W życiu pewne są tylko śmierć i podatki. Pewnie dlatego karczewscy radni śmiertelnie pokłócili się o wysokość stawek, jakie powinni dostawać sołtysi ze zbieranych podatków. Poszło o jeden procent. Takiej podwyżki (z 13 na 14 procent „prowizji” od zebranych podatków) żądali od władz Karczewa opozycyjni radni. Rada miejska nie zgodziła się, a burmistrz zarzucił krnąbrnym radnym, że ten hojny gest był obliczony na zdobycie… większego procentu poparcia.
Skarbnik gminy Małgorzata Pajek tłumaczy stawki inkasa
Skarbnik gminy Małgorzata Pajek tłumaczy stawki inkasa

Inkasa są ustaloną przez władze gminy kwotą, którą sołtysi otrzymują w wyniku osobistego poboru podatków od nieruchomości oraz podatku rolnego i leśnego od mieszkańców gminy. Wysokość takich przychodów uzależniona jest więc od aktywności sołtysów inkasujących opłaty, ale także od wielkości sołectwa. Sołtysi otrzymują ustalony przez gminę procent od kwoty podatku, którą zbiorą. W Karczewie jest to 13%. Na czerwcowej sesji rady miejskiej Mateusz Stanaszek zaproponował jednak, by podnieść ten wskaźnik do 14%. Wywołało to burzliwą dyskusję, dlatego burmistrz zdjął wtedy projekt uchwały z porządku obrad.

Do sprawy powrócono w lipcu. W trakcie wspólnych posiedzeń komisji radni zwracali uwagę, że wniosek radnego Stanaszka nie ma żadnego uzasadnienia.

– Dla mnie taka podwyżka to czysty populizm i działanie „pod publiczkę”, tak to oceniam. Co inni o tym sądzą, to już nie moja sprawa. Trzymamy się pewnej reguły finansowej. W tym roku staramy się utrzymać wydatki na poziomie lat poprzednich, chcielibyśmy je nawet obniżyć, więc nie widzę żadnych racjonalnych podstaw, by sołtysom przyznawać dodatkowe dochody– tłumaczył burmistrz Dariusz Łokietek.

Podobnego zdania była skarbnik gminy Małgorzata Pajek. Przedstawiła zestawienie wysokości kwot inkasa z ostatnich siedmiu lat. I tak w 2008 roku było to ponad 35 tysięcy zł, w 2009 ponad 44 tys. zł, w 2010 ponad 41 tys. zł, w 2011 ponad 45 tys. zł, w 2012 ponad 62 tys. zł, w 2013 ponad 73 tys. zł i w 2014 ponad 71 tys. zł.

– Mimo tej samej stawki procentowej kwoty inkasa się zwiększają. Idea płacenia podatku sołtysom powstała z myślą o ludziach starszych, którzy nie potrafią korzystać z internetu, więc nie zrobią przelewu elektronicznego. Są to często osoby schorowane, które nie wychodzą z domu, więc nie pójdą na pocztę czy do banku. Od operatywności sołtysa zależy, ile zarobi – mówiła skarbnik gminy.

Innego zdania był Mateusz Stanaszek, który uważał, że ten jeden procent byłby wyrazem uznania dla pracy sołtysów, którzy mają bardzo niskie diety.

– Na komisji wspólnej rozmawialiśmy o tym, że w innych gminach procent inkasa jest niższy, ale to nie jest istotne. Ważne jest, że to pewien sposób wynagrodzenia sołtysów za ich pracę – nie tylko za to, że zbierają te podatki. U nas dieta sołtysów wynosi 130 zł. Zrobiłem mały przegląd, z którego wynika, że w innych gminach diety sołtysów są wyższe: w Kierwacie wynoszą 250 zł, w Brwinowie – 300 zł, w Piasecznie -500 zł. Może ten wyższy procent, który proponowałem na poprzedniej sesji, byłby jakąś rekompensatą – tłumaczył Mateusz Stanaszek.

Radny zwracał także uwagę, że mimo cięć budżetowych w ostatnim czasie wynagrodzenie burmistrza nie zostało obniżone. Złożył wniosek, żeby w sprawie inkasa radni głosowali imiennie. – Dzięki temu głosowaniu zgromadzeni sołtysi dowiedzą się, jak głosowali radni – dodał Stanaszek.
Ostatecznie rada miejska zdecydowała o niepodwyższaniu stawki inkasa. Przeciwko było dziewięcioro radnych, pięcioro głosowało „za”, a jedna osoba wstrzymała się od głosu.

REKLAMA

REKLAMA