W słodko-kwaśnym smrodzie

Nie ma to jak przebogata w smaki kuchnia orientalna! Kiedyś, dawno temu, „odkryłem” sos słodko-kwaśny. Raj w gębie! Co to ma wspólnego z Otwockiem? Zapewniam, że wiele! Tyle że nie ze wspaniałym smakiem, ale z ohydnym smrodem.

otwock jedzie

Ten odór atakuje nas szczególnie w upalne dni z dwóch stron. Słodki do obrzydlistwa z Karczewa i jego słynnej fabryki drobiu. Ciężkie fale snują się po całej okolicy od lat i nikt nie może temu zapobiec. Ile to już mędrców wypowiedziało się na ten temat, ileż razy wysłuchaliśmy zapewnień o montażu supernowoczesnych filtrów, które przerwą tę zmorę? A tu nic! Dalej śmierdzi jak śmierdziało, bo okazuje się, że w XXI wieku nie ma odpowiedniej technologii. Po prostu świat jeszcze nie wymyślił.
I dlatego musimy wąchać.

„Kurczaczkowy” smród jest jednak zefirkiem w porównaniu z drugą częścią otwockiego „sosu”. Ten kwaśny dosłownie zwala z nóg, normalny człowiek, mający jakikolwiek zmysł węchu, nie wytrzyma go. Kwaśno-zgniłe wapory zakażające okolicę wylęgają się z wysypiska w Świerku. Miało ono być lokalne,  tymczasem jest  wysypiskiem regionalnym „częstowanym” hojnie odpadami z okolic Warszawy. Przy- pomnę, że znaczną część udziałów w tym „biznesie” ma Miasto Otwock. Skoro w centrum miasta czuć tę wyjątkową „inwestycję”, to współczuję mieszkającym obok niego. Nie da się żyć! Liczbę protestów zdesperowanych ludzi można spisać na wołowej skórze. Odnoszą taki skutek jak mówienie do słupa.

Ostatnie marsze potwierdzają jednak, że nie da się sprawy zamieść pod dywan. Coraz bardziej zdajemy sobie sprawę, że zrobienie z naszej okolicy mazowieckiego śmietnika musi się spotkać z narastającym oporem. To fakt, że z problemem śmieci borykają się prawie wszystkie kraje, ale dla porównania u nas 85% odpadów komunalnych trafia na wysypiska, a np. u Niemców 65% jest utylizowana lub ponownie przetwarzana, reszta trafia do spalarni.

A jeśli już mowa o spalarni, to nie tak dawno próbowano nas poczęstować podobnym obiektem, tyle że sami inwestorzy nie mogli zapewnić, jak będzie funkcjonować, bo technologia miała być nowatorska, eksperymentalna itd. To ja dziękuję, wolę taką sprawdzoną, jaka jest w Niemczech. Zawsze musimy wyważać otwarte drzwi?

Na tle tych biadoleń jasną gwiazdą błyszczy niedawna wizyta w Otwocku delegacji jednej z chińskich prowincji, „aby poznać sposób stworzenia i utrzymania >>zielonego<< miasta w dużej aglomeracji”. Pomijając fakt, że aglomeracja warszawska liczy mniej mieszkańców niż przeciętne miasteczko w Chinach, z komunikatu Urzędu Miejskiego dowiadujemy się, że „delegacja udała się na teren otwockiej oczyszczalni ścieków, gdzie obejrzano m.in. generatory prądu. Chińczycy byli pod wrażeniem naszego zastosowania technologii odnawialnego źródła energii”. Z pewnością. Biedni Chińczycy zobaczyli cudo techniki… Dodam, że Chińczycy byliby jeszcze bardziej zaskoczeni, gdyby dowiedzieli się, że już bodaj 10 lat temu na łamach „LO” pisałem o wodach termalnych pod Otwockiem. Artykuł został potraktowany jako jakieś dziennikarskie bajdy i na tym się skończyło. Chińczycy z pewnością by to sprawdzili…

I tak to jest: Z dawnego uzdrowiska do wysypiska. Z sosnowych klimatów na zatykające smrody… Niezły zjazd. Za to wybitne osiągnięcie wszystkim, którzy przyłożyli do niego rękę (lista jest długa), proponuję nadać przynajmniej odznaczenie w postaci „Złotej sosenki”. Najlepiej na uroczystej akademii z okazji jubileuszu 100-lecia Otwocka.

REKLAMA

REKLAMA