Fenomenalne zjawisko

Doczekaliśmy się debiutanckiego albumu grupy Świdermajer Orkiestra, do niedawna funkcjonującej jako Świdermajer Band. Ten krążek to spełnienie wielu marzeń wielu osób. I samych muzyków – co jasne – ale też ich wiernych od pierwszego koncertu fanów.

książeczka

Kolorowo i radośnie jest zarówno z zewnątrz (okładkę oraz wierzch samej płyty zdobią świetne, rozpoznawalne w stylu rysunki Adama Mikulskiego – jest tam nawet płonący świdermajer!), jak i w środku. I nie myślę tu tylko o ciekawie zaprojektowanej książeczce, którą wypełniają archiwalne fotografie Otwocka, będące tłem dla białych kartek z odręcznie wypisanymi tekstami piosenek. A na nich otwockie wiersze Kazimierza Śladewskiego, Jerzego Bedełka, Marleny Maczugowskiej, fragmenty poezji K. I. Gałczyńskiego, kilka autorskich tekstów zespołu, przede wszystkim Marcina Kałuskiego i Maćka Łabudzkiego.

Kolorowa jest przede wszystkim muzyka, cały przekaz, energia bijąca z tych nagrań. Ta płyta pulsuje, buja, wywołuje błogi uśmiech, jest jak leczniczy masaż, dotknięcie ukochanej, wejście na wysokie drzewo, pierwszy łyk piwa wiosną. Pompuje do krwiobiegu endorfiny. Na czekające nas teraz jesienno-zimowe wieczory nie znajdziemy lepszego antidotum!

Trochę żałuję, że chłopaki zrezygnowali z roboczo używanego tytułu płyty „Piosenki o Otwocku”. Bo on najprościej i najlepiej określa teksty z tego albumu, ostatecznie nazwanego, jak to zazwyczaj bywa przy debiutach, po prostu „Świdermajer Orkiestra”. Może bali się, że tamten tytuł zbyt mocno podkreśla lokalność ich utworów? Tego jednak bym się nie obawiał, ponieważ siła i energia piosenek z tego krążka są uniwersalne i nie trzeba utożsamiać się z muszlą w parku, Świdrem czy pitą w „Stylowej” lornetą z meduzą, by dać się jej ponieść. To może przykład na wyrost, ale czy trzeba znać Nowy Jork, by zachwycać się opiewającymi to miasto filmami Woody’ego Allena?

Ta płyta nie jest może wybitna, powiedziałbym jednak o niej tak, parafrazując słowa Gałczyńskiego, które słychać w piosence „Świder”: „Niewysoko. Nie za nisko. Fenomenalne zjawisko”.

Koncert pamięci Przemka

Koncert promujący płytę odbędzie się w sobotę, 28 listopada w Smoku. Maciek Łabudzki, Marcin Michalczyk, Marcin Kałuski, Piotrek Kostrzewa, Maciek Czarnecki, Tomek Garboliński, Bartek Sędek, czyli członkowie zespołu, wykonali świetną robotę, ale w tym gronie równie ważną rolę odegrał Przemek Gurun, który odpowiadał za całą realizację płyty i nagrania. Dosłownie przed kilkoma dniami spadła na nas wieść o jego przedwczesnej śmierci. Miał ledwie 45 lat. Przemek, gitarzysta, klawiszowiec, był przed laty jednym z założycieli grupy Closterkeller, z którą grał od 1988 do 1991 roku (album „Purple”). Na długo wyjechał za ocean. Już po powrocie, mniej więcej przed dziesięcioma laty, nawiązał stałą współpracę z otwocką Oranżadą, grał też w formacji Auto Da Fe. Mieszkał w Radości. – Całe brzmienie naszej płyty i jej ostateczny kształt to dzieło Przemka. Miał być jednym z honorowych gości, a w zasadzie współgospodarzem koncertu. Niestety tak się nie stanie, ale będzie z nami obecny duchem, i jemu dedykujemy sobotni koncert w Smoku.

  • Klub Smok, ul. Warszawska 11/13, tel. 22 779 26 61, www.klubsmok.com, sobota, 28.11, godz. 20, wstęp wolny

REKLAMA

REKLAMA