Od rodziny ofiary chciał 50 tysięcy

Bezczelność nie zna granic! Mariusz N., przez którego na drodze zginęło dwoje ludzi, znów stanął przed sądem. Skazany na 12 lat więzienia za śmiertelne potrącenie w Czarnówce 13-letniego Patryka poczuł się urażony. Dotknęły go słowa Jolanty Kubuj, siostry mężczyzny, który był pierwszą śmiertelną ofiarą wypadku z jego udziałem. Domagał się od kobiety nie tylko przeprosin, ale również 50 tys. zł odszkodowania!
Mariusz N. nie dostanie odszkodowania od siostry Aleksandra Włodarczyka
Mariusz N. nie dostanie odszkodowania od siostry Aleksandra Włodarczyka

Wypadek, który Mariusz N. spowodował w grudniu 2013 r. w Czarnówce, to jedna z najgłośniejszych tragedii ostatnich lat. Prawie dwa lata temu 36-letni mieszkaniec Otwocka śmiertelnie potrącił 13-letniego Patryka i uciekł za granicę. Szybko wyszło na jaw, że kilka lat wcześniej mężczyzna został skazany za niemal identyczne przestępstwo. 5 października 2002 r. śmiertelnie potrącił 51-letniego Aleksandra Włodarczyka, mieszkańca Karczewa, który jechał na rowerze jedną z otwockich ulic. Wtedy Mariusz N. także uciekł z miejsca zdarzenia. Jednak po 48 godzinach zgłosił się na policję.
Aleksander Włodarczyk nie przeżył wypadku. Teraz siostrę tego rowerzysty, Jolantę Kubuj, skazany odsiadujący karę 12 lat więzienia pozwał za wypowiedzi, jakich niedawno udzieliła mediom. Mariusz N. poczuł się urażony jej słowami i wytoczył kobiecie proces o naruszenie dóbr osobistych, żądając przeprosin i odszkodowania w wysokości 50 tys. zł. Proces rozpoczął się na początku lipca. W piątek, 6 listopada zapadł wyrok w tej sprawie.

Urażony słowami siostry pierwszej ofiary
W grudniu 2013 r. wszystkie mediach obiegło zdjęcie Mariusza N., który był poszukiwany przez policję.

– Kiedy zobaczyłam zdjęcie, zamarłam. To był ten sam mężczyzna, który śmiertelnie potrącił mojego brata. Od wypadku minęło 13 lat, a trauma, którą wtedy przeżywałam, wróciła. Dla mnie to był kolejny cios – tłumaczy rozżalona Jolanta Kubuj, mieszkanka Otwocka. – Podczas rozmów z mediami przedstawiałam informacje mogące pomóc znaleźć sprawcę wypadku, w którym zginął 13-letni Patryk. Nie chodziło mi o to, by zdobyć rozgłos. Wszystkie informacje, których udzieliłam podczas rozmów z mediami, były tymi samymi informacjami, które usłyszałam na sali sądowej podczas procesu, tak, jak je zapamiętałam, nic sobie nie wymyśliłam – dodaje siostra Aleksandra Włodarczyka.

Występując na antenie telewizji kobieta miała zasłoniętą twarz i zmieniony głos. Powiedziała wtedy m.in., że Mariusz N. jechał z dużą prędkością, że po wypadku zatrzymał się tylko po to, aby pozbierać części samochodu, a także że nie wyraził żadnej skruchy. Właśnie te słowa uraziły Mariusza N. Jego zdaniem sąd, który przed laty skazał go za śmiertelne potrącenie rowerzysty, uznał, że jechał z prędkością 68 km/godz., a także, że nie ma dowodów na to, że zatrzymał się po to, by pozbierać części, które odpadły od auta. Mariusz N. twierdzi, że wyraził skruchę, przepraszając żonę 51-latka i jego troje dzieci. Sprawca wypadku wytoczył proces siostrze swojej pierwszej ofiary, domagając się od niej przeprosin i odszkodowania, bo, jak twierdził, pozwoli mu to „dojść do siebie”.

Wytykali go palcami i źle pisali o nim w internecie
Na początku lipca 2015 r. w sprawie odszkodowania rozpoczął się proces przed Sądem Okręgowym Warszawa-Praga. Mariusza N. na rozprawę z więzienia w Siedlcach przywiozła policja. Zeznawał w kajdankach.

Zdaniem skazanego Jolanta Kubuj w swoich wypowiedziach  przesądziła o jego winie. Zarzucał jej, że już na etapie procesu sprzed 10 lat była do niego źle nastawiona, ale teraz jej negatywna postawa wobec mężczyzny nie jest uzasadniona.

– Spotkałem się z wrogością, słyszałem niecenzuralne wypowiedzi na swój temat! – żalił się Mariusz N. podczas rozprawy sądowej. – Wiele osób się ode mnie odwróciło – dodał.

Jednak kiedy sąd dociekał, o jakie osoby chodzi, recydywista nie potrafił wyjaśnić. – Nie wiem, bo nie mam z nimi kontaktu – mówił mieszkaniec Otwocka. Próbował przekonać sędzię, że on też jest ofiarą. – Czuję się pokrzywdzony tymi informacjami. Spotkałem się z wrogością wielu osób, słyszałem i czytałem na swój temat niecenzuralne wypowiedzi – tłumaczył Mariusz N.

 – Czy nie sądzi pan, że te złe komentarze mogły być spowodowane jednak czymś innym? – zapytała sędzia Elżbieta Wiatrzyk-Wojciechowska. Dwa wypadki, w których zginęły dwie osoby, i dwukrotna ucieczka z miejsca zdarzenia mogły być wystarczającym powodem negatywnych komentarzy. Mariusz N. nie zgodził się z tym. Jego zdaniem wszystkiemu winne były słowa siostry 51-latka, która – jak stwierdził – przedstawiła go w złym świetle. – Pisano o mnie w internecie i mówiono w telewizji. Twierdzono, że jestem nie wiadomo kim. Spotykałem się z przypadkami wrogości – wyliczał sprawca dwóch śmiertelnych wypadków.

– Dlaczego domaga się pan 50 tys. zł, a nie np. 30 tys. zł? – dociekał sąd. – Nie wiem, tak to zostało przyjęte – odpowiedział skazany.

Mecenas Mariusza N. stwierdził, że Jolanta Kubuj skazała go na ostracyzm społeczny, dlatego powinna zapłacić mu 50 tys. zł odszkodowania, i że jest to kwota adekwatna. Kobieta jednak przypomina wyrok za spowodowanie wypadku jej brata, który zostawił żonę i trójkę dzieci. Wtedy sąd skazał go na 2,5 roku więzienia, a także nakazał wypłacić rodzinie ofiary zadośćuczynienie w wysokości… 5 tys. zł. Mariusz N. zapłacił, ale tylko dlatego, że wyegzekwował to komornik. Natomiast rodzice Patryka za śmierć dziecka nie dostali ani złotówki.

Mariusz N. nie dostanie odszkodowania
– Żądania Mariusza N. są absurdalne – mówiła Jolanta Kubuj. Jej mecenas stwierdził, że być może gdyby nie wywiad, którego udzieliła, wyrok w sprawie wypadku w Czarnówce by nie zapadł, a pan powód cieszyłby się szusowaniem we francuskich Alpach.
Po burzliwych trzech rozprawach wyrok zapadł w piątek, 6 listopada. Sąd nie miał wątpliwości. Stwierdził, że Jolanta Kubuj nie musi płacić Mariuszowi N. odszkodowania, bo swoimi wypowiedziami dla mediów nie naruszyła jego dóbr osobistych. Dlatego sąd w całości oddalił pozew Mariusza N.

– Wypowiedzi pozwanej nie były nieprawdziwe – uzasadniał wyrok sąd. I krok po kroku wykazał, dlaczego Jolanta Kubuj nie złamała prawa. Sąd stwierdził, że kobieta mogła udzielić emocjonalnej wypowiedzi, zaś Mariusz N. przekroczył dozwoloną prędkość o prawie 20 km/h na godz. Prawdą było też, że mieszkaniec Otwocka dobrowolnie nie zapłacił kwoty zasądzonej w wyroku, a jedynie jej część. Pozostałe pieniądze musiał ściągnąć komornik.

– Dowodem na to są akta postępowania egzekucyjnego – podkreślała sędzia Elżbieta Wiatrzyk-Wojciechowska. Sąd uznał, że to nie słowa kobiety, lecz postępowanie Mariusza N. spowodowało lawinę negatywnych komentarzy w opinii publicznej. Sąd zwrócił również uwagę na to, że zdjęcia z wizerunkiem mieszkańca Otwocka i informacje o sprawie były publikowane jeszcze przed wywiadem, którego udzieliła Jolanta Kubuj.

Mariusz N. nie tylko nie dostanie 50 tys. zł od siostry Aleksandra Włodarczyka, ale musi również zwrócić 2,7 tys. zł, jakie siostra rowerzysty musiała wydać, aby bronić się przed sądem. – Na razie jednak mecenas Mariusza N. zapowiedział, że odwoła się od decyzji sądu. Dopiero po uprawomocnieniu się wyroku będzie można domagać się zwrotu kosztów procesowych – zastrzegła Joanna Adamowicz z Sądu Okręgowego Warszawa-Praga.

Powinien się wstydzić
Mieszkańcy Otwocka są zbulwersowani tym, że Mariusz N. poczuł się urażony słowami siostry mężczyzny, którego śmiertelnie potrącił na drodze. – To kompromitujące, że wytoczył proces o taką „duperelę”. Powinien się zastanowić nad tym, co zrobił, a nie domagać się odszkodowania od rodziny zmarłego, którego zabił na drodze – mówią zgodnie mieszkańcy Czarnówki, gdzie zginął w 2013 r. Patryk.

Jolanta Kubuj dodaje:

– Moi rodzice długo czekali na to, aż sprawca wypadku, w którym zginął mój brat, wyrazi skruchę i przeprosi. Nigdy się nie doczekali. Obydwoje zmarli niedługo po tym, jak pochowaliśmy Aleksandra. W ciągu dwóch lat straciłam najbliższych, zostałam sierotą. A teraz musiałam przed sądem rozdrapywać stare rany, przeżywać tę tragedię jeszcze raz. Do tego musiałam stanąć twarzą w twarz z człowiekiem, który zabił mi brata tylko dlatego, że sprawca tej tragedii poczuł się urażony moimi słowami! – żali się siostra Aleksandra Włodarczyka.

REKLAMA

REKLAMA