Młotem wywalczył medale

Kiedy przed laty uczestniczył w Wawerskiej Olimpiadzie Przedszkolaków, nawet nie myślał o sportowej karierze. Chociaż otrzymany wtedy medal za udział w imprezie przechowuje jako cenną pamiątkę. Dziś, będąc obiecującym młodym młociarzem, coraz częściej zdobywa medale i marzy o tym, by zastąpić najlepszych: Szymona Ziółkowskiego i Pawła Fajdka. Arkadiusz Rogowski – to nazwisko warto zapamiętać.

Pierwsze kroki w sportowych zmaganiach mały Arek stawiał w Przedszkolu nr 348 w osiedlu Las, gdzie pracowała i nadal pracuje jako dyrektor jego mama Beata. A że przedszkole zajmowało pomieszczenia wypożyczone od SP nr 128, Arkadiusz w naturalny sposób przeszedł do tej placówki. Chętnie brał udział w zawodach sportowych. Pasja, którą zaraził się w przedszkolu, rozwinęła się. Chłopak raczej nie odziedziczył jej po rodzicach, chociaż mama wspominała, że w szkole średniej grała w siatkówkę, a tata trochę kopał piłkę w Drukarzu i biegał w Warszawiance.

Śladem starszego brata
Wzorem dla Arkadiusza był o cztery lata starszy brat Rafał, który rzucał oszczepem i wracał z mistrzostw Mazowsza z medalami. Arek nie chciał być gorszy. I na początku był nie tylko młociarzem, ale i oszczepnikiem. Okazało się jednak, że jest trochę za niski (mierzy 184 cm), by rzucać oszczepem a na młociarza nadaje się w sam raz. Dowiedział się, że przy AWF-ie działa sportowa sekcja ogólnorozwojowa. Zapisali się obaj. Z tej „ogólnorozwojówki” wyłowił go jeden z trenerów. Zaczęły się prawdziwe treningi. Teraz odbywają się sześć razy w tygodniu i trwają od dwóch do pięciu godzin. Mniejsze obciążenie treningowe stosowane jest przed zawodami, aby sportowiec był na nich świeższy. Co innego obozy przygotowawcze do sezonu. Na przykład w Cetniewie pierwszy trening rozpoczyna się zajęciami rozruchowymi o godz. 7. Rozruszany zawodnik idzie na śniadanie, a po nim ma zajęcia z rzutów, potem jest siłownia. W sumie siedem – osiem godzin zajęć.

Wiecznie drugi…
Pierwszych Mistrzostw Polski, odbywających się w Słubicach, gdy miał 14 lat, nie zapomni do końca życia. Rzucał młotem trzy razy i trzy razy trafił w siatkę. Porażka. Rok później wystartował w rzucie dyskiem. Było lepiej, zajął dziewiąte miejsce w kraju. W 2009 r. w Krakowie zdobył w rzucie oszczepem i rzucie młotem dwa czwarte miejsca, których sportowcy tak nie lubią. Wreszcie w 2010 r. stanął na podium, był drugi w rzucie młotem na Ogólnopolskiej Olimpiadzie Młodzieży. Tak trafił do kadry młodzieżowej na mecz z Niemcami. Spisał się bardzo dobrze, znów był drugi i został objęty szkoleniem kadrowym.

W 2011 r. wydawało się, że jest dobrze przygotowany, ale nie zrobił minimum i nie pojechał na Młodzieżowe Mistrzostwa Europy do Tallina. Była sportowa złość, oczywiście, na samego siebie, bo przecież na krajowych mistrzostwach w Toruniu zajął drugie miejsce. Gdyby jeden z rzutów nie wyszedł poza wyznaczony na murawie promień, byłoby złoto.

W 2012 r. na celowniku były Mistrzostwa Europy Juniorów. W Mistrzostwach Polski zajął trzecie miejsce, ale z wynikiem gorszym od wyznaczonego minimum. Wtedy zdecydował się na zmianę klubu i trenera. Z AZS AWF przeszedł do Skry, trenując pod okiem Mikołaja Rosy. Pojechał na Młodzieżowe Mistrzostwa Europy, gdzie zajął 10 miejsce i w tym samym roku w Bydgoszczy po raz pierwszy wywalczył złoto na Mistrzostwach Polski.

Na początku lipca pojechał na Młodzieżowe Mistrzostwa Europy do Tallina. Zajął dziewiąte miejsce, już nie traktowane jako znaczące osiągnięcie, bo w 2015 roku uzyskał życiowy wynik 73,10 m. W eliminacjach rzucił 68,89 m. Gdyby do tego dołożył pół metra, zakwalifikowałby się do czołowej ósemki i miałby szansę jeszcze się wykazać. Stąd znów złość. W tym roku po raz pierwszy wystartował na Mistrzostwach Polski Seniorów. Zajął trzecie miejsce, co nieco osłodziło mu gorycz tallińskiej porażki. Stanął na podium obok Pawła Fajdka i Wojciecha Nowickiego z Białegostoku.

Zastąpić mistrza
Złoty medalista olimpijski Szymon Ziółkowski powoli szykuje się do zakończenia kariery. Fajdek i Nowicki mają jeszcze trzy-cztery lata startów przed sobą. – Kto ich będzie w stanie zastąpić, jak nie ja? – pyta półżartem Rogowski. Trzeba tylko zdobyć sponsorów, bez których trudno będzie kontynuować karierę. Arek ma nadzieję, że może zainteresuje się nim któraś ze znaczących wawerskich firm.

Najbliższe cele? Pojechać do Amsterdamu na Mistrzostwa Europy Seniorów. Gdyby zajął w nich miejsce w pierwszej ósemce, zainteresowaliby się nim organizatorzy zagranicznych mityngów, za udział w których dostaje się pieniądze umożliwiające kontynuowanie kariery. Aby to osiągnąć, Arkadiusz Rogowski musi poprawić życiowy rekord o trzy – cztery metry. – To jest do zrobienia – twierdzi z przekonaniem.

Podobny artykuł

Królewskie rozdanie

REKLAMA

REKLAMA