Samochód wjechał mi do sypialni!

Potworny huk spowodował, że zerwał się na równe nogi. Ze ścian runęły cegły, było mnóstwo kurzu. Pan Wincenty, przekonany, że przyśnił mu się najczarniejszy z koszmarów, dopiero po chwili zrozumiał, że to dzieje się naprawdę. Jego dom zamienił się w ruinę, a w ścianie jego sypialni tkwił samochód. Pijany kierowca omal nie zabił jego i żony. Wystarczyło, żeby szybciej jechał…
Mocno spałem, gdy mój dom zatrząsł się w posadach i na głowę spadały mi cegły i fragmenty ściany. W ostatniej chwili zasłoniłem się rękami – wspomina Wincenty Czarnowski
Mocno spałem, gdy mój dom zatrząsł się w posadach i na głowę spadały mi cegły i fragmenty ściany. W ostatniej chwili zasłoniłem się rękami – wspomina Wincenty Czarnowski

Wincenty Czarnowski i jego żona, którzy mieszkają w ładnym domu w Dyzinie w gminie Celestynów, mogą mówić o prawdziwym szczęściu. Małżeństwo mieszka przy głównej drodze prowadzącej przez wieś.

– Nasz dom położony jest w pechowym miejscu – na rozwidleniu drogi – tłumaczy pan Wincenty. – Asfaltowa droga prowadzi przez wiele wsi, m.in. przez sąsiednie Jatne. Na rozwidleniu, gdzie stoi nasz dom, trzeba skręcić w prawo, na Dyzin i Glinę, lub w lewo, kierując się na Celestynów. Kierowca zamiast skręcić, pojechał na wprost i staranował ogrodzenie, przebił się przez ścianę i prawie wpadł mi do łóżka. Cud, że żyję – wspomina z trwogą mężczyzna.

Pijany wracał do domu
W niedzielny wieczór, 25 października 28-letni Maciej D., mieszkaniec Dyzina, dobrze się bawił i pił alkohol. Mężczyzna nie miał prawa jazdy, ale nie przeszkadzało mu to wsiąść za kierownicę renaulta. – Wiele razy zdarzało mu się prowadzić samochód pod wpływem alkoholu. Do tego nie miał prawa jazdy, ale on to lekceważył i nic sobie nie robił z uwag mieszkańców wsi – mówi mieszkająca w Dzyzinie pani Beata.

Wieczorem Maciej D. szalał po drogach. Około godz. 21, znudzony brakiem wrażeń, wracał do domu. Jechał przez Jatne. Przy drodze zauważył autostopowicza, który machał, żeby kierowca się zatrzymał. 28-latek zabrał mężczyznę, aby mieć towarzystwo w drodze powrotnej. Maciej D. docisnął pedał gazu. Daleko jednak nie zajechał. Kilka kilometrów dalej, na rozwidleniu drogi, zamiast skręcić, pojechał prosto. Auto wypadło z drogi, przebiło ogrodzenie i z hukiem wpadło do sypialni pana Wincentego, pogrążonego w głębokim śnie we własnym łóżku…

Wpadł do sypialni
Około godz. 21 budynkiem wstrząsnęło potężne uderzenie.

– Moja żona siedziała na fotelu i wykonywała jakieś robótki ręczne. Ja już mocno spałem, gdy mój dom zatrząsł się w posadach i na głowę spadały mi cegły i fragmenty ściany. W ostatniej chwili zasłoniłem się rękami i wyskoczyłem z łóżka. Niewiele brakowało, abym zginął pod ceglanymi blokami, które oderwały się od budynku – wspomina roztrzęsiony pan Wincenty. – W całym pokoju leżały cegły i różne fragmenty uszkodzonego domu. Po chwili zorientowaliśmy się z żoną, że w ścianie jest gigantyczna dziura, a w niej samochód – dodaje 65-letni mieszkaniec Dyzina.

Cud, że żyję
Z rozbitego renaulta wytoczył się Maciej D. i autostopowicz, którego kilka minut wcześniej zabrał z drogi. Kierowca przecierał oczy ze zdumienia i nie wierzył w to, co się stało. – Mogłeś mnie zabić! – krzyczał pan Wincenty do kierowcy, którym okazał się jego sąsiad.

A skołowany Maciej D. z niedowierzaniem przyglądał się autu wciśniętemu w ścianę budynku. Na miejscu pojawiły się służby ratunkowe. Na szczęście pan Wincenty nie odniósł poważniejszych obrażeń. – Miałem wielkiego guza na czole i lekko zranioną rękę, którą osłaniałem się przed spadającymi cegłami. To cud, że żyję – mówi 65-latek.

Surowa kara dla sąsiada
Miejsce zdarzenia zabezpieczyła straż pożarna. 13 strażaków wyciągało uszkodzony samochód z budynku – mówi st. asp. Maciej Łodygowski z otwockiej straży pożarnej. Natomiast policja zajęła się kierowcą auta.

– Okazało się, że mężczyzna jechał pod wpływem alkoholu. Miał ponad 1,5 promila i nie posiadał prawa jazdy – mówi komisarz Jarosław Sawicki z Komendy Powiatowej Policji w Otwocku. Sprawą zajęli się policjanci z Celestynowa.

Decyzja o karze dla pijanego kierowcy zapadła bardzo szybko, zwłaszcza że Maciej D. był już wcześniej notowany za jazdę po pijaku.

– Mężczyzna był zatrzymywany i karany za prowadzenie pojazdu pod wpływem alkoholu. Za to stracił prawo jazdy. Dlatego teraz funkcjonariusze i prokurator wnioskowali do otwockiego sądu o wymierzenie surowszej kary – tłumaczy komisarz Sawicki.

Maciej D. otrzymał dożywotni zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych. Oznacza to, że nie może jeździć samochodem, rowerem, a nawet motorówką. – Poza tym sąd zdecydował, że mężczyzna przez rok będzie musiał pracować społecznie przez 40 godzin miesięcznie – dodaje komisarz.

Walczę o solidne barierki przed domem
– Maćka znam od dziecka. To dobry człowiek, ale nie powinien wsiadać za kierownicę pod wpływem alkoholu – tłumaczy pan Wincenty.
– Wiele razy mówiłem mu, żeby uważał, ale on nie chciał słuchać. Przepraszał mnie za to, co zrobił, ale przecież w niedzielną noc mógł mnie zabić. Wtedy ja trafiłbym na cmentarz, a on do więzienia. Mam nadzieję, że Maciek wreszcie się opamięta, bo kiedyś doprowadzi do tragedii – ostrzega 65-latek. I przypomina sobie inną sytuację sprzed około trzech lat. – Wtedy też inny sąsiad wpadł mi samochodem do sypialni, ale na szczęście w domu nikogo nie było – mówi mieszkaniec Dyzina.

– Dziurę załatałem i niedawno zakończyłem gruntowny remont pomieszczenia. Długo się nim nie cieszyłem, bo w niedzielę wszystko się powtórzyło i znowu czeka mnie remont. Tym razem większy, bo dziura w ścianie jest od podłogi prawie aż do sufitu – tłumaczy pan Wincenty.

Na razie nie wiadomo, czy dom będzie nadawał się jeszcze do zamieszkania. Ocenia to nadzór budowlany. Półżartem pan Wincenty dodaje, że może to najwyższy czas, aby przestawić łóżko w inną część domu.

– Co z tego, że przeniosę sypialnię gdzie indziej, skoro samochody i tak będą wpadać mi przez ścianę do domu. Od dawna razem z żoną walczymy w Zarządzie Dróg Powiatowych o to, aby na rozwidleniu drogi postawić solidne barierki, ale ciągle nam odmawiają. Mam nadzieję, że teraz to się zmieni, bo kolejnego uderzenia samochodu w budynek mogę nie przeżyć – tłumaczy przerażony pan Wincenty.

REKLAMA

REKLAMA