Sater bez kontroli

Niezapowiedziana kontrola z Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska na składowisku odpadów w Otwocku Świerku nie doszła do skutku. Ochrona nie wpuściła na teren zakładu przedstawicieli WIOŚ, tłumacząc się późną porą i nieobecnością nikogo z kierownictwa. Sprawa będzie miała swój dalszy ciąg w prokuraturze. – Jeżeli nie ma się nic do ukrycia, to o każdej porze wprowadza się osoby kontrolujące – mówi kierownik delegatury WIOŚ Aleksandra Dziwulska.

sater

O sprawie poinformowali nas mieszkańcy, którym udało się ściągnąć kontrolę na składowisko właśnie wtedy, kiedy odór był najbardziej uciążliwy, aby przedstawiciele WIOŚ osobiście mogli się przekonać, w jakim smrodzie muszą żyć na co dzień. – Odory z Satera docierają do nas wieczorami, gdy urzędy kontroli nie pracują. Osobiste zaangażowanie urzędników WIOŚ sprawiło jednak, że kierownik delegatury WIOŚ w Mińsku Mazowieckim Aleksandra Dziwulska przyjechała do nas w piątkowy późny wieczór (21 sierpnia, około godz. 20.30), aby osobiście poznać skalę naszego problemu. Smród w miejscowościach znajdujących się w pobliżu składowiska był wyczuwalny, więc inspektorzy pojechali na wysypisko, aby znaleźć źródło dokuczliwej uciążliwości zapachowej
– informuje Dawid Bartosik, nasz Czytelnik mieszkający w Pogorzeli Warszawskiej.

Jak się dowiedzieliśmy, kontrola miała być przeprowadzana w trybie interwencyjnym i w żaden sposób nie była zapowiadana pracownikom ani kierownictwu wysypiska. – Nie było możliwości przygotowania obiektu do kontroli. Po przybyciu na miejsce, około godz. 21, kontrolerzy postanowili wejść na teren zakładu. Mimo ustawowych uprawnień inspektorów do kontroli o każdej porze dnia, siedem dni w tygodniu ochrona Satera odmówiła wpuszczenia ich na teren wysypiska. Przedstawiciele kierownictwa składowiska, z którymi stojąc przed bramą, telefonicznie skontaktowała się pani Dziwulska, odmówili wydania ochronie polecenia wpuszczenia inspektorów na teren zakładu. Nie zmienili decyzji również wtedy, kiedy padły argumenty o bezprawności działań
i zarzut utrudniania wykonywania czynności służbowych. Przedstawiciel ochrony odmówił podania inspektorom swoich danych osobowych – relacjonuje przebieg zdarzeń mieszkaniec. W konsekwencji nie doszło do kontroli składowiska. Źródło smrodu pozostało niezbadane.

Bo pora była za późna…
Skontaktowaliśmy się w tej sprawie z kierownikiem składowiska Sater, który tłumaczył, dlaczego inspektorzy WIOŚ nie zostali wpuszczeni:

– Bo nikogo od nas z firmy nie było. Gdyby ktoś tam był, to nie mieliśmy nic do ukrycia, tak jak zazwyczaj, i byliby wpuszczeni. To była kontrola niezapowiedziana, wieczorem, więc nie miał kto ich wpuścić. Kontrole mogą być niezapowiedziane, ale jest ustawa, która to reguluje i mówi, że mogą się one odbywać w godzinach pracy – wyjaśnia w rozmowie z „Linią” Kazimierz Pietras, kierownik składowiska. Sater jest czynny od poniedziałku do piątku w godzinach 7.30-17.00, a w soboty od 7.30 do 14.00. – My tylko w tych godzinach pracujemy – dodaje kierownik.

WIOŚ twierdzi, że ma uprawnienia do niezapowiedzianej kontroli o każdej porze, zwłaszcza że inspektorzy dostają bardzo dużo sygnałów od mieszkańców o uciążliwości zapachowej. – Nie ma takiego określenia w ustawie, że kontrole mogą odbywać się tylko w godzinach pracy składowiska. Tam jest powiedziane, że możemy wejść nawet na prywatną posesję o każdej porze, jeżeli to zagraża życiu lub zdrowiu albo może być skutkiem poważnej awarii przemysłowej. Mamy liczne zgłoszenia od mieszkańców o smrodzie w okolicy składowiska, zresztą sama się o tym przekonałam. Od strony zachodniej składowiska, tam, gdzie są umiejscowione zbiorniki na odcieki, ten zapach był najgorszy. Nie rozumiem zachowania właścicieli czy prowadzących instalację, bo jeżeli nie ma się nic do ukrycia, to o każdej porze wpuszcza się osoby kontrolujące – mówi w rozmowie z „Linią” kierownik delegatury WIOŚ w Mińsku Mazowieckim Aleksandra  Dziwulska.

Prokurator wyjaśni sprawę
Za niewpuszczenie kontroli na składowisko grożą konsekwencje prawne.

– Kontroli nie powtórzymy, ale złożymy do prokuratora wniosek w sprawie utrudniania kontroli. Albo będzie wszczęte postępowanie wyjaśniające przez prokuraturę, albo umorzy ona sprawę ze względu na niską szkodliwość społeczną. Mam nadzieję, że w tym przypadku, gdy sytuacja jest gorąca, prokurator podejmie działania wyjaśniające – zaznacza Dziwulska. – Chciałabym pomóc mieszkańcom. Będziemy monitorować całą tę sytuację, bo nie powinno tak być – dodaje.

Jak można pomóc ludziom?
– Składowisko ma decyzje administracyjne i w tej chwili, z mojego punktu widzenia, jego zamknięcie jest niemożliwe. Natomiast być może nie będzie możliwe dalsze składowanie. Prezydent Otwocka może zobowiązać Satera do przeprowadzenia przeglądu ekologicznego. To może być podstawą dalszych działań – podpowiada kierownik delegatury WIOŚ w Miński Mazowieckim. Prezydent Otwocka o kontroli składowiska dowiedział się po fakcie.  – Szkoda, że nie zadzwonili do nas, to bym się wybrał z nimi na miejsce – mówi w rozmowie z „Linią” Zbigniew Szczepaniak.
Z informacji, jakie miał prezydent, wynikało, że inspektorzy WIOŚ nie czuli odoru ze składowiska. W naszej rozmowie wyprowadziliśmy prezydenta z błędu.

REKLAMA

REKLAMA