Yerba mate – indiańskie ziele

Jej picie to rytuał pielęgnowany przez miłośników yerbacianej tradycji. Wymaga specjalnych naczynek, odpowiedniej temperatury i… nie lubi pośpiechu. Ale nawet zaparzona w zwykłym kubku yerba wciąż tak samo uzdrawia umysł i ciało.

green-yerba-mate

Yerba mate to napar z wysuszonych, zmielonych liści i patyczków ostrokrzewu paragwajskiego, rosnącego głównie w Ameryce Południowej (Argentynie, Paragwaju, Urugwaju, Brazylii), a także np. w Libanie i Syrii. Nazwa pochodzi od indiańskiej wymowy łacińskiego słowa „herba” (ziele) oraz określenia tykwy (używanej do parzenia) – „mati”. Według legendy roślinę tę boginie Księżyca i Chmury podarowały starcowi, który ochronił je przed jaguarem. Przygotowywano z niej tzw. napój przyjaźni. Gospodarz zwany matero zaparzał yerbę w jednym naczyniu i częstował siedzących w kręgu zebranych. Był to zatem południowy odpowiednik fajki pokoju Indian Ameryki Północnej. Początkowo napar cedzono przez zęby, a potem przez trzcinowe lub drewniane rurki. Powszechnie żuto również liście yerby, aby pozbyć się zmęczenia i uczucia głodu.

Bogactwo jezuitów
Yerba mate pozostawała tajemnicą Indian aż do XVI w., kiedy to na ich ziemie przybyli hiszpańscy kolonizatorzy. Marynarze pili ją chętnie, gdyż okazało się, że chroni przed szkorbutem, ale reszta podchodziła do odkrycia nieufnie
i – jak niemal wszystkie działania tubylców – kojarzyła ów napój z diabelską siłą. Zdarzały się nawet rozprawy inkwizycyjne przeciwko pijącym yerba mate. Kres temu położyli jezuici, którzy zdobyli posiadłości w Ameryce Południowej
i utworzyli tam państwo zakonne. W latach 70. XVII w. odkryli oni sposób hodowania mate z nasion (dotąd zbierano tylko te dziko rosnące) i założyli pierwsze plantacje. Miejscowych Indian przekonali, że praca tam to obowiązek religijny, a ci dzięki piciu yerby wykonywali ją jeszcze efektywniej. Państwo zakonne stało się wkrótce potęgą ekonomiczną, której pozycję uznano za niebezpieczną. Jezuici zostali wygnani i zabrali ze sobą tajemnicę uprawy yerba mate. Dopiero później okazało się, że karmili kury nasionami yerby i na polach wysiewali właśnie kurze odchody, na których wyrastały krzewy. W XIX w. francuski botanik Aimé Goujaud odkrył, że oporne nasiona wykiełkują również wtedy, gdy namoczy się je w gorącej wodzie.

Kofeina na sen
Najbardziej cenioną cechą mate jest spora dawka kofeiny, a zatem energii, jakiej dostarcza. Kofeina z yerby jest lepiej tolerowana niż ta z kawy, nie powoduje niestrawności czy kołatania serca ani żadnych innych objawów tzw. skoków kofeinowych. Ponadto nie uzależnia. Dodatkowo napar ten zawiera teofilinę i teobrominę – sub- stancje, które również odpowiadają za pobudzenie. Dzięki zalewaniu suszu wielokrotnie efekt ów może być odczuwalny nawet do pięciu godzin. W odróżnieniu od kawy mate nie tylko nie powoduje problemów z zaśnięciem, ale wręcz działa pozytywnie na jakość snu, pomagając regulować jego cykl (fazę REM), przez co staje się głębszy i bardziej relaksujący. Jest doskonałym, naturalnym preparatem usprawniającym myślenie i koncentrację. Oprócz kofeiny zawiera także magnez i witaminę B6, które wspólnie balansują centralny układ nerwowy. Tym samym okazuje się świetnym antydepresantem o długofalowym działaniu. Poleca się ją zresztą nie tylko przy zaburzeniach emocjonalnych, ale i w chorobie Parkinsona, której skutki łagodzi.

Precz z toksynami i… głodem
Yerba mate zawiera 15 aminokwasów oraz 24 witaminy i minerały, a więc praktycznie wszy- stkie niezbędne człowiekowi do życia składniki odżywcze. W dodatku efektywnie usuwa toksyny z krwi i organów oraz podnosi odporność. Za wzmacnianie układu immunologicznego odpowiadają m.in. saponiny, które działają też przeciwzapalnie, odkażająco i bakteriobójczo. Yerba polecana jest więc szczególnie przy zapaleniu płuc, w walce z alergiami i astmą, w bólach głowy i reumatyzmie. Jej działanie moczopędne z kolei okazuje się przydatne w chorobach nerek oraz w łagodzeniu objawów zespołu napięcia przed- miesiączkowego.

Regularne picie mate wpływa na receptory w mózgu odpowiedzialne za odczuwanie głodu, co znacznie ułatwia odchudzanie. Dodatkowo poprawia wydzielanie soków żołądkowych, a zatem wspomaga trawienie. Dostarcza tlenu do płuc i serca podczas wysiłku, dzięki czemu, uprawiając sport, spala się więcej kalorii. Jej pozytywny wpływ na krążenie skutkuje złagodzeniem dysfunkcji mięśnia sercowego. Chroni też przed nadciśnieniem, a ilość trójglicerydów
w organizmie potrafi zmniejszyć aż o 60%, także przy diecie wysokotłuszczowej.
Rodzaje yerby

  • elaborada – zawiera do 35% łodyżek i mniej kofeiny,
  • despalada – zawiera nie więcej niż 10% łodyżek w suszu, ma mocniejszy smak i sporo kofeiny,
  • suave – dla początkujących, ma mniej pyłu i kofeiny oraz łagodniejszy smak,
  • sin humo – jest produkowana metodą bezdymną, ma słabszy aromat,
  • ponadto: odmiany górskie lub nizinne, aromatyzowane owocami lub ziołami, słodzone oraz palone o posmaku kawy zbożowej.

Przygotowanie: Tradycyjnie zalewa się ją ciepłą wodą (gorąca pozbawia wartości, a dodaje goryczy) bezpośrednio w matero – naczyniu do picia, wykonanym najczęściej z tykwy. Oryginalnie yerby sypie się dużo, nawet ¾ naczynka, i zalewa, trzymając pod kątem. W Europie używa się mniejszej ilości listków. Ważne, by mate nie mieszać, bo susz rozdzieli się samoistnie, a wzburzony może zatykać dziurki w bombilli – filtrującej rurce, przez którą pije się napar. Yerbę można też zaparzyć w czajniczku i podać bez fusów. W zależności od upodobań smakowych zalewa się ją także mlekiem, sokiem (np. w Rosji) lub zimną wodą. Aby oswoić się ze smakiem yerba mate, dodaje się na początku trochę miodu, cukru lub cytryny. Te same liście zalewa się 7-10 razy. Niezaparzone zachowują świeżość przez co najmniej trzy lata.

REKLAMA

REKLAMA