Okradł pensjonat ze skarbów

Właściciele pensjonatu całe życie zbierali antyki i wartościowe bibeloty. Ukryli je w niedużym budynku na swojej posesji. Ich tajemnicę odkrył Szymon R., nowy pracownik. Kiedy małżeństwo wyjechało na urlop, mężczyzna włamał się i przez kilkanaście dni okradał pracodawców. Ukradł m.in. repliki broni, miecze, stare monety,  nowoczesny i zabytkowy sprzęt elektroniczny, srebrne zastawy stołowe, biżuterię.
Łupem złodzieja  padły m.in. zabytkowy  i nowoczesny sprzęt  elektroniczny, kolekcje noży i mieczy, repliki broni, stare monety, biżuteria
Łupem złodzieja padły m.in. zabytkowy i nowoczesny sprzęt elektroniczny, kolekcje noży i mieczy, repliki broni, stare monety, biżuteria.

Pani Dorota i jej mąż Antoni mają wyjątkowe poczucie piękna. Od lat zbierają różne wartościowe przedmioty. Nie wszystkie są cenne, ale z pewnością sprawiają wrażenie drogich i stylowych. – Uwielbiamy jeździć na pchli targ, tam można znaleźć wiele kosztownych i zabytkowych mebli, obrazów, ozdób, biżuterię, pięknych zastaw stołowych i innych skarbów – mówi małżeństwo prowadzące pensjonat w Otwocku. Pan Antoni, który kolekcjonuje zabytkową broń, dodaje: – To specyficzne hobby, na którym można także zarobić. Od lat zbieram starocie. Często po ich renowacji okazywało się, że są wartościowymi zabytkami. Uzbierałem pokaźną kolekcję np. starych aparatów telefonicznych z czasów międzywojennych, a także stare radia, które sam naprawiałem. Kolekcjonowałem także repliki broni, miecze, stare monety – wylicza mężczyzna.

Małżeństwo ukryło swoje skarby w małym budynku na terenie posesji. – Domek był zamknięty na cztery spusty. Tylko ja miałem do niego klucze – dodaje pan Antoni. – Niedługo mieliśmy przenieść te rzeczy do miejsca, gdzie będzie zainstalowany system alarmowy i monitoring. Chcieliśmy to zrobić po powrocie z urlopu – zaznacza mężczyzna. Małżeństwo zaplanowało wyjazd w lipcu. – Zostawiliśmy pensjonat pod opieką zaufanych pracowników i wyjechaliśmy na długo wyczekiwany wypoczynek – tłumaczy pani Dorota. Od dłuższego czasu zwyczaje pracodawców obserwował 26-letni Szymon R., który odkrył ich sekret. Wiedział, że w niedużym budynku przechowują nie tylko wartościowe pamiątki rodzinne, ale również kosztowne zbiory. 26-latek z niecierpliwością czekał, aż właściciele wyjadą na urlop.

Grasował przez kilka dni
Kiedy właściciele pensjonatu cieszyli się urlopem Szymon R. grasował po nieruchomości. Założył rękawiczki, aby nie zostawiać śladów. Przetrząsnął każde pomieszczenie od podłogi aż po sufit. Wynosił wszystko co wydawało mu się, że ma jakąś wartość, a także to, co mógł sprzedać na złomie.

– Znalazł szkatułkę, w której przechowywaliśmy zapasowe klucze do różnych pomieszczeń, ale część z nich sam dorobił, aby móc wszędzie wejść – mówi pani Dorota.

W małym budynku nie potrafił sforsować zamka, dlatego włamał się do środka przez okno. Tam mężczyzna wpadł w szał plądrowania. Po cichu wynosił wszystko, co wpadło mu w ręce. Pakował skradzione przedmioty do samochodu pożyczonego od znajomych. Zazwyczaj Szymon R. zajmował się w pensjonacie drobnymi remontami i pracami porządkowymi. Często był widywany z jakimiś narzędziami. Ciągle coś nosił i przenosił, dlatego nikt nie zauważył, że mężczyzna nic nie naprawia, tylko okrada pracodawców.

Wyniósł nawet bibeloty

– Pod koniec lipca, na tydzień przed końcem urlopu, coś mnie tknęło, żeby wracać do domu. Miałam złe przeczucia, dlatego wróciliśmy wcześniej – mówi właścicielka pensjonatu. Po powrocie do domu małżeństwo odkryło kradzież. – Wszędzie, gdzie zaglądaliśmy, czegoś brakowało. Złodziej ukradł telewizor, a nawet kable i rutery do internetu, które były zainstalowane w kilku miejscach w pensjonacie – wspomina właściciel. – Byliśmy przerażeni sytuacją, skradziono nam mnóstwo rzeczy i to nie tylko wartościowych przedmiotów, ale także pamiątki rodzinne, a nawet nic nie warte bibeloty – podkreśla.

Czujemy się wykorzystani
Kiedy właściciele pensjonatu szacowali straty, Szymon R. przychodził do pracy udając, że nie wie, co się stało. – Zgłosiliśmy sprawę na policję. Dopiero po kilku dniach wyszło na jaw, że to nasz pracownik stoi za włamaniem i kradzieżą – mówi zszokowana  pani Dorota. – Bezczelnie patrzył nam w oczy i cieszył się z naszego nieszczęścia. Przecież tyle mu pomagaliśmy. Wiele razy dawaliśmy dla jego rodziny jedzenie i mleko dla najmłodszego malucha. Ciągle narzekał, że ma trudną sytuację finansową i kilkoro dzieci, którym nie ma co dać jeść. Szkoda nam go było, dlatego mu pomagaliśmy. I dlatego też go zatrudniliśmy. Byliśmy zadowoleni z jego pracy, bo dbał o pensjonat i pokoje gościnne. Od początku wykorzystał nasze dobre serce, żerował na nas jak pasożyt, a potem nas okradł w tak perfidny sposób! – mówią zirytowani właściciele pensjonatu. Pani Dorota i pan Antoni podejrzewają, że mężczyzna od początku planował włamanie. – Przez wiele dni nie chciał podpisać z nami umowy, ciągle zwlekał z dostarczeniem danych, ale po jakimś czasie podpisał dokument – dodaje właścicielka pensjonatu.

Odzyskano tylko część rzeczy
Szymon R. słabo zacierał za sobą ślady. Niektóre sprzedał w otwockich lombardach. Podpisał na swoje nazwisko umowę, co ułatwiło otwockim policjantom jego zatrzymanie. We wtorek, 28 lipca mężczyzna trafił do policyjnej celi. – Funkcjonariuszom udało się odzyskać część skradzionych przedmiotów, mimo że zostały one już sprzedane. Łupem złodzieja padł m.in. sprzęt elektroniczny, kolekcja noży, mieczy, repliki broni, stare monety – mówi komisarz Jarosław Sawicki z Komendy Powiatowej Policji w Otwocku. Właści- ciele pensjonatu nadal szacują straty, już wycenili je na kilkadziesiąt tysięcy złotych. Szymon R. wszystko opowiedział prokuratorowi. – Przyznał się do kradzieży z włamaniem – potwierdza Jolanta Łubkowska, prokurator rejonowy z Otwocka. Teraz grozi mu nawet 10 lat więzienia.

* imiona właścicieli pensjonatu zostały zmienione dla dobra sprawy

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.