Śmiecimy po staremu

Z Włodzimierzem Kalatą, kierującym w Wawrze pracą ekipy Stowarzyszenia Niepełnosprawni dla Środowiska EKON, rozmawia Andrzej Murat
Nie jest niestety prawdą, że nowe zasady odbioru odpadów przyczyniły się do poprawy czystości.  Pracownicy EKON-u wciąż mają pełne ręce roboty
Nie jest niestety prawdą, że nowe zasady odbioru odpadów przyczyniły się do poprawy czystości. Pracownicy EKON-u wciąż mają pełne ręce roboty

Po wprowadzeniu obowiązku segregowania śmieci przez mieszkańców i odbioru odpadów zielonych sprzed posesji macie chyba mniej pracy?
– Pewnie pan nie uwierzy, ale w dalszym ciągu mamy co robić. Tak jak osiem lat temu, gdy Urząd Dzielnicy Wawer podpisał ze Stowarzyszeniem Niepełnosprawni dla Środowiska EKON pierwszą umowę na wykonywanie prac porządkowych. Brak szacunku dla przyrody jest mocno zakorzeniony w wielu ludziach.

Które wawerskie osiedla są najbardziej zanieczyszczone?
– Aleksandrów, Falenica, na-wet Radość. Dwa pierwsze może dlatego, że są osiedlami granicznymi i być może mieszkańcy z sąsiednich gmin trochę śmieci do nich podrzucają. W Falenicy problemem są odpadki pochodzące z bazaru.

W pozostałych jest lepiej?
– Różnica jest niewielka. Obserwujemy dziwne zjawiska. Niby jest segregacja, a widzimy, jak ludzie idący rano do pracy wrzucają siatki z odpadami do przyulicznych śmietników, a często obok nich. Bardzo zanieczyszczone są tereny przy torach kolejowych – śmiecą pasażerowie pociągów. Niedawno przy ul. Podkowy natrafiliśmy na cztery metry sześcienne gruzu. Znajdujemy zbite tynki, zerwaną ze ścian glazurę. Podejrzewam, że robią to zatrudniane na czarno ekipy budowlane i remontowe, przyjezdni „fachowcy”, których z dzielnicą nic nie łączy. Dziś pracują tu, jutro gdzie indziej. Niewykluczone, że od inwestorów biorą pieniądze za wywóz odpadów do punktów ich odbioru, a porzucają je gdzie się da, w najbliższym lesie.

Rdzenni mieszkańcy bardziej dbają o ekologię?
– Ja różnicy nie widzę. Jest siłownia plenerowa przy ul. Izbickiej w Radości, która wieczorami służy za miejsce spotkań młodzieży, ale też pijaczków. Pozostawiają oni po sobie wiele butelek i puszek. Właściciele okazałych willi często skoszoną trawę wyrzucają za płot. Gdy im zwracamy uwagę, twierdzą, że to ktoś im podrzucił. Bardzo zanieczyszczone są obszary w pobliżu punktów skupu złomu. Złomiarze tuż przy nich oddzielają metale od elementów plastikowych, które po prostu zostawiają na miejscu. Rejony w pobliżu pojemników na odzież, których jest w dzielnicy coraz więcej, sprzątamy permanentnie. Są tacy, którzy wyciągają z nich to, co inni wrzucą, wybierają ubrania, które im się mogą przydać, a resztę zostawiają obok.

Co jeszcze, poza sprzątaniem, robicie w Wawrze?
– W zimie odśnieżamy chodniki prowadzące do przystanków komunikacyjnych, parkingi, przejścia dla pieszych. W lecie przycinamy gałęzie krzewów zawężających pasy drogowe, co notabene jest obowiązkiem właścicieli posesji, odsłaniamy znaki drogowe. Muszę podkreślić, że bardzo dobrze układa się w tym zakresie współpraca z Zakładem Gospodarowania Nieruchomościami oraz z wydziałem infrastruktury. Na zgłoszenia mieszkańców i firm przyjeżdżamy po niesprawne czy przestarzałe sprzęty, takie jak pralki, lodówki, zmywarki, telewizory, komputery, drukarki, monitory i po makulaturę. Wszystkie poddawane są recyklingowi w EKON-ie. Ta usługa jest szczególnie ważna dla osób starszych i samotnych, które nie mają samochodu i sił, żeby dostarczyć te sprzęty do punktów ich odbioru.

Ilu waszych ludzi pracuje na rzecz poprawienia stanu czystości w Wawrze?
– Dwudziestu, nie licząc mnie, kierowcy i trzech pracowników ZGN, przeszkolonych do posługiwania się piłami spalinowymi. Dziewięćdziesiąt procent moich pod- władnych pracuje na terenie Wawra od początku.

Jakie znaczenie ma dla nich ta praca?
– Nie do przecenienia. Są to ludzie niezupełnie zdrowi, z problemami neurologicznymi, chociaż sprawni fizycznie. Jedni są tacy od urodzenia, inni w wyniku chorób. Zarabiają najniższą krajową. Ale co najważniejsze, ta praca wyciągnęła ich z domów, z beznadziei, dała szansę przebywania z innymi, kontakt z przyrodą. Jest dla tych ludzi terapią. Dlatego liczymy, że i w następnych latach będziemy pomocni dzielnicy.

REKLAMA

REKLAMA