Uratuj serduszko Maciusia

Rodzice Maciusia jeszcze go nie wzięli w ramiona i nie utulili, ale już go bardzo kochają! Chłopczyk mieszka nadal w brzuchu swojej mamy Magdaleny Szewczak z Otwocka. W czasie badań okazało się, że Maciuś ma aż cztery wady w serduszku i zespół Di George’a. Jego jedyną szansą jest kosztowna operacja. Tego arcytrudnego zadania podjął się już polski profesor z kliniki w Niemczech!
Na Maciusia od dawna czeka cała rodzina, szczególnie jego starszy brat, 6-letni Staś Szewczak
Na Maciusia od dawna czeka cała rodzina, szczególnie jego starszy brat, 6-letni Staś Szewczak

Na Maciusia czeka od dawna cała rodzina, szczególnie jego starszy brat Staś. – Marzyłem o rodzeństwie od dawna. Siedem miesięcy temu moje pragnienie się spełniło. Skakałem z radości, kiedy mama i tata powiedzieli, że będę miał braciszka – cieszy się sześcioletni Staś. – Od początku upierałem się, że będzie miał na imię Maciek i rodzice zgodzili się – tłumaczy chłopiec.

34-letnia Magdalena i jej 36-letni mąż Jarosław Szewczak bardzo cieszą się, że powiększy im się rodzina. – Czuję się dobrze, Maciuś też. Synek coraz częściej dokazuje w moim brzuchu i rośnie jak na drożdżach, dotychczas rozwijał się prawidłowo – tłumaczy pani Magdalena.

– Kilka tygodni temu, podczas rutynowego badania USG, okazało się, że serduszko synka nie pracuje tak, jak powinno – wspomina mama Maciusia. Jego tata dodaje: – Zaczęliśmy szukać specjalistów. Po wielu badaniach usłyszeliśmy druzgocącą diagnozę. Nienarodzone maleństwo ma aż cztery ciężkie wady serduszka i może umrzeć, zanim zdąży poznać świat – mówi ze łzami w oczach pan Jarosław.

Druzgocąca diagnoza
Serduszko Maciusia ma wspólny pień tętniczy z dysplastyczną zastawką o ograniczonej ruchomości i duży ubytek międzykomorowy.

– W sercu miesza się krew natleniona z nienatlenioną – tłumaczą rodzice chłopczyka. Do tego jego serduszko ma nieprawidłową oś (jest źle położone pod kątem ok. 80 stopni). Na podstawie dalszych badań stwierdzono, że Maciuś nie ma grasicy, czyli narządu, który odpowiada za odporność. Oznacza to, że maleństwo może w każdej chwili umrzeć. – Zdiagnozowano u Maciusia zespół Di George’a, czyli nasz synek po urodzeniu będzie podatny na infekcje, wirusy i bakterie. Zaś wady serca powodują zaburzony rytm dostarczania tlenu do organizmu – martwią się rodzice maluszka.

Babcia Maciusia dodaje z troską: – Mój nienarodzony wnuczek ma duże serduszko, jak u noworodka. Musi ono bardzo ciężko pracować, ale modlę się o to, aby z bożą łaską udało się pokonać wszystkie przeszkody – żywi nadzieję babcia. Podczas kolejnych wizyt i badań u różnych specjalistów pani Magdalena i jej mąż nigdy nie stracili wiary, chociaż lekarze sugerowali, aby rodzice Maciusia nie szykowali dla niego wyprawki.

– Płakaliśmy, ale nie zwątpiliśmy. Będziemy walczyć o życie synka niezależnie od tego, jakie będą rokowania – mówi Magdalena i Jarosław Szewczakowie. Okazało się, że w Polsce nie ma wielu możliwości, aby naprawić serduszko maleństwa. – Polscy specjaliści mogą wyeliminować tylko jedną wadę w serduszku, robiąc kilka zabiegów w ciągu kilku pierwszych lat życia Maciusia. Przecież nawet nie wiadomo, czy synek dożyje do pierwszej operacji! – mówią ze łzami w oczach rodzice maleństwa.

Pomoże polski dr House z Niemiec
Po długich poszukiwaniach Magdalena i Jarosław Szewczakowie znaleźli szansę dla synka. – Wysłaliśmy e-mail z opisem choroby dziecka do polskiego kardiochirurga i chirurga dziecięcego, który pracuje w klinice w Niemczech. Prof. Edward Malec przez wiele osób nazywany jest polskim doktorem Housem od serduszek. Zazwyczaj na jego odpowiedź czeka się kilkanaście dni, a nam
odpisał już po kilku minutach – mówią Szewczakowie.

– Zgodził się nami zaopiekować. Powiedział, że może naprawić serduszko Maciusia. Podczas jednej operacji rozdzieli pień tętniczy, wymieni zastawkę i wyeliminuje inne wady. Będzie to jednak możliwe tylko w klinice w Niemczech – dodają rodzice chłopczyka. Pani Magdalena tłumaczy, że profesor zlecił wykonanie jeszcze kilku badań. Potem zapadnie decyzja o tym, co dalej. – Istnieje duże ryzyko, że Maciuś nie przeżyje podróży za granicę. Dlatego rozważany jest mój wcześniejszy przyjazd, abym urodziła synka w klinice w Niemczech – mówi mieszkanka Otwocka.

Europejskie koszty leczenia
Największym problemem są teraz pieniądze. – Taki wyjazd wiąże się z dużymi kosztami. Aby nasze maleństwo miało szansę, musimy uzbierać co najmniej 50 tys. euro, czyli ponad 200 tys. zł – mówi pan Jarosław. – Nie mamy szans na kredyt, dlatego prosimy o pomoc w zbiórce – apeluje tata Maciusia.

Rodzina już teraz zaczęła zbierać fundusze na operację synka. – Wystawiamy na licytację różne przedmioty w internecie. Wiele z tych rzeczy dostajemy od obcych osób, które nas wspierają. Bardzo dziękujemy za tę pomoc. Dotychczas sprzedaliśmy m.in. naszyjnik za 500 zł i zbiór baśni dla dzieci, należący do babci Maciusia – wylicza pani Magdalena.

Aukcje to jednak za mało, aby uzbierać całą kwotę potrzebną na operację i leczenie chłopczyka. Dlatego rodzice Maciusia proszą o pomoc. – Sami nie damy rady. Prosimy o wsparcie finansowe ludzi dobrej woli, aby pomogli naszemu synkowi. Dzięki Wam nasz Maciuś będzie miał naprawione serduszko, będzie miał szansę na to, aby żyć – apelują rodzice nienarodzonego maleństwa.

Możesz pomóc: Możesz pomóc Maciusiowi, wpłacając dowolną kwotę pieniędzy. Rodzinie w zbiórce funduszy pomaga warszawska Fundacja Serce Dziecka (ul. Narbutta 27/1, 02-536 Warszawa).

  • Numer konta: 17 1160 2202 0000 0000 8297 2843 – tytuł przelewu: Maciej Szewczak
  • Wpłaty w walucie EURO: 09 1160 2202 0000 0001 2152 1272 – tytuł przelewu: Maciej Szewczak (kod bankowy potrzebny do międzynarodowych przelewów – SWIFT: BIGBPLPW)

REKLAMA

REKLAMA