Zostaw ich! Oni już nie żyją!

Troje przyjaciół wracało rowerami z zakupów, gdy wjechał w nich rozpędzony golf. Kiedy zmiótł ich z jezdni, kierowca wygramolił się z auta. – Pomóż mi, trzeba ich ratować! – krzyczała ocalała Ania. – Zostaw ich! Oni już nie żyją! – bełkotał Tomasz Ch. I uciekł. Ale po kilku dniach trafił za kraty.
Tomasz Ch. szalał  po lokalnych drogach  bez prawa jazdy.  Przez jego lekkomyślnosć dwoje ludzi przepłaciło życiem
Tomasz Ch. szalał po lokalnych drogach bez prawa jazdy. Przez jego lekkomyślnosć dwoje ludzi przepłaciło życiem

Uciekli z Ukrainy przed wojną, ale to w Polsce dopadła ich śmierć. 29-letnia Iryna D. rok temu, 4 lipca, straciła w wypadku męża. Aby zapewnić lepszą przyszłość swoim córkom, 7-letniej Sofii i 2-letniej Wiktorii, zdecydowała się wyjechać z niewielkiej miejscowości w obwodzie tarnopolskim do Polski. Pół roku temu znalazła pracę w jednym z gospodarstw ogrodniczych w Janowie w gminie Karczew. Tu poznała wiele życzliwych osób, m.in. 29-letniego Volodymyra P., który pracował w gospodarstwie od czterech lat, i 23-letnią Anię, także Ukrainkę. Przyjaźnili się i pomagali sobie w trudnych chwilach. Wzajemnie się wspierali, kiedy tęsknili za rodziną. – Iryna miała w sobotę wracać do domu. Tęskniła za dziećmi. Nie mogła doczekać się wyjazdu – mówi Albert Drewicz, właściciel gospodarstwa.

Nocne zakupy
W piątek, 3 lipca pan Albert jechał załatwić kilka spraw związanych z gospodarstwem. – Nalegałem, aby Volodymyr pojechał ze mną. Był moją prawą ręką, przyjacielem, był jak brat, do którego miałem duże zaufanie – podkreśla Albert Drewicz. – Volodymyr odmówił. Stwierdził, że Iryna i Ania jadą do sklepu, więc chce im pomóc. Sam też planował kupić kilka rzeczy. Późnym wieczorem wsiedli na rowery i pojechali do supermarketu w Karczewie – mówi.

Z zakupami wracali powoli ul. Żaboklickiego. Za cmentarzem droga jest nieoświetlona i prowadzi przez pola. – Irynie spadał łańcuch. To było dziwne, bo ten rower nigdy się nie psuł – wspomina 23-letnia Ania.
– Zamieniłam się z nią. Jechałam na jej rowerze, ona na moim. Potem znowu się zamieniłyśmy, i znowu rower szwankował – dodaje dziewczyna.

Samochód bez świateł
Przyjaciele byli już niedaleko Janowa, więc zeszli z rowerów i prowadzili je, idąc prawidłowo, czyli lewą stroną jezdni. Volodymyr ciągle zwracał Ani uwagę, aby była za nim, żeby wszyscy szli gęsiego, bo nie ma tu oświetlenia i jest niebezpiecznie. – Około godz. 23 zatrzymałam się, żeby poprawić plecak, w którym były zakupy. Wtedy dostrzegłam pędzący samochód jadący bez świateł. Auto przemknęło bardzo blisko mnie i z impetem uderzyło w moich przyjaciół – wspomina ze łzami w oczach Ania.

Siła uderzenia była tak duża, że Iryna i Volodymyr wylecieli w powietrze i spadli kilka metrów dalej na pole. Granatowy volkswagen golf cabrio dachował. Kiedy Ania pobiegła do ciężko rannych przyjaciół,z auta wytoczył się 29-letni Tomasz Ch., mieszkaniec Ostrówca. Roztrzęsiona i zapłakana Ania zadzwoniła po karetkę pogotowia i do matki Volodymyra, która również przebywała w Janowie. – Nie wierzyłam w to, co usłyszałam, nogi się pode mną ugięły. Mój synek walczył o życie – wspomina zapłakana pani Swietłana. Kobieta skontaktowała się z właścicielem gospodarstwa, bo sama była w szoku. – Powiadomiłem służby ratunkowe i pojechałem na miejsce – mówi pan Albert.

Samotna walka o życie przyjaciół
– Nie czuję pulsu. Iryna umiera. Volodymyr jeszcze żyje! Pomóż mi, trzeba ich reanimować – krzyczała zapłakana Ania do kierowcy, który spowodował wypadek. – Zostaw ich, oni już nie żyją! – rzucił obojętnie mężczyzna, ale Ania nie poddawała się w samotnej walce o życie umierających przyjaciół.

Po chwili na miejsce tragicznego wypadku przyjechał pan Albert. W oddali było już słychać syreny służb ratunkowych. – Kierowca był bardzo pijany, zataczał się i czuć było od niego alkohol. Biegał dookoła i krzyczał „co tu zrobić, co tu zrobić, to nie ja!” – wspomina dramatyczne chwile mężczyzna. – Bełkotał, że to ktoś inny spowodował wypadek, że „oni uciekli”. Kiedy razem z Anią próbowałem ratować Irynę i Volodymyra, kierowca rozpłynął się w ciemnościach. Uciekł jak tchórz – mówi właściciel gospodarstwa ogrodniczego.

W wyniku ciężkich obrażeń Iryna zginęła na miejscu. Volodymyr walczył o życie. Karetka pogotowia przetransportowała go w okolice stadionu w Otwocku, gdzie wylądował medyczny śmigłowiec. Helikopter zabrał 29-latka do szpitala w Warszawie. Niestety, nie udało się go uratować. Po godz. 2 lekarz stwierdził zgon.

Uciekł jak tchórz
Stróże prawa rozpoczęli zakrojone na szeroką skalę poszukiwania Tomasza Ch. Policyjny pies wpadł na trop pirata drogowego, ale ślad urwał się niedaleko miejsca tragedii. – Prawdopodobnie ktoś po niego przyjechał samochodem – mówią śledczy. Funkcjonariusze nie zastali także 29-latka w miejscu zamieszkania. Obawiali się, że może uciec za granicę, tak jak to było w przypadku Mariusza N., który śmiertelnie potrącił 13-letniego Patryka w Czarnówce (Mariusz N. ukrył się we Francji).

Jeździł bez prawa jazdy
Tomasz Ch. dwa lata temu kupił granatowego volkswagena. W piątek wieczorem, kiedy jeździł swoim samochodem, był widziany w róż-nych miejscach gminy Karczew. – Tomek jest typem lekkoducha, ryzykanta, który lubi imprezować. To była kwestia czasu, aż kogoś zabije na drodze. Wiele razy wsiadał za kółko po pijaku – mówi pani Halina z Janowa, która dobrze zna Tomasza Ch. Inny mieszkaniec dodaje: – Policjanci wlepiali mu mandaty i ostrzegali, ale on lekceważył prawo. Odsiadywał nawet wyrok za niepłacenie kar, ale to go niczego nie nauczyło. Ciągle igrał
z losem i wymiarem sprawiedliwości – mówi pan Andrzej.

W 2013 r. Tomasz Ch. stanął przed obliczem Temidy. – Za jazdę pod wpływem alkoholu w 2013 r. Tomasz Ch. otrzymał zakaz prowadzenia pojazdów na trzy lata, który wciąż obowiązuje – podkreśla Jolanta Łubkowska, prokurator rejonowy z Otwocka. To mu jednak nie przeszkadzało, aby jeździć bez prawa jazdy.

Pirat drogowy przyszedł z prawnikiem
W poniedziałek, 6 czerwca otwocka policja opublikowała w ogólnopolskich mediach rysopis i portret pamięciowy Tomasza Ch. Gdy dotarło do niego, co zrobił, i zrozumiał, że nie wywinie się wymiarowi sprawiedliwości, skontaktował się z prawnikiem.

– W środę, 9 lipca po godz. 9 do siedziby prokuratury przyszedł Tomasz Ch. z adwokatem. Mężczyzna został zatrzymany, a także przesłuchany – mówi prokurator Łubkowska. 29-latek przyznał się do prowadzenia pojazdu, ale nie do spowodowania wypadku. Tłumaczył, że omijał jakąś przeszkodę na drodze, dlatego zjechał na przeciwległy pas. – Usłyszał dwa zarzuty. Odpowie za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym i ucieczkę z miejsca zdarzenia, za co grozi mu 12 lat więzienia. Kolejne trzy lata grożą mu za złamanie sądowego zakazu prowadzenia pojazdów – ocenia prokurator Łubkowska.

Piratowi drogowemu grozi teraz nawet 15 lat za kratami. Mężczyzna trafił do aresztu, gdzie poczeka na proces.

REKLAMA

REKLAMA