Grosz do grosza i szafa gra

Pamiętacie słowa piosenki „Do grającej szafy grosik wrzuć, tylko jeden grosz…”? Albo taki kawał z brodą: przychodzi facet na stację benzynową i zagaduje: – Ile kosztuje kropla paliwa? – Nic. -To poproszę nakapać mi cały bak.

grosz1

Nie chcę być gorszy i zapytam czytelników: – Co to jest grosz czy pięć groszy? Nic? To poproszę nasypać mi worek! Najlepiej codziennie. Odbiorę w redakcji.

Śmieszne? Zależy dla kogo. Przecież niedokładne wydawanie reszty to stała praktyka polskich sklepów, w których notorycznie brakuje drobnych. Zjawisko zupełne nieznane w innych krajach. U nas normą jest tekst: – Będę panu winna grosz, dwa grosze albo pięć groszy… Tylko pytam, z jakiej racji? Czy dlatego, że komuś nie chciało się zaopatrzyć kasy w drobny bilon na początku dnia targowego? Czy tego bilonu tak rozpaczliwie brakuje, bo zamiast nim płacić, przetrzymujemy go w szufladach i słoikach?

Kiedyś zebrało mi się sporo drobnych. Poszedłem do banku z pytaniem, czy mi wymienią. – Oczywiście – odparła kasjerka. – Musi pan u nas kupić specjalne ruloniki na odpowiednie nominały monet, popakować i przynieść. Od transakcji pobieramy prowizję – dodała. No to wyszło mi, że jeszcze do tego dopłacę…

A może celowo nie ma drobnych w kasie w nadziei, że klient machnie ręką i sobie pójdzie? I tak z reguły robi. Tylko nie Wasz felietonista. Jako osoba złośliwa, cierpliwie czekam, aż ekspedientka wyda mi całą należność. Kolejka się pieni, wymyśla od skąpiradeł, współczuje nieszczęsnej i Bogu ducha winnej kasjerce. Ja również współczuję, tylko nie widzę powodów, żeby nabijać dodatkową kasę i tak już obłowionym właścicielom supermarketów. Nie przesadzam? Jakie to znowu pieniądze, te niewydane grosze? Warto walczyć? Co można za nie kupić? Pewnie, że nic. Ale zebrane razem to już co innego. Powiedzmy, że dziennie przewijają się przez duży sklep setki, nawet tysiące klientów, i niech każdy machnie ręką na pięć groszy. Ile mamy na końcu dnia? Setki złotych, a przez miesiąc – tysiące złotych. Do kieszeni firmy. Szafa gra!

Z jakiej racji? Grosze mogę odpuścić, gdy jest to drobny sklepik osiedlowy, źródło utrzymania rodziny, ale wielkim sklepom – nie ma mowy!

Innym przykładem robienia nas w konia są umowy podsuwane pod nos. Ostatnio Najwyższa Izba Kontroli prześwietliła umowy telekomunikacyjne i wyszło, że nawet rasowi prawnicy mają wielkie trudności z ich zrozumieniem. A co dopiero my, drobne żuczki?

Jednak umowy pisane można, czytając je pod lupą w towarzystwie profesora prawa, jakoś rozwikłać. Szafa grająca dawno znalazła na to sposób. Popularną praktyką jest telefonowanie do klienta z ustną ofertą. Panienka szczebiocze do słuchawki z prędkością karabinu maszynowego, mamiąc nas obietnicami, a jakże, niższych rachunków, wygody itp. Wszystko oczywiście dla naszego dobra. Taka jej rola, naganiać frajerów. Rozumiem to i grzecznie wysłuchuję, nawet wstępnie się zgadzam. Proszę tylko o jedno – żeby przysłała rzeczoną ofertę e-mailem.

W odpowiedzi cisza, potem niezręczne tłumaczenie. – Nie możemy, nie ma takiej praktyki, itd. itp. To ja wtedy bardzo dziękuję za zainteresowanie moją skromną osobą i rezygnuję. Wiem doskonale (i oni też to wiedzą), że gdy otrzymam ofertę na piśmie, będę miał czas ją przeczytać, a może i wziąć pod lupę, zaprosić znajomego prawnika. Szydło może wyjść z worka, szafa grająca się zatnie… Ale to nic, zaraz ruszy dalej. Grosz do grosza, ziarnko do ziarnka… Szaf grających jest bez liku – taka w Polsce ochrona konsumenta.

  • Ola Boga says:

    jeśli grosików żal, płaćmy kartą, wtedy obłowi się serwis obsługujący karty, i nie będą to raczej grosiki 😉

One thought on “Grosz do grosza i szafa gra”

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

REKLAMA

REKLAMA