaprezentowanych polskich sanatoriów dwa były z Otwocka: Sanatorium m.st. Warszawy oraz Sanatorium Wojskowe. Potwierdzeniem uzdrowiskowego statusu Otwocka stało się powołanie właściwej Komisji Klimatycznej. Miała ona szerokie kompetencje dotyczące m.in. zarządzania funduszem kuracyjnym, ustalania taksy kuracyjnej, opracowania planu zabudowy miasta, funkcjonowania komunikacji oraz placówek kulturalnych. W skład Komisji Klimatycznej wchodzili: burmistrz miasta, delegat wojewody, lekarz uzdrowiska, dwaj członkowie Zarządu Miasta, przedstawiciel mieszkańców oraz lekarz prowadzący praktykę w Otwocku. Przewodniczącym komisji był burmistrz, dlatego w ów-czesnych dokumentach czytamy o unii personalnej między władzami miejskimi i uzdrowiskowymi.

Z powodu niefortunnej decyzji o budowie kasyna oraz w wyniku afery w magistracie prasa – nie tylko warszawska – utrwalała niepochlebny wizerunek Otwocka. Już wcześniej wytykała liczne mankamenty, zwłaszcza dotyczące stanu higieny w wielu miejscach, drożyzny w sklepach, wysokich opłat w pensjonatach, a także nienależytej opieki nad chorymi w niektórych sanatoriach. Takie wieści mogły zniechęcać potencjalnych kuracjuszy i letników.

W dzienniku „ABC” informacje dotyczące Otwocka zostały opatrzone wymownym tytułem: „Miasto, które nie ma szczęścia”. Jak pomóc szczęściu? Władze Otwocka postanowiły zadbać o promocję. Zadania tego dokonać miał Cezary Jellenta, ceniony pisarz i krytyk literacki, propagator kultury polskiej za granicą. Już od 1932 roku przebywał on na kuracji w Otwocku. W październiku 1933 roku „Kurier Poranny” podał informację, że „Cezary Jellenta pracuje nad monografią Otwocka”. Książka ta miała uświadomić „szeroki ogół pod względem znaczenia Otwocka jako jednej z przodującej stacyj klimatycznych w naszym kraju”. „Nowiny Codzienne” informowały, że Cezary Jellenta podjął się napisania monografii, która „poza historją miasta-uzdrowiska i gospodarką miejską wykaże w całej rozciągłości znaczenie klimatyczno-uzdrowiskowe Otwocka”. Jednocześnie do-łączyły sceptyczny komentarz, py- tając „czy przy paromilionowem zadłużeniu miasta celowe jest wydatkowanie kilku tysięcy złotych na wydanie tego rodzaju książki”.

Cezary Jellenta wywiązał się z powierzonego zadania. Napisał książkę „Sosny otwockie. Obraz miasta uzdrowiska”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Współczesnego. W marcu 1935 r. dr Antoni Tuchendler w „Kurierze Porannym” komentował ukazanie się oczekiwanej publikacji: „Sosnom otwockim Jellenta zawdzięcza swoje zdobycze zdrowotne i w ten sposób im się pięknie odwdzięcza”. Jednak te „zdobycze” trwały krótko. Cezary Jellenta zmarł 1 września 1935 roku w Otwocku. Został pochowany na cmentarzu ewangelicko-reformowanym w Warszawie.
Okładkę książki zaprojektował Józef Tom, który był też autorem nowego herbu Otwocka oraz twórcą malowideł w gmachu Uzdrowiska Górewicza. „Otwockie sosny” okazały się czymś więcej niż zapowiadaną monografią. Cezary Jellenta zabrane informacje, dotyczące geologii, medycyny, historii i życia codziennego, ujął w błyskotliwy esej. Ten gatunek literacki był twórczym znakiem czasu w latach trzydziestych XX wieku. Nawet elementy nieprzynoszące chluby miastu (np. sławetną kałużę pod wiaduktem) autor potrafił wykorzystać jako tworzywo do artystycznego zapisu. Utrwalił świetność i zarysował wizję Otwocka. Wzniósł jego literacki pomnik. Stworzy „złotą legendę”, która przetrwała dłużej niż materialne obiekty sławnego niegdyś uzdrowiska. Okazała się silniejsza od czarnego obrazu miasta, jaki przenikał z licznych doniesień na łamach ówczesnej prasy.

Główne źródła informacji:
C. Jellenta „Sosny otwockie”, Warszawa 1935 (nowa edycja z inicjatywy Otwockiego Towarzystwa Naukowo-Kulturalnego, Otwock 2000); prasa z 1933 i 1935 roku (zwłaszcza
„Kurier Poranny” i „Nowiny Codzienne”).

REKLAMA

REKLAMA