Gra w zielone

Parkujesz na rozjeżdżonym, piaszczystym poboczu, a tu mandat! Okazało się, że ten skrawek błota to trawnik, a ty niszczysz zieleń! Czy słusznie cię ukarano? No właśnie… Przepis jest jednoznaczny, choć, jak się okazuje, wszystko zależy od interpretacji i… humoru strażnika miejskiego. Taka przygoda przytrafiła się naszemu Czytelnikowi.
W Otwocku pełno jest rozjeżdżonych trawników.  Z drugiej strony miejsc parkingowych jest zdecydowanie za mało
W Otwocku pełno jest rozjeżdżonych trawników. Z drugiej strony miejsc parkingowych jest zdecydowanie za mało

Ja rozumiem, że karze się kierowców, którzy rozjeżdżają trawniki, ale jeśli w miejscu pasa zieleni jest tylko piach czy błoto, o mandacie nie może być mowy! – irytuje się nasz Czytelnik „przydybany” przez straż miejską na jednej z otwockich ulic.

Co o takich przypadkach mówią przepisy?„Kto na terenach przeznaczonych do użytku publicznego niszczy lub uszkadza roślinność lub też dopuszcza do niszczenia roślinności przez zwierzęta znajdujące się pod jego nadzorem albo na terenach przeznaczonych do użytku publicznego depcze trawnik lub zieleniec w miejscach innych niż wyznaczone dla celów rekreacji przez właściwego zarządcę terenu, podlega karze grzywny do 1 000 zł albo karze nagany.” Tyle w tym temacie mówi art. 144 Kodeksu Wykroczeń. Jednak kodeks kodeksem, a życie życiem.

Nie bądźmy jeleniami
– Parkowałem przed Adrią, tam jest taki „pas zieleni”, na którym nic nie rośnie od lat. Straż miejska, która ma tam kamerkę, regularnie szuka naiwnych jeleni i wlepia mandaty wszystkim, którzy się nawiną. I ludzie zazwyczaj płacą, statystyki rosną. Trafiło też na mnie, ale ja sprawdziłem, że nic mi za to zrobić nie mogą. Znalazłem przykłady podobnych precedensów w innych miastach – przecież żadnej roślinności nie zniszczyłem, skoro jej tam nie było! Poszedłem do strażników, ale nie musiałem nawet dyskutować, bez słowa i grzecznie anulowali mi mandat. Jak dla mnie przyznali w ten sposób, że wystawili go bezpodstawnie. Większość osób jednak płaci – opowiada czytelnik.

Anuluje tylko sąd
W Straży Miejskiej poinformowano nas, że interpretacja czytelnika odbiega istotnie od faktów. Znajdujący się wzdłuż drogi pas zieleni pozostaje nim w świetle przepisów nawet wówczas, gdy nic tam nie rośnie i parkowanie tam podlega karze.

W tych miejscach bezwzględnie nie można parkować, ale o tym, czy za ten czyn karać, czy nie, decyduje strażnik, rozważając każdy przypadek indywidualnie. Możemy nałożyć mandat, skierować sprawę do sądu lub zastosować samo pouczenie. To, co znalazł, zapewne za wycieraczką, ten kierowca, to nie był mandat, lecz wezwanie do stawienia się u nas i, jak widać, strażnik zdecydował się go tylko pouczyć. Mandatu, gdyby był już wystawiony, nie mógłby anulować, bo to może zrobić tylko sąd – podkreśla Dariusz Sokół, komendant otwockiej Straży Miejskiej.

Jego słowa potwierdza policja. – Kierowcy powinni się nauczyć, że na pasach zieleni się nie parkuje, nawet jak nic na nich nie rośnie. Chodzi o wyrobienie tego odruchu, inaczej trudno będzie coś zmienić. Jednak to zarządca drogi musi zadbać o jej wygląd i estetykę. Przecież taki rozjeżdżony trawnik można zabezpieczyć, obsiać na nowo i nie będzie dylematów takich jak w tej sytuacji i innych podobnych przypadkach. My rozumiemy ich złożoność i często stosujemy tylko pouczenie, licząc na to, że kierowca wyciągnie na przyszłość wnioski i nie będzie powtarzał wykroczenia – wyjaśnia podinsp. Anna Dydek, naczelnik Wydziału Ruchu Drogowego w Komendzie Powiatowej Policji w Otwocku.

Od autora:
  • Wyrabiajmy dobre nawyki
    Temat jest złożony i budzi kontrowersje, a punkt widzenia jest zależny od „punktu siedzenia”. Jest też powszechny, dotyczy większości miast
    i wsi, również w powiecie otwockim. Z jednej strony niemal wszędzie miejsc parkingowych dramatycznie brakuje i czasami kierowcom puszczają nerwy, tracą cierpliwość i parkują, gdzie się da, ryzykując otrzymanie mandatu. Oczywiście nie wszyscy mają moralne dylematy, wielu po prostu ładuje się na każde wolne miejsce, czy coś tam rośnie, czy nie.
    I to jest ta druga strona, moim zdaniem, ważniejsza. Trudno obojętnie patrzeć na rozjeżdżone trawniki. Niewątpliwie kierowców trzeba przede wszystkim edukować, wyrabiać w nich dobre nawyki. Czy odpuszczanie im, nienakładanie mandatu przynosi ten efekt? „Ludzka twarz” funkcjonariuszy oczywiście może cieszyć, są niewątpliwie kierowcy, którzy z takiej sytuacji wyciągną wnioski, nie powtórzą błędu, ale obawiam się, że większość tylko zatrze ręce i pomyśli „a to frajerzy, znów mi się upiekło!”.
    Temida nie zawsze musi być ślepa, jednak najpewniejszym sposobem jest wymaganie od kierowców absolutnego szacunku dla zieleńców, bo kto raz i drugi zaparkuje na rozjeżdżonym pasie, kto wywinie się od kary, ten w końcu wjedzie beztrosko i na żywy trawnik. I też znajdzie na to jakąś wymówkę. Niestety, choć zazwyczaj towarzyszy mi optymizm, w kwestii zmiany mentalności Polaków jestem raczej pesymistą. Co zatem robić? Jest taki sposób – wydawałoby się, że najprostszy – odtworzyć trawniki i po prostu dbać o nie, zabezpieczać przed samochodami. Czy odpowiedzialni za te sprawy ludzie w urzędach i zarządach dróg podejmą jednak tę „mission impossible”?
  • Michał says:

    cyt:. „bo kto raz i drugi zaparkuje na rozjeżdżonym pasie, kto wywinie się od kary, ten w końcu wjedzie beztrosko i na żywy trawnik.” Bardzo ciekawe sprowadzenie wszystkich kierowców do jednego mianownika… Pogratulować dziennikarskiego obiektywizmu.

One thought on “Gra w zielone”

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

REKLAMA

REKLAMA