Nie jestem bohaterem

O dużym szczęściu może mówić jeden z mieszkańców Celestynowa, który po wejściu na dach bez zabezpieczenia spadł z dużej wysokości. Gdyby nie zimna krew jego sąsiada Edwarda Pokrywki, wypadek mógł się zakończyć dla niego tragicznie.
St. ogn. Edward Pokrywka na co dzień nie tylko  pracuje jako zawodowy strażak w Otwocku,  ale również udziela się jako druh w OSP Celestynów
St. ogn. Edward Pokrywka na co dzień nie tylko pracuje jako zawodowy strażak w Otwocku, ale również udziela się jako druh w OSP Celestynów

Sobota, 10 października dla Edwarda Pokrywki, mieszkańca Celestynowa i zawodowego strażaka, miała być normalnym, wolnym dniem od pracy. – Około godziny dziesiątej zacząłem się przygotowywać do wyjazdu do naszej celestynowskiej strażnicy OSP.

Z chłopakami byłem umówiony na zbiórkę. Miałem tylko wyprowadzić z garażu rower. Po wyjściu z domu zauważyłem jednak, że na dachu domu sąsiadującego z moją posesją znajduje się mój sąsiad – relacjonuje Edward Pokrywka. – Prowadził jakieś prace konserwacyjne. Jakie dokładnie? Nie wiem, z daleka nie było tego widać. Zauważyłem jedynie, że nie był w żaden sposób zabezpieczony i że był sam na dachu. Nikogo nie było również na terenie wokół jego budynku – słyszymy od naszego rozmówcy. Strażak zdecydował się obserwować zachowanie sąsiada.

– Wiedziałem, że nie mogę do niego krzyknąć, bo w ten sposób mogłem odwrócić jego uwagę, a to mogłoby się zakończyć jego upadkiem. Liczyłem, że sąsiad za chwilę zakończy prace i bezpiecznie zejdzie z dachu. Dlatego poprosiłem moich synów, aby na wszelki wypadek obserwowali dalej sąsiada, a sam udałem się do garażu po rower – opowiada strażak. Zaraz po tym, jak wszedł do garażu, usłyszał krzyk syna: Tato! Tato! Sąsiad spadł z dachu! Na reakcję strażaka nie trzeba było długo czekać.

– Złapałem stojącą przy domu drabinę i z jej pomocą pokonałem dzielące nasze posesje ogrodzenie. Sąsiad leżał tu przy domu, na plecach i ciężko oddychał. Upewniłem się, czy nie ma zagrożenia, aby coś jeszcze mogło spaść na nas z dachu, i przystąpiłem do akcji ratunkowej. Zająłem miejsce w okolicy jego głowy i unieruchomiłem ją między kolanami, stabilizując w ten sposób odcinek szyjny kręgosłupa – opowiada Edward Pokrwyka. Strażak z telefonu komórkowego wezwał pogotowie ratunkowe, dokładnie opisał stan poszkodowanego, okoliczności wypadku oraz drogę dojazdu do miejsca zdarzenia.

– Sąsiad był przytomny i reagował na głos. Wprawdzie jego oddech był płytki i szybki, ale drogi oddechowe były drożne. Stwierdziłem, że nie ma urazów głowy, a jego brzuch jest miękki. Zauważyłem, że ma przemieszczenie nadgarstka i podejrzewałem uraz kręgosłupa, bo sąsiad skarżył się na trudności w poruszaniu kończynami. Cały czas z nim rozmawiałem i obserwowałem jego stan aż do przyjazdu karetki – mówi strażak. Po przebadaniu poszkodowanego ratownicy medyczni zdecydowali wezwać na miejsce pogotowie lotnicze.

– O ich decyzji powiadomiłem dyżurnego operacyjnego z Państwowej Powiatowej Straży Pożarnej w Otwocku, który zdalnie uruchomił syrenę alarmową w strażnicy w Celestynowie. Sam udałem się tam na rowerze, aby jak najszybciej przekazać szczegóły zdarzenia chłopakom. Wspólnie z nimi udałem się na miejsce wypadku, gdzie razem wyznaczyliśmy lądowisko dla śmigłowca i zabezpieczyliśmy jego lądowanie i start z poszkodowanym – relacjonuje strażak.

Od zdarzenia minęło już kilka tygodni. Sąsiad Edwarda Pokrywki jest już w domu i wraca do zdrowia. Na pewno przed nim jeszcze wielotygodniowa rehabilitacja. Przyznaje, że gdyby nie pomoc Edka, ten wypadek mógłby się skończyć dla niego tragicznie.

– Czy czuję się bohaterem? Być może dla wielu osób nim jestem, tym bardziej że sąsiad nie jest pierwszą osobą, której pomogłem, a może nawet ocaliłem życie. Ja na to tak nie patrzę. Jestem strażakiem, każdego dnia, bez względu, czy jestem na służbie, czy nie, i pewnie nim pozostanę do końca życia – przyznaje strażak.

REKLAMA

REKLAMA