Jestem kaleką przez sanitariusza

Wystarczyła chwila nieuwagi, żeby nieodpowiedzialny kierowca odebrał aktywnemu emerytowi radość życia. Edward Krzemiński, prezes związku kombatantów, przechodził przez pasy, gdy wjechał w niego 47-letni sanitariusz. Emeryt w ciężkim stanie trafił do szpitala. – Przez niego jestem kaleką, a sanitariusz prowadzący toyotę nawet nie zainteresował się moim losem – żali się pan Edward.

dziadzia11

Mimo swoich 90 lat Edward Krzemiński jeszcze do niedawna cieszył się pełnią życia. Był aktywnym mieszkańcem Otwocka, prezesem lokalnego Związku Kombatantów RP i Byłych Więźniów Politycznych. – Jeździłem na różne uroczystości, współorganizowałem wiele akcji patriotycznych – mówi prezes koła kombatantów. Niedawno prezydent Otwocka przyznał mu wyjątkowe odznaczenie – Złotą Sosenkę – za zaangażowanie w krzewieniu patriotyzmu wśród młodzieży.

– Przez brak wyobraźni sanitariusza straciłem zdrowie, jestem niepełnosprawny i już nigdy nie będę mógł aktywnie angażować się w życie miasta. Przez niego nie mogę nawet samodzielnie wyjść z domu – mówi ze łzami w oczach pan Edward.

Jego żona Krystyna też nie może pogodzić się z tym, co spotkało męża.

– Był zawsze pełen energii, a teraz z trudem porusza się o kulach. Cud, że przeżył ten wypadek – tłumaczy 85-letnia kobieta. Wystarczyło kilka sekund nieuwagi kierowcy z Otwocka, aby życie emeryta zamieniło się w koszmar.

Leżał na ulicy w kałuży krwi
Nic nie zapowiadało, że ten styczniowy piątek skończy się tak pechowo i wpłynie na resztę życia pana Edwarda. 10 stycznia 2014 r. emeryt planował odwiedzić swojego wnuka. – Późnym popołudniem wybrałem się do sklepu, żeby kupić mu jakiś upominek i coś słodkiego. Przechodziłem przez przejście dla pieszych na ul. Czaplickiego w Otwocku – wspomina Edward Krzemiński.

– Kiedy wchodziłem na pasy, rozejrzałem się, było bezpiecznie. Kiedy już przekraczałem przejście, uderzył we mnie rozpędzony samochód – wspomina z trwogą 90-latek. – Edward nie wracał, martwiłam się. Usłyszałam sygnał karetki pogotowia. Wiedziałam, że coś złego spotkało mojego męża. Poszłam przed sklep. Aż nogi się pode mną ugięły, kiedy zobaczyłam męża. Leżał na ulicy w kałuży krwi, był ranny w głowę – mówi pani Krystyna.

– Potem dowiedziałam się, że kierowca, który potrącił męża na pasach, to sanitariusz ze szpitala, który tego dnia bardzo śpieszył się do pracy. Sanitariusz, który jeździ jak pirat drogowy, raczej minął się z powołaniem – dodaje żona pana Edwarda. 90-latek był w ciężkim stanie i został przewieziony do szpitala. Czekała go długa hospitalizacja.

Sanitariusz śpieszył się do pracy
Na miejscu wypadku funkcjonariusze ustalili, że kierowca, który potrącił pana Edwarda, to Jarosław T., 47-letni mieszkaniec Otwocka, pracownik jednego ze szpitali. Mężczyzna nie zachował ostrożności, gdy dojeżdżał do oznakowanego przejścia dla pieszych przy ul. Czaplickiego. – Nie ustąpił również pierwszeństwa 90-letniemu pieszemu, który prawidłowo przechodził przez oznakowane przejście – tłumaczą policjanci. Jarosław T. tłumaczył stróżom prawa, że się śpieszył, ale jechał zgodnie z przepisami. Był trzeźwy. Mężczyzna przyznał się do potrącenia emeryta i dobrowolnie poddał karze.

Sąd Rejonowy w Otwocku skazał sanitariusza na karę dziewięciu miesięcy w zawieszeniu na dwa lata. Oprócz tego wymiar sprawiedliwości zasądził grzywnę w wysokości 2 tys. zł. Na tym sprawa się zakończyła. Ale nie dla emeryta.

– Wypadek może przytrafić się każdemu kierowcy, ale mam żal do Jarosława T. o to, że nie zainteresował się moim zdrowiem ani tym, ile cierpienia i bólu mi przysporzył, a także ogromnych wydatków związanych z leczeniem – żali się emeryt.

Fortuna na leczenie
Edward Krzemiński doznał licznych obrażeń ciała, m.in. w postaci wielu urazów i ran głowy, złamanej miednicy, wieloodłamowego złamania prawej nogi, a także obrażeń w okolicy prawego ramienia. – Miałem nadzieję, że po kilku miesiącach obrażenia zagoją się i będę mógł normalnie funkcjonować i działać aktywnie jak dotychczas. Stało się jednak inaczej. Czekała mnie długa walka o zdrowie i rehabilitacja – mówi pan Krzemiński, który prawie rok leczył się w szpitalach i innych ośrodkach zdrowia. – Wydaliśmy ponad 20 tys. zł na to, aby przywrócić tacie chociaż część zdrowia – mówi Grażyna, córka pana Edwarda.

– Wiele leków nie było refundowanych, więc musieliśmy je sami kupować, m.in. leki zawierające substancje na przyspieszenie gojenia kości. Ten medykament kosztował nawet kilkaset złotych miesięcznie. Tata przebywał przez pewien czas w ośrodku pielęgnacyjno-rehabilitacyjnym. Miesięcznie kosztowało nas to ponad 1600 zł. Leczenie przyniosło skutek, ale tata nie odzyskał sprawności, bo prawa noga i ręka do dzisiaj nie są w pełni sprawne. W codziennych sprawach tata  potrzebuje pomocy, porusza się przy pomocy kul, ma kłopoty z wymową – wylicza kobieta.

Bój o odszkodowanie
– Czekałem w szpitalu na kierowcę, który mnie potrącił, bo liczyłem, że chociaż raz mnie odwiedzi i zapyta, jak się czuję, ale on zupełnie nie przejął się moim losem. Skontaktował się tylko raz ze szpitalem, aby sprawdzić, czy przeżyłem wypadek – mówi ze łzami w oczach Edward Krzemiński. – Ani razu mnie nie odwiedził, a ja chciałem z nim porozmawiać o tym, co się stało, usłyszeć jego wyjaśnienia, ale on nigdy nie przyszedł – powtarza smutno pan Edward.

Żona Jarosława T. jest innego zdania. – To nieprawda, że męża nie interesowało, co się dzieje z panem Edwardem. Obydwoje dowiadywaliśmy się, co dzieje się z potrąconym mężczyzną – zapewnia żona sprawcy wypadku. – To zdarzenie bardzo odbiło się na naszej rodzinie. Dla nas to także tragedia, którą przeżywamy do teraz. Przecież to był nieszczęśliwy wypadek – dodaje roztrzęsiona kobieta.

Pan Edward stracił już nadzieję, że odzyska zdrowie. – Nie szukam zemsty za to, co się stało. Sąd wydał w tej sprawie wyrok i nie chcę go kwestionować, ale chcę, aby sprawca wypadku zwrócił mi koszty leczenia i zrekompensował straty zdrowotne – tłumaczy emeryt.

Apelacja do sądu okręgowego
Witold Lewczuk, mecenas pana Edwarda, złożył do Sądu Okręgowego Warszawa-Praga apelację w sprawie wyroku, który niedawno zapadł w Otwocku. – Kara za obrażenia, które spowodował Jarosław S., jest rażąco niska, dlatego złożyliśmy apelację w kwestii obowiązku naprawienia szkody, a także wypłacenia zadośćuczynienia – mówi Witold Lewczuk.

Niewykluczone, że sprawa trafi do sądu cywilnego, bo strony nie mogą się porozumieć. Żona Jarosława T. podkreśla, że rodzina pana Edwarda odrzuciła propozycję przyjęcia wypłacenia pieniędzy z ich ubezpieczenia. – Nie chcieli pieniędzy od naszego ubezpieczyciela, a teraz domagają się odszkodowania? – zastanawia się żona Jarosława T.

Córka Krzemińskiego mówi wprost, że koszty leczenia okazały się bardzo duże. – Na wszystko mam dokumenty potwierdzające wydatki. Nie spodziewałam się, że sprawa będzie miała taki obrót i że tata nie odzyska sprawności. Przez sanitariusza mój tata nie może już cieszyć się życiem tak jak kiedyś – kończy pani Grażyna.

Kontakt

05-400 OTWOCK, ul. Górna 9
tel./fax 22 710 12 10
tel. 22 710 0 999
e-mail: redakcja@linia.com.pl