El Guerrouj pokazał, że można

Dwa tygodnie temu MATEUSZ WYSZOMIRSKI zdominował Młodzieżowe Mistrzostwa Polski w Białymstoku. 22-letni lekkoatleta OKS Otwock zdobył dwa złote medale w biegach na 1500 i 5000 metrów. W Białymstoku tylko uczestniczka ostatnich Mistrzostw Świata w Pekinie, Sofia Ennoui, mogła pochwalić się podobnym osiągnięciem. O tym wielkim sukcesie i trudnej drodze do dwóch złotych medali z podopiecznym trener Bożeny Dziubińskiej rozmawia Marcin Suliga

wyszomirski

Oswoiłeś się już ze świadomością, że jesteś podwójnym złotym medalistą Mistrzostw Polski?
– Jeszcze trzy-cztery dni po powrocie do domu wciąż żyłem atmosferą mistrzostw, ale teraz emocje już opadły i dotarło do mnie to, co się stało. Jestem bardzo zadowolony z tych dwóch złotych medali i z tego, w jakim stylu udało się je wywalczyć.

Czy z tych dwóch złotych krążków któryś ma dla Ciebie większe znaczenie, biorąc pod uwagę na przykład czas poświęcony na przygotowania czy potencjał rywali, z którymi musiałeś się zmierzyć w trakcie biegu?
– Bieg na 5000 metrów był chyba zdecydowanie trudniejszy. Nie tylko z racji dystansu, ale przede wszystkim ze względu na rywali. Po mojej wygranej na 1500 metrów konkurenci za wszelką cenę starali się nie dopuścić do tego, abym znów stanął na najwyższym stopniu podium. Od początku postanowili narzucić mocne tempo, aby wykreować mojego najgroźniejszego rywala (chodzi o Andrzeja Rogiewicza – przyp. red.). Mnie to nie robiło różnicy. Udało mi się z nimi wygrać, i to w bardzo dobrym czasie. Ten start kosztował mnie jednak sporo sił, bo to był drugi tak mocny bieg
w ciągu dwóch dni.

Od początku plan Twojego startu zakładał występ w dwóch biegach. Jak podkreśla trener Bożena Dziubińska, żaden z nich nie miał być dodatkiem do drugiego, w obu celem było złoto. Czy po tym, jak wygra się jeden bieg, łatwo – w tej całej euforii, która towarzyszy zwycięstwu – znaleźć w sobie motywację do kolejnego startu?
– Myślałem o takiej sytuacji już dużo wcześniej. 1500 metrów było priorytetem, ale miałem świadomość, że w drugim biegu też muszę dać z siebie wszystko. Wiedziałem, że nie mogę powtórzyć błędu sprzed roku, kiedy po wygranej na 1500 metrów kolejnym występem zawładnęły emocje i nie był on tak udany, jak się tego spodziewałem. Starałem się to wszystko wyważyć czy ograniczyć. Udało mi się odpowiednio wyciszyć. W przeciwieństwie do zeszłego roku teraz zarówno przed pierwszym, jak i przed drugim startem nie było tak dużego stresu. Adrenalinę, która towarzyszyła tegorocznemu startowi, udało mi się rozłożyć na dwa biegi. Spokojnie przespałem obie noce i byłem gotowy do walki o zwycięstwo. Myślę, że wpływ na tę sytuację miał medal zdobyty przed rokiem. Fakt, że już go miałem, ograniczył stres i emocje.

W biegu na 1500 metrów mogło dojść do sytuacji, że na podium Mistrzostw Polski w jednej konkurencji stanie dwóch wychowanków OKS-u: Ty i Roman Kwiatkowski. O jego czwartym miejscu zadecydowały detale. Czy w trakcie takiego biegu jest czas, aby spojrzeć, jak idzie koledze, czy jest się skoncentrowanym wyłącznie na sobie?
– W trakcie biegu, a nawet przed nim, staram się skupić już wyłącznie na sobie. W Białymstoku na 10-15 minut przed biegiem próbowałem się oderwać od całego zamieszania i wyłączyć myślenie. Zresztą to chyba dotyczy wszystkich. Każdy stara się skoncentrować na sobie i przed startem, i w trakcie biegu.

A jak wygląda Wasza współpraca? Wspólne treningi z zawodnikiem, który jest zazwyczaj konkurentem do miejsca na podium, to bardziej zaleta czy wada?
– Jesteśmy z Romanem bardzo dobrymi kolegami. Nieźle się dogadujemy. A rywalizacja? Wiadomo jest, ale opiera się na zdrowych, czysto sportowych zasadach. Myślę, że fakt, iż obaj biegamy na podobnych dystansach, jest korzystny dla nas obu, choć są między nam spore różnice fizyczne, które zapewne sprawią, że w niedalekiej przyszłości rzadziej będziemy się mierzyć na bieżni. Roman jest zawodnikiem silniejszym, mocniej zbudowanym i jemu z pewnością będą bardziej pasowały biegi na średnich dystansach. Ja pewnie będę się ukierunkowywał na biegi dłuższe, np. 5000 metrów.

A dzielicie się jakoś spostrzeżeniami z biegów? Podpowiadacie sobie, na kogo zwrócić uwagę, gdzie który z Was popełnił błąd lub mógł zrobić coś lepiej, czy zdajecie się wyłącznie na trener Dziubińską?
– Jeśli pojawiają się jakieś spostrzeżenia lub ciekawostki, czy to treningowe, czy żywieniowe, to dzielimy się swoją wiedzą. Staramy się sobie pomagać, a nie przeszkadzać. We wszystkich jednak kwestiach ostatnie słowo zawsze należy do pani trener.

Czy po tych mistrzostwach zapadła decyzja na temat Twojej przyszłości i startów? Chodzi mi o to, czy nadal będziesz godził starty na dwóch dystansach, które, mimo że na pierwszy rzut oka na takie nie wyglądają, są od siebie tak różne, czy może będziesz się skupiał tylko na jednym dystansie?
– Zdecydowanie chciałbym łączyć te dystanse. Kariery wielu zawodników, jak choćby Hichama El Guerrouja (biegacz z Maroka, wielokrotny mistrz świata i olimpijski – przyp. red.) pokazały, że mimo wszystko można…

Ale to kosztuje wiele wyrzeczeń, a Ty przecież oprócz treningów masz jeszcze studia…
– To prawda, ale nie jest to rzecz niemożliwa do pogodzenia. Poza tym bieganie na tych dwóch dystansach daje mi pewną przewagę nad rywalami. To rywale musieli się martwić o tempo biegu. Ja mogłem spokojnie czaić się za ich plecami, unikać wiatru i czekać na odpowiedni moment, by zaatakować.

Właśnie zdobyłeś dwa złote medale Młodzieżowych Mistrzostw Polski, ale początek sezonu nie zapowiadał się optymistycznie. Rok zaczął się dla Ciebie bardzo źle.
– To prawda. Ten rok, tak samo jak poprzedni, zaczął się dla mnie fatalnie. Nic nie układało się po mojej myśli, a wszystko przez choroby, które trapiły mnie na początku sezonu. Jakby tak spojrzeć na liczbę infekcji, jakie dopadły mnie na początku roku, to może nie byłoby ich więcej niż startów, ale było ich naprawdę dużo. Wszystkie były dość poważne i kończyły się przyjęciem antybiotyków. Nie było to dobre dla organizmu, choć w okresie zimowym udało mi się niespodziewanie pobić rekord życiowy w biegu na 3000 metrów. W maju dopadła mnie angina i myślałem, że to już całkowicie przekreśli ten sezon, ale na szczęście udało się szybko wyzdrowieć i dojść do formy.

Ostatnie tygodnie przed występem w Białymstoku musiały być dla Ciebie nie tylko pracowite, ale także pełne obaw przed kolejną infekcją, która pewnie pokrzyżowałaby ten ważny występ. Zresztą choroba przekreśliła szanse na kwalifikacje do Mistrzostw Europy.
– Wyrobienie minimum na Mistrzostwa Europy to był mój priorytet w tym sezonie. Niestety, nie wyszło i trzeba było się skupić na Mistrzostwach Polski. Te ostatnie tygodnie przed startem były dla mnie faktycznie bardzo trudne. Cały czas gdzieś z tyłu głowy kołatały myśli, czy przypadkiem się nie przeziębię, czy nic się nie przytrafi.  Teraz już jednak wiem, co było przyczyną moich dolegliwości. Okazało się, że to kwestia nawracającego zapalenia migdałków. Wkrótce czeka mnie zabieg, który, mam nadzieję, zakończy wszystkie moje problemy i będę mógł się spokojnie przygotować do wszystkich zaplanowanych startów.

Twoja przygoda ze sportem nie zaczęła się od lekkiej atletyki. Jeśli dobrze pamiętam, pierwsza była piłka nożna.
– To prawda. Na początku trenowałem piłkę nożną w Mazurze Karczew pod okiem trenera Marcina Broniszewskiego.

Rozumiem, że teraz nie żałujesz decyzji o zmianie dyscypliny?
– To nie było do końca tak, że zamieniłem piłkę nożną na bieganie. Po prostu w pewnym momencie zakończyłem przygodę z piłką i przez blisko trzy lata – do momentu pójścia do liceum – nie zajmowałem się poważnie sportem. Lekkoatletą stałem się trochę z przypadku dzięki mojemu nauczycielowi – wuefiście z powołania Januszowi Kiełtyce. To on zaproponował trener Bożenie Dziubińskiej, abym u niej trenował, i tak to się zaczęło.

A jaki jest Twój plan na przyszły sezon?
– Mam nadzieję, że uda mi się wreszcie wyjść poza sferę występów w naszym kraju i wziąć udział w jakichś poważnych zawodach na świecie. O Igrzyskach Olimpijskich na razie nie myślę. Jestem realistą i zdaję sobie sprawę, że jeszcze daleko mi do poziomu zawodników branych pod uwagę do występu na olimpiadzie. Może przy kolejnej okazji.

REKLAMA

REKLAMA