Szpital to zespół, a nie soliści

Nowa prezes Powiatowego Centrum Zdrowia w Otwocku to ciepła i otwarta osoba, z bogatym doświadczeniem medycznym i menadżerskim. Podstawy uzyskała w słynnym otwockim Liceum Medycznym nr 8, które, jak mówi, było dla niej trampoliną do zdobywania dalszej wiedzy. Nie zamierza wdawać się w lokalną politykę. Prywatnie jest mamą bliźniaków i fanką piłki nożnej. Razem z całą rodziną chodzą na mecze i kibicują Legii Warszawa. Jak sama mówi, dla niej najważniejszy jest człowiek.

rezes

Z JOANNĄ PAWLAK rozmawia Aleksandra Czajkowska

Długo się Pani zastanawiała, czy objąć stanowisko prezesa PCZ po Annie Sikorze, która została nagle zwolniona?
– Nie była to prosta decyzja, żeby zostać prezesem, zwłaszcza, że wszystko działo się bardzo szybko. Kiedy rada nadzorcza powołała mnie na to stanowisko, byłam jeszcze na urlopie. Moje pierwsze dwa dni jako prezes wcale nie były proste, lekkie i przyjemne, jednak mając doświadczenie i zdając sobie sprawę, jakie emocje towarzyszą zmianom, poradziłam sobie z tym. Nie wyobrażam sobie, że nie będziemy się często spotykać i rozmawiać z załogą PCZ. Na szczęście kończy się sezon urlopowy i wszystko powraca do normy. Bez lekarzy i pielęgniarek ten szpital nie istnieje, my musimy rozwiązywać wspólnie wątpliwe kwestie. Z perspektywy tych dwóch tygodni, odkąd jestem na stanowisku prezesa, spotkałam się z wyrazami sympatii i uznania załogi szpitala. Nie jestem związana z nikim politycznie i może to lepiej. Uwielbiam pracować, jestem rzemieślnikiem.

Dzięki temu, że nie jest Pani związana z żadną opcją polityczną, a ma zaplecze i doświadczenie medyczne, łatwiej było nawiązać kontakt z załogą szpitala?
– Pracuję w szpitalu od kwietnia br., zatrudniła mnie jeszcze pani prezes Anna Sikora. Odczuwam wyrazy tej sympatii, może też dlatego, że szybko nawiązuję kontakty, a dzięki temu, że mam przygotowanie merytoryczne do zawodu mam nadzieję, że jestem dla lekarzy partnerem do rozmów. Odbyłam spotkania z załogą i mimo psychicznego zmęczenia, jestem szczęśliwa, że mamy taki fantastyczny zespół. Zawsze w niego wierzyłam, tylko nikt nie chciał wyciągnąć potencjału z tego zespołu, a ja mam taki zamiar. Przez to, że się z tymi ludźmi rozmawia, oni przychodzą, otwierają się i mówią. Jest mi o tyle łatwiej, że od początku należę do środowiska medycznego. Skończyłam szkołę pielęgniarską, choć bez prawa wykonywania zawodu, bo poszłam dalej. Potem skończyłam analitykę medyczną, a następnie kolejne szczeble zarządzania. Pracowałam w różnych placówkach, ale cały czas w obszarze ochrony zdrowia.

Czyli ta nić porozumienia, kontaktu już się zawiązała?
– Od początku mieliśmy bardzo dobre relacje, bo nie wyobrażam sobie pracy jako anonimowy człowiek. Kiedy zostałam jeszcze przez panią prezes Sikorę wyznaczona do przeprowadzenia kontroli oddziałów, to poznałam wtedy tych wszystkich ludzi, rozmawiałam z nimi, znam ich bolączki i niepokoje, wiem czego nam brakuje, jakie nam stawiają wymagania. To teraz procentuje. Życzyłabym sobie, żeby nasze relacje były pozytywne i się umacniały, żeby ci państwo, którzy obdarzyli mnie kredytem zaufania, dali nam szansę i mnie wspierali. Tu nie ma miejsca dla solistów. Jesteśmy zespołem, który idzie w określonym kierunku, wyznaczając sobie strategię.

Jaka jest więc ta strategia na najbliższe miesiące?
– Cały czas analizujemy jeszcze dokumenty. Wszyscy wiemy, że sytuacja finansowa szpitala jest trudna, ale to się ciągnie już od jakiegoś czasu. Naszym podstawowym zadaniem jest ograniczenie powstawania długu. Są już podjęte pewne działania, żeby ograniczyć koszty i straty. Została przeprowadzona analiza wydatków zakładu opiekuńczo-leczniczego, wprowadzone ograniczenia, przerenegocjonowane kontrakty z lekarzami i tam już widzimy efekty zmian. Zawsze wychodzę z założenia i zawsze powtarzam, że nie ma złych pracowników, jest źle zorganizowana praca.

Widzi Pani ten problem także u nas w szpitalu?
– Tak, ale nie wszędzie. Ludziom trzeba dobrze zorganizować pracę. My w administracji jesteśmy od tego, żeby dać ludziom jak najlepsze narzędzia i możliwości do wykonywania swojej pracy. Gdyby to wszystko było poukładane, zupełnie inaczej by się pracowało, i do tego będziemy dążyć. W tej chwili trwają prace nad POZ-tami, ambulatorium specjalistycznym, stopniowo przechodzimy do oddziałów szpitalnych.

Długo może potrwać ten proces?
– Proces restrukturyzacji nie jest ani krótkotrwały, ani niekosztowny, bo z jednej strony rozwiązujemy umowy, ograniczając koszty osobowe, a z drugiej uzupełniamy braki personalne w określonych komórkach organizacyjnych. Żeby zrobić to dobrze i nikogo nie skrzywdzić, musimy to bardzo dokładnie analizować.

Jak wygląda sytuacja kadrowa w szpitalu? Czy potwierdza Pani, że w PCZ są zbyt wysokie pensje?
– Jeśli chodzi o przerost zatrudnienia, nie mogę tego powiedzieć o oddziałach. Mamy cały czas deficyt pielęgniarek, posiłkujemy się zewnętrzną firmą, która niesie ze sobą koszty. Naszym celem jest ich ograniczenie. Szukamy pielęgniarek do pracy, mały krokami uda się nam uzupełnić personel. Staramy się nie robić drastycznych ruchów w obszarze zwolnień, bo wiemy, z czym się to wiąże. Dla mnie bardzo istotny jest aspekt społeczny takiego przedsięwzięcia, bo pieniądze są ważne, ale człowiek jest najważniejszy.

Temu szpitalowi brakuje spokoju, ciągle obserwujemy personalne zmiany na najwyższych stanowiskach, co budzi niepokój.
– Dlatego apeluję za pośrednictwem mediów, żeby dać nam trochę oddechu medialnego, żeby zejść z nas. Cały czas czujemy ten oddech, niekoniecznie pozytywny, ale rozumiem, że problemy służby zdrowia, szpitala, dotyczą społeczeństwa, które chce o nich wiedzieć. Mimo to ponawiam apel o odrobinę wyciszenia, spokoju i przyglądania się z boku naszym działaniom. Nie odcinam się od mediów, chętnie będę się spotykać i rozmawiać, ale żeby widzieć efekty, potrzebny jest czas. Nie da się przeprowadzić restrukturyzacji w ciągu dwóch, trzech miesięcy. To jest kwestia roku. Ja nie jestem cudotwórcą. Mamy koncepcję, będziemy ją realizować, ale potrzebujemy czasu, spokoju i wyciszenia.

Mogłaby Pani zdradzić nam szczegóły tej restrukturyzacji?
– Nie zarzekam się, że nie będzie zmian personalnych, bo restrukturyzacja niesie ze sobą takie zmiany. Na pewno bardzo skrupulatnie będziemy jeszcze analizować umowy. Pan dyrektor medyczny ma pewne pomysły, które być może będziemy wdrażać, ale jak już wspomniałam, tutaj nie ma miejsca na solistów. Wszystkie propozycje zmian będą uzgadniane zespołowo w porozumieniu z prezesem i dyrektor ds. finansowych, bo jest on mózgiem całej operacji. Sprawa naszego PCZ jest trudna, ale nie niemożliwa.

Czy planuje Pani jakieś zmiany personalne na wyższych stanowiskach? Chodzi zwłaszcza o osobę dyrektora medycznego, który podobno nie cieszy się sympatią wśród załogi szpitala.
– Do mnie też docierają takie informacje. Generalnie ludzie, którzy robią zmiany, nie są lubiani. Zwłaszcza, że czasami podejmują niepopularne decyzje, które pracownikom nie muszą się podobać, ale nie ma możliwości, żeby wszyscy byli zadowoleni, kiedy zachodzi konieczność restrukturyzacji szpitala. My jesteśmy po to, żeby rozwiązywać problemy. Jeśli chodzi o kadrę zarządzającą, nie przewiduję na ten moment żadnych zmian. Jeżeli ktoś sam podejmie decyzję o odejściu, to będziemy rozmawiać. To nie jest jeszcze ten czas.

Był problem, jeśli chodzi o ordynatora oddziału wewnętrznego. Czy jest już powołana osoba na to stanowisko?
– Ordynator oddziału został wyłoniony w konkursie i od połowy sierpnia pełni swoje obowiązki. Ta osoba spełnia wszystkie warunki formalne. Rozwiązujemy z panią doktor na bieżąco problemy interny, jeśli chodzi o brak lekarzy. Obiecałam, że poruszę niebo i ziemię, żeby tu ściągnąć lekarzy, i jesteśmy na dobrej drodze. Pani doktor jest doskonałym fachowcem, cudownym człowiekiem, ciepłym, otwartym, której głęboko na sercu leży dobro tego szpitala. Nie wyobrażam sobie współpracy bez pani doktor, która jest doskonałym menadżerem tego oddziału. Doskonale współpracuje mi się też z naczelną pielęgniarek, która jest cudownym człowiekiem. Dzięki swojej osobowości, kulturze i doskonałemu przygotowaniu do zawodu jest wzorem dla innych.

Nie zapominajmy jednak, że poza oddziałem chorób wewnętrznych mamy jeszcze kilka innych oddziałów, na których też jest wiele obszarów do doskonalenia. Te oddziały są w lepszej sytuacji, bo są stabilnie zarządzane od kilkunastu lat. Pracują tam doskonali ordynatorzy, którzy z powodzeniem kierują tymi komórkami.

Z tego co Pani mówi wynika, że powinniśmy się cieszyć i być dumni, że mamy tak wspaniałą kadrę medyczną, fachowców wśród lekarzy i pielęgniarek. To w czym jest problem, że ten szpital wciąż ma problemy finansowe?
– Nie chcę tak daleko sięgać, bo rozdrapywanie ran i analizowanie, kto jest za to odpowiedzialny, nic mi nie da. Gdzieś były popełnione jakieś błędy, może źle zanalizowane inwes-tycje, może niekoniecznie dobrze podjęte decyzje, ale nie mnie to oceniać. Jest tu i teraz i na tym się skupiamy. Problemy są. Moim celem jest zejście w pierwszym etapie z długu, następnie osiągnąć bilansowanie, a potem zarabiać pieniądze.

A jak zarabiać, jaki ma Pani na to pomysł?
– Planujemy uruchomić komercyjne poradnie, które nie konfliktują z NFZ. Zamierzamy wykorzystać to, że za nazwiskiem lekarza idą pacjenci. Chcemy uruchomić różne rzeczy, które w dłuższej perspektywie dałyby nam jakiś grosz.

Jest Pani już po słowie z władzami powiatu, czy jakieś oczekiwania wobec Pani zostały złożone?
– Było takie spotkanie z panem starostą w którym uczestniczyli także dyrektor ds. medycznych i dyrektor ds. finansowych. Ustaliliśmy warunki naszej współpracy. Dokumenty, o które proszą władze powiatu, są na bieżąco przekazywane. Oczywiście, że zadają pytania kiedy, co i jak, ale ja nie jestem wróżką ani jasnowidzem i potrzebuję na to czasu. Skoro mnie powołali i dali mi szansę, to zamierzam ją bardzo dobrze wykorzystać. Chciałabym, żeby moja prezesura była bardzo transparentna. Będę wszystko wyjaśniać. Staram się podejmować takie decyzje, żeby brać pod uwagę aspekt społeczny, finansowy również, ale podkreślam, że ludzie to największy potencjał i największe dobro tego szpitala.

Ile czasu potrzeba, żeby te zmiany były widoczne?
– Pierwsze efekty zmian powinny być widoczne na początku przyszłego roku. Plusem zmiany na stanowisku prezesa PCZ było to, że nie przyszedł nikt z zewnątrz. Rada nadzorcza bardzo mądrze postąpiła, powołując osobę, która już tu pracowała. Ponieważ współpracowałam z prezes Sikorą dosyć blisko, pewne plany czy projekty znałam. Jest mi o tyle lżej, że nie wchodzę w coś nowego, jest kontynuacja. Jestem otwarta na poszukiwanie pieniędzy od lokalnych przedsiębiorców, na szukanie sponsorów, którzy by partycypowali w kosztach. Myślę, że wszystkim mieszkańcom leży na sercu dobro tego szpitala, a są wśród nich ludzie zacni. Zapraszam wszystkich do współpracy i wspierania nas. Czekamy na najdrobniejszy gest, bo dla mnie każdy, najmniejszy gest jest ważny.

Które z Pani poprzednich doświadczeń najbardziej przyda się w pracy w PCZ? Pracowała Pani w prywatnej klinice, ale też w Ministerstwie Zdrowia.
– Największy bagaż doświadczeń wyniosłam z zarządzania dużą prywatną kliniką w Warszawie – byłam tam kierownikiem całego oddziału. Pracę na tym stanowisku traktuje jako wyzwanie zawodowe. To jest kolejny szczebel tzw. kariery. Ale nie tyle chciałabym się spełnić osobiście, co zrobić coś dobrego dla ogółu. 20 lat temu w tym szpitalu odbyłam praktykę, kończąc Liceum Medyczne. Doszłam do stanowiska prezesa, mam podstawy, bo pracowałam jako pielęgniarka, w laboratorium, poznałam programy zdrowotne, później było Ministerstwo Zdrowia, więc znam specyfikę NFZ. To bardzo pomaga.

Czego Pani życzyć na najbliższe 100 dni?
– Spokoju medialnego, kredytu zaufania od władz samorządowych i czasu. Problem jest ogromny, jeśli chodzi o ten szpital, ale wierzę, że dzięki tak doskonałemu personelowi, jaki mamy: lekarzom, pielęgniarkom, personelowi zarządzającemu, jesteśmy wstanie to dźwignąć.

wywiad autoryzowany

REKLAMA

REKLAMA