Kociara śmieciara

Niewielki domek przy ul. Podmiejskiej w Otwocku. Sterty gratów, ubrań popakowanych w reklamówki. Brud, smród, robactwo i kocie odchody. W takich warunkach żyje starsza kobieta i kilkanaście jej kotów. Wolontariusze z TOZ musieli interweniować. Zabrali ciężarną kotkę i trzy małe, chore kociaki, które czekają na nowy dom.
W tych koszmarnych warunkach kobieta mieszkała z wieloma, często chorymi kotami
W tych koszmarnych warunkach kobieta mieszkała z wieloma, często chorymi kotami

Interwencja Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami miała miejsce 16 lipca. Inspektorzy TOZ, przy wsparciu policji, straży miejskiej, pracowników urzędu miasta i wolontariuszy weszli do domu kobiety, która kiedyś była miłośniczką zwierząt. Jej miłość dawno jednak przybrała karykaturalne, straszne oblicze.

Dzikie koty
– To, co tam zastaliśmy, przeszło nasze najśmielsze oczekiwania… a raczej najgorsze koszmary. Już kilkakrotnie próbowaliśmy wejść do tego domu, wiedzieliśmy, że tam dzieje się coś złego, ale nie przypuszczaliśmy, że sytuacja jest aż tak dramatyczna – opowiada Agnieszka Bieńkowska, koordynator akcji. – Z trzech kociątek udało się złapać tylko dwa. Trzeci kotek schował się pod stertą bałaganu i mimo prób wyciągnięcia go stamtąd nie zamierzał wyjść. Nasi inspektorzy złapali również ciężarną kotkę i czarnego, młodego kocura. Na podwórku, pod stertą desek, kryły się jeszcze inne koty. Mimo prób zastawiania klatek-łapek złapały się tylko trzy. Reszta była tak przerażona, że uciekła – mówi pracownica TOZ.

Dwa dorosłe koty pojechały do domu tymczasowego, trzy zostały w lecznicy. W domu przy Podmiejskiej zostało jeszcze co najmniej pięć kotów. Z wstępnego rozeznania wynika, że żaden z dorosłych osobników nie jest oswojony, co oznacza, że nie nadają się do adopcji. Pomoc dla nich jest więc ograniczona.

– Jedyne, co możemy zrobić, to wyleczyć, wysterylizować i wypuścić tam, gdzie mieszkają, gdzie jest ich dom. Właścicielka posesji zobowiązała się do uprzątnięcia tego bałaganu do czasu powrotu kotów. Zobaczymy, jak będzie. Maluchy tam nie wrócą. Kiedy tylko zostaną wyleczone, będą szukały nowych domów. W tej chwili przebywają w domu tymczasowym – zaznacza Bieńkowska. – Prawo jest po naszej stronie. Ludzie powinni wiedzieć, że nie mogą zrobić ze swoim zwierzakiem, co im się podoba tylko dlatego, że to ich własność. Nie zawsze udaje się pomóc. Tym razem było to możliwe dzięki zaangażowaniu strażników miejskich i policjantów, którzy uganiali się z nami za kotami, nie zważając na nic. Wielkie dzięki! – dodaje przedstawicielka TOZ.

Zbieractwo to nałóg
Jaki będzie dalszy los właścicielki domu? Kobieta żyje w fatalnych warunkach. Bez wody, ogrzewania, w niewyobrażalnym brudzie i kocich odchodach, w skrajnej nędzy, urągającej ludzkiej godności. Po interwencji TOZ-u odwiedzili ją pracownicy opieki społecznej. Podstawiono też kontener na sterty zalegających w domu i wokół niego śmieci.
– Ten problem i ta osoba są nam od lat doskonale znane i cały czas próbujemy pomagać. Pani żyje samotnie, otrzymuje świadczenia emerytalne. Jej sytuacja jest trudna i dostaje od nas zasiłki specjalne na opał, jakiś czas temu na wstawienie szyb. Jesienią udało się wreszcie podłączyć jej prąd – wyjaśnia Bogumiła Kołtun, zastępca dyrektora Ośrodka Pomocy Społecznej w Otwocku.
– Nasz pracownik zagląda tam regularnie. Pani czasem też przychodzi porozmawiać, poprosić o jakąś pomoc. Główny problem, z którym musi sobie poradzić, to zbieractwo. To jak nałóg. Teraz, choć na chwilę, sytuacja jest opanowana. Sprząta powoli, kontener się zapełnia, mamy nadzieję, że miasto znajdzie środki i dostawi jeszcze jeden. Wiem jednak z doświadczenia, że takie osoby często jedną rzecz wyrzucą, a dwie przyniosą. Mamy nadzieję, że ostatnie wydarzenia dadzą jej do myślenia i coś w swoim życiu zmieni – mówi pracownica opieki społecznej.

REKLAMA

REKLAMA