Wypasione lisy pod ostrzałem

Mieszkańcy Bolesławowa, Czarnówki i okolicznych wsi mogą chyba odetchnąć z ulgą. Lisy, które panoszyły się na ich posesjach, przychodziły do kurnika jak do stołówki i nie dały się przepędzić, zostały przechytrzone. Z pomocą przyszli myśliwi, którzy polują na cwane drapieżniki.
Upolowany przez Marka Majka lis ważył blisko 10 kg
Upolowany przez Marka Majka
lis ważył blisko 10 kg

O pladze lisów nękających mieszkańców wsi na terenie gminy Wiązowna pisaliśmy we wrześniu i październiku. Nasze artykuły nie pozostały bez echa. Tylko w ciągu tygodnia myśliwi z Wojskowego Koła Łowieckiego „Bażant” ustrzelili w rejonie granic gmin Wiązowna, Kołbiel i Celestynów cztery wypasione rudzielce. Widać było, że lisy są dobrze odżywione. Jednego z nich nad Świdrem pod Czarnówką upolował mieszkaniec Woli Karczewskiej Marek Majek.

Lis miał pecha, a myśliwy szczęście
– Wziąłem sobie do serca problemy mieszkańców, które zostały opisane na łamach „Linii Otwockiej”. Na polowanie wybrałem się w środę, 28 października. To było gdzieś między Bolesławowem a Kruszówcem nad rzeką Świder. Tamte tereny są bardzo zarośnięte i zwierzyna czuje się tam bezpiecznie.

Tego osobnika wypatrzyłem około godz. 16-17. Było już dość ciemno i miał pecha, bo wyszedł wprost na mnie. Położyłem go jednym strzałem – opowiada pan Marek.

– Nasz obwód nr 434 podzielony jest na rejony łowieckie. W rejonach piątym i szóstym, które położone są w okolicach Glinianki, Człekówki aż do Dobrzyńca, występuje najwięcej lisów. Jest ich za dużo – przyznaje myśliwy. – Poza tym, co jest już wyraźnie zauważalne, lisy zmieniły swoje obyczaje. Teraz trudno spotkać je w lesie. Zwierzęta coraz częściej gnieżdżą się w okolicach siedlisk ludzkich, bo po prostu mają tam wyżerkę. Ten upolowany przeze mnie jest tego dobitnym przykładem. Przyznam, że dawno nie widziałem tak zapasionego osobnika – mówi Marek Majek.

– Łowczy nas dopinguje, żeby brać odstrzały nie tylko podczas polowań zbiorowych, ale także indywidualnych. Ja dostałem pozwolenie na 10 sztuk.

Pewnie tego limitu nie wykonam, ale nie ukrywam, że uparłem się na ten rejon i będę się starał, żeby trochę tę populację przetrzebić i pomóc mieszkańcom w zwalczaniu tych drapieżników – mówi myśliwy z Woli Karczewskiej.

Kto spotyka na ulicy dzika
Już pod koniec listopada w tym rejonie odbędzie się kolejne polowanie zbiorowe. Myśliwi z pewnością zapolują na lisy. Ale mieszkańcy skarżą się też na dziki, które coraz częściej widywane są na ulicach powiatu. Niedawno niemal w centrum Celestynowa, tuż obok szkoły podstawowej, na ul. Reguckiej dzik staranował samochód osobowy. Właściciel volkswagena passata, usiłując wyminąć zwierzę, cudem uniknął poważniejszego wypadku, ale drzwi od strony pasażera wymagały naprawy.

– Uczuliłem myśliwych naszego koła na lisy, ale moim zdaniem dziki stanowią znacznie poważniejsze zagrożenie, chociażby w ruchu drogowym. Nasze koło na ten sezon łowiecki, który trwa do końca marca, ma planowy limit odstrzałów dzika w liczbie 60 sztuk. Jest początek listopada, a odstrzeliliśmy już 55 sztuk. Niedawno otrzymaliśmy od Nadleśnictwa zgodę na dodatkowe 30 sztuk i myślę, że do końca marca spokojnie ten limit wykonamy – mówi łowczy WKŁ „Bażant” Stefan Traczyk.

Myśliwi przypominają, żeby nie zachęcać dzikich zwierząt do zbliżania się do domów. Dziki często podchodzą pod posesje, bo mieszkańcy wyrzucają odpadki za ogrodzenie i mimowolnie je dokarmiają, przyzwyczajając je do tego. Z czasem zwierzęta stają się coraz bardziej odważne i natarczywe, a to już może być niebezpieczne, zwłaszcza gdy jadąc samochodem, zderzymy się ze 100-kilogramowym osobnikiem.

REKLAMA

REKLAMA