Różnice zaczną się zacierać

Z Kamilą Trzepałką, kapitanem żeńskiej drużyny piłkarskiej OKS Start Otwock, rozmawia Marcin Suliga.
Kapitan OKS Otwock Kamila Trzepałka w akcji
Kapitan OKS Otwock Kamila Trzepałka w akcji

„Futbol nie dla kobiet” – często jeszcze słyszycie to hasło?
– Coraz rzadziej. Kiedy zaczynałam trenować, czyli jak miałam dziesięć lat, to słyszałam to hasło dość często, ale teraz powoli to się zmienia, bo kobiety potrafią grać w piłkę. Ostatnie Mistrzostwa Świata były tego najlepszym dowodem. Od momentu, gdy gramy w Otwocku, także jest spore zainteresowanie. Wiele osób patrzy na to, co robimy, z podziwem i chwali fakt, że realizujemy swoją pasję. Negatywnych uwag jest coraz mniej. Mam nadzieję, że swoimi występami otworzyłyśmy pewną furtkę i inne kluby z naszego powiatu też będą próbowały założyć kobiece zespoły.

Stereotyp, że dziewczyna nie powinna grać w piłkę, gdzieś mimo wszystko istnieje. Myślisz, że ten „czarny PR” w jakimś stopniu odstrasza dziewczyny od podjęcia treningów, choćby w Waszym zespole?
– Być może. Myślę, że u wielu dziewczyn przed podjęciem decyzji o grze czy treningu pojawia się myśl, czy to na pewno jest dla mnie, czy sobie poradzę. Tak nie powinno się do tego podchodzić. Trzeba spróbować i dopiero wyciągnąć wnioski. U nas jest wiele dziewczyn, które przed przyjściem do klubu nie miały do czynienia z futbolem, a radzą sobie coraz lepiej. Wiadomo, że od razu nie będą piłkarskimi wirtuozami, ale systematyczną pracą mogą dojść do naprawdę niezłej formy.

Wąska kadra była największy problemem OKS Otwock w poprzednim sezonie?
– Raczej tak. W większości spotkań mieliśmy tę „żelazną jedenastkę”, ale brakowało rezerwowych. Dwie czy trzy zmienniczki to zdecydowanie za mało na drużyny, które przyjeżdżają do nas i mają 20 zawodniczek w składzie. Szeroka kadra jest naprawdę ważna, bo zdarzają się sytuacje, kiedy nie każda z nas może danego dnia zagrać. Ktoś wypada i automatycznie robi się duża luka. Jakby było nas więcej, łatwiej byłoby takie problemy rozwiązać.

Byłaby też większa konkurencja o miejsce w składzie, co podniosłoby poziom gry.
– Konkurencja zawsze napędza samodoskonalenie. Jak jej nie ma, to zawsze dużo łatwiej się rozleniwić, choć to akurat zależy od indywidualnych cech każdego zawodnika. Ja na przykład nigdy nie odpuszczam na treningach i meczach, zawsze staram się dawać z siebie sto procent.

Jak ogólnie oceniacie poprzednie rozgrywki, które były Waszym debiutem w lidze?
– Mimo wszystko oceniłabym je na plus. Ciężko było się spodziewać, że w debiucie od razu sięgniemy gwiazd i będziemy grać nieziemski futbol. Ja w pierwszej części sezonu nie grałam, ale z rozmów z trenerką wiem, że był to bardzo trudny okres. Kadra była jeszcze węższa i były momenty, że sama trenerka musiała wejść na boisko. Nie wyglądało to najlepiej. W przerwie zimowej doszło jednak kilka dziewczyn i gra powoli zaczęła nam się „kleić”. Myślę, że dużo dały zajęcia w hali. Tam musiałyśmy się skupić przede wszystkim na kwestiach technicznych, co nie było naszą mocną stroną. Pierwszy mecz po przerwie pokazał, że ta praca przyniosła owoce. Ograłyśmy na wyjeździe Pogoń Siedlce (6:1), i było to nasze pierwsze zwycięstwo w historii. Ten mecz dodał nam mnóstwo wiary w to, że jednak potrafimy grać i wygrywać. Później może nie było już taki korzystnych wyników, ale nie były to też występy, których musiałybyśmy się wstydzić. Nie przeskoczymy w krótkim czasie dystansu do drużyn, które grają ze sobą od wielu lat. Myślę, że po dwóch-trzech latach występów w trzeciej lidze te różnice między nami a czołowymi drużynami zaczną się zacierać. Liczę, że pierwsze oznaki tego będą już widoczne w tym sezonie. Przed nami okres przygotowawczy i jeśli dobrze go przepracujemy, mamy duże szanse na pozytywne zaprezentowanie się.

To, co osiągnęłyście w poprzednim sezonie – dwa zwycięstwa i przedostatnie miejsce w tabeli trzeciej ligi – było minimum, które zakładałyście?
– Tak na dobrą sprawę w poprzednim sezonie miało nas w ogóle nie być. Zaraz po tym, jak dołączyłam w zimie do zespołu, rozmawiałam z trenerką i ona powiedziała mi, że mocno się zastanawiała nad tym, czy zgłaszać nas od razu do rozgrywek. Początkowo planowała, aby ten rok poświęcić niemal wyłącznie na treningi, a do gry przystąpić w kolejnym sezonie. Ostatecznie zostałyśmy jednak zgłoszone do rozgrywek i – według mnie – było to dobre posunięcie. Może ten sezon nie był oszałamiający, ale pomógł nam zrozumieć, na czym polega gra w piłkę nożną. Na treningu nie można oddać atmosfery meczu. Dochodzi stres, dochodzi druga drużyna, która także chce wygrać. Złapałyśmy naprawdę dużo potrzebnego doświadczenia. Już wiemy, co robić, by nie stracić bramki i co robić, by bramkę zdobyć.

Po sezonie miałyście już okazję, żeby się spotkać, porozmawiać i zrobić plan na najbliższy sezon czy taka rozmowa dopiero przed Wami?
– Ostatni trening miałyśmy pod koniec czerwca. Na lipiec dostałyśmy wolne, ale teraz już przechodzimy powoli do zajęć indywidualnych. Mamy same – na tyle, na ile możemy – przygotować się do pierwszego treningu, który zaplanowany jest na początek sierpnia. Niestety, nie jedziemy na obóz i wszystkie zajęcia będą prowadzone na miejscu. Będą się one odbywały z większą częstotliwością i mam nadzieję, że przyniosą pozytywne skutki.
Naszym celem jest gra w tym sezonie o jak najwyższe cele. Być może uda się wskoczyć do pierwszej piątki, choć według mnie stać nas nawet na wejście do pierwszej trójki. Może to optymistyczne założenie, ale jeśli sumiennie przepracujemy najbliższy okres, to jesteśmy w stanie zrealizować to.

REKLAMA

REKLAMA