Ja nie dam się uciszyć!

Trwające do północy nocne sesje rady miasta  wszystkim dają się we znaki. W skróceniu wielogodzinnych obrad ma pomóc ograniczenie czasu wypowiedzi. O tym, jak to działa w praktyce, przekonał się Dariusz Piętka. Mało brakowało, a zostałby wyproszony z sesji przez przewodniczącego rady miasta Jarosława Margielskiego, bo lekceważył zapisy statutu miasta.
Nie ustalaliśmy żadnych dwóch minut na wypowiedź, jeśli chodzi o sesję absolutoryjną  – protestował  radny
Nie ustalaliśmy żadnych dwóch minut na wypowiedź, jeśli chodzi o sesję absolutoryjną – protestował radny

Na sesji rady miasta nie ma czasu na gadulstwo i demagogię. Dlatego na wtorkowej sesji 30 czerwca po raz pierwszy zastosowano w praktyce zapisy statutu miasta, wprowadzając kontrolowany czas wypowiedzi. Radni i pozostali uczestnicy obrad, zadając pytanie, musieli się zmieścić w dwóch minutach. Sekundantem był przewodniczący rady miasta Jarosław Margielski, który pilnował przestrzegania czasu.

Na początku sesji przewodniczący poinformował o obowiązywaniu nowych reguł. Radni mają dwie minuty na zadanie pytania, trzy minuty na odpowiedź oraz pięć minut na prezentację projektu uchwały. Można uzyskać dodatkowe wydłużenie czasu wypowiedzi, ale po jego przekroczeniu i mówieniu nie na temat kolejnym krokiem jest już wyłączenie mikrofonu. Taka dyscyplina nie wszystkim się spodobała.

Najbardziej na pomiar czasu narzekał radny Dariusz Piętka, dla którego dwie minuty plus dwie dodatkowe to stanowczo zbyt mało, zwłaszcza w tak ważnej kwestii jak absolutorium dla prezydenta. Przewodniczący rady miasta kilkukrotnie ponaglał go i wydłużał czas wypowiedzi, co tylko jeszcze bardziej denerwowało radnego. – Nie ustalaliśmy żadnych dwóch minut, jeśli chodzi o sesję absolutoryjną. Jeżeli chce pan mi zabrać głos, co skutecznie pan robił na poprzednich sesjach poprzez zamykanie dyskusji, to ja się nie dam uciszyć, bo chcę, żeby mieszkańcy słyszeli mój głos – protestował radny Piętka.

– Proszę nie wprowadzać mieszkańców w błąd i nie używać technik manipulacji, to były wnioski formalnie składane przez radnych po zamknięciu dyskusji, ja te wnioski poddawałem pod głosowanie, do czego prawnie jestem zobligowany – wyjaśnił przewodniczący rady miasta. – Dwukrotnie panu przedłużyłem czas wypowiedzi. Reguły są takie same dla wszystkich i wszyscy się do nich dostosowali. Nie mogę zrobić trzeciego wyjątku dla pana – stwierdził stanowczo Margielski i odebrał Dariuszowi Piętce głos, wyłączając mikrofon.

Mimo tego radny kontynuował wypowiedź, tylko był jeszcze bardziej wzburzony całą sytuacją. – Jeżeli nie dostosuje się pan do reguł panujących na sesji, to zgodnie ze statutem miasta poproszę pana o opuszczenie sali obrad. To jest moje ostatnie ostrzeżenie – pouczył radnego szef rady miasta. – To pan łamie przepisy prawa, bo nie pozwala radnym wypowiedzieć się na temat bardzo ważnej uchwały dotyczącej absolutorium dla prezydenta – nie ustępował Piętka.

– Jeśli chce pan zabrać głos, proszę się jeszcze raz zgłosić i w dalszej kolejności zostanie on panu udzielony – poinformował przewodniczący. Takie rozwiązanie podsunięte radnemu Piętce uspokoiło sytuację. Kropkę nad i postawił radny Krzysztof Kłósek. – Deklarował pan, że będzie zawsze przeciwko głupocie i łamaniu prawa, a w statucie jest jasno napisane, że jest do dwóch minut na zadanie pytania – skomentował zachowanie Dariusza Piętki radny. Zapytaliśmy przewodniczącego rady miasta, dlaczego dopiero po pół roku wprowadził pomiar czasu wypowiedzi na sesji.

– Biuro rady dopiero teraz zostało doposażone w niezbędne urządzenie. Choć proste, to z pewnością usprawni przebieg obrad i zmusi osoby biorące udział w dyskusji do podawania konkretów. Jeżeli zapis statutu mówi, że czas jest kontrolowany, a do tej pory ze względów technicznych nie był, to czy jest to argument za tym, aby nadal nie przestrzegać zapisów statutu? Z pewnością nie – stwierdza Margielski.

REKLAMA

REKLAMA