W pieriod za rodinu!

– Zobaczcie, człowiek z liściem na głowie – zażartowałem na widok zakamuflowanego dębowymi gałązkami czerwonoarmisty, przedzierającego się pod górkę przez krzaki, gdy od strony schronu rozległa się głośna seria karabinu maszynowego.

This slideshow requires JavaScript.

Z dość skromnej imprezy dla grona pasjonatów Piknik Forteczny na Dąbrowieckiej Górze przerodził się w ciągu minionej dekady w jedno z najpopularniejszych wydarzeń w powiecie otwockim. Co roku przyciąga tłumy. Nie inaczej było podczas jedenastej już edycji.

Ludzi było „jak mrówków”, a tych było bez liku, co znosiłem dzielnie, wystrojony w sandały. Wszyscy zgromadzeni cierpliwie stali w długich kolejkach do zwiedzania wspaniale odtworzonych wnętrz schronów i po grochówkę, podziwiali wystawy, wysłuchiwali opowieści o prezentowanej broni, wyposażeniu i sprzęcie, oglądali z błyskiem w oku zabytkowe samochody bojowe i bez protestów przyjęli informacje o półgodzinnym opóźnieniu w inscenizacji bitwy. Ten punkt to zawsze moment kulminacyjny pikników fortecznych, cieszący się największym zainteresowaniem.

Tym razem podziwialiśmy żołnierzy Armii Czerwonej szturmujących schron, co – zgodnie z historycznymi wydarzeniami – zrobili nadzwyczaj skutecznie, pokonując niemiecką załogę. Huk bomb, karabinowe serie, fontanny strzelającego w niebo piasku, okrzyki walczących, żywcem wyjęte z „Czterech pancernych” – to robiło wrażenie! Nie przeszkadzały mi już nawet gryzące mnie w stopy mrówki…

REKLAMA

REKLAMA