Jedenastu oskarżonych, jedna skazana

Rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata, pięć lat zakazu zajmowania stanowisk w organach administracji publicznej i samorządowej oraz 10 tys. zł grzywny – jedynie taką karę wymierzył Sąd Rejonowy w Otwocku naczelniczce pracującej w otwockim magistracie, uznając ją za winną zarzuconych jej czynów. Wyrok jest nieprawomocny. Postępowanie wobec pozostałych 10 oskarżonych urzędników zostało umorzone, ale nie zostali oni oczyszczeni z zarzutów, dlatego część z nich będzie się tego domagać na dalszej drodze sądowej.

urzednicy 2

W czwartek, 3 grudnia w otwockim sądzie zapadł wyrok w głośnym procesie miejskich urzędników. Z jedenastu oskarżonych na sali stawiła się tylko jedna urzędniczka. Prokurator wniosła do sądu o wymierzenie oskarżonym kar od pięciu miesięcy do dwóch lat pozbawienia wolności w zależności od liczby postawionych zarzutów. Wszyscy mieli też dostać zakaz zajmowania stanowisk w organach administracji samorządowej (do siedmiu lat) plus kary grzywny.

Prowadzący od początku sprawę sędzia Krzysztof Czarnecki uznał Annę G. za winną wszystkich 38 zarzutów. Wymierzył jej jednak karę niższą od tej, o którą wnioskował prokurator (dwa lata pozbawienia wolności w zawieszeniu na pięć lat, siedmioletni zakaz zajmowania stanowisk w organach administracji samorządowej).

– Wziąłem pod uwagę okoliczności łagodzące, chociażby to, że ta pani dalej pracuje, nie ma już innych skarg na jej zachowanie, cieszy się dobrą opinią – mówi sędzia Krzysztof Czarnecki. Tylko kara grzywny pozostała w takiej samej wysokości, o jaką wnioskował prokurator. W przypadku pozostałych dziesięciu oskarżonych urzędników, w tym dwóch byłych wiceprezydentów, sąd nie oczyścił ich z zarzutów. Uznał, że szkodliwość ich czynów była niewielka, znikoma, jak mówił sędzia.

Część zarzutów wobec innych oskarżonych umorzono z uwagi na przedawnienie, a inne umorzono warunkowo na okres roku próby. Sąd zasądził wobec oskarżonych na rzecz Skarbu Państwa koszty postępowania w wpłatach po 170 zł, w tym opłaty za warunkowe umorzenie postępowania w kwotach po 80 zł.

– Warunkowe umorzenie postępowania jest to taka instytucja prawa karnego, która formalnie stwierdza popełnienie czynu, jednak odstępuje od wymierzenia kary w uznaniu, że sytuacja tego nie wymaga – wyjaśnia sędzia Czarnecki. Sąd zdecydował, że urzędnicy nie zasługują na karę, winna jest naczelnik Anna G. – Odnośnie do pani Anny G. sąd uznał, że ponosi całkowitą winę. Sąd stwierdził, że jest osobą doświadczoną, znającą się na zagospodarowaniu przestrzennym – mówił sędzia.

– Sąd uznał, że urzędnicy nieumyślnie poświadczyli nieprawdę, tylko sporządzali dokument, to jest mniejsza nieodpowiedzialność – dodawał. Takie dokumenty podpisuje naczelnik, poświadczając ich zgodność, i wtedy dopiero nabierają one mocy prawnej.

Anna G. odmówiła zeznań
Nieprawidłowości w dokumentach wydanych mieszkańcom przez urząd miasta odkryła była już naczelnik wydziału planowania przestrzennego, przesłuchiwana jako świadek, Dorota Bujnowska-Cechniak. Zastąpiła ona na tym stanowisku oskarżoną naczelniczkę, która została przeniesiona do wydziału inwestycji też na stanowisko naczelnika. Bujnowska-Cechniak poinformowała o niezgodnościach w dokumentach prezydenta Zbigniewa Szczepaniaka, który skierował sprawę do prokuratury. Na rozpoczęcie rozprawy musieliśmy długo czekać, co groziło tym, że część zarzutów, zwłaszcza tych z lat 2003 i 2004, przedawni się.

W ciągu trzech lat odbyło się 14 rozpraw, przesłuchano kilkudziesięciu świadków, w tym byłego i obecnego prezydenta Otwocka. Nikt z oskarżonych przed sądem nie przyznał się do winy (podczas przesłuchań w prokuraturze były takie przypadki). Naczelnik Anna G., której postawiono najwięcej, bo aż 38 zarzutów, odmówiła składania zeznań. Wszyscy obrońcy zwracali uwagę, że główny dowód w sprawie, oryginał planu zagospodarowania przestrzennego dla terenu Wólki Mlądzkiej (miał wskazywać, które działki są budowlane, a które nie), nie został odnaleziony. Urzędnicy mieli pracować na różniących się od siebie kopiach i ich podstawie wydawać dokumenty (takie były procedury).

Naczelnik na razie może pracować
A co z kwestią zaginionego oryginału planu zagospodarowania dla Wólki Mlądzkiej? – Nie ma dowodu, ale można przypuszczać, że ktoś go zniszczył. Żeby nie było jasnego dowodu w sprawie, komuś zależało na tym, prezydent powinien to wyjaśnić – zauważył sędzia Czarnecki. Wyrok, jaki zapadł 3 grudnia, nie jest prawomocny, każdy z oskarżonych może złożyć od niego odwołanie do sądu  wyższej instancji.

Jakie zatem mogą być skutki tego wyroku? – Prezydent powinien prowadzić postępowanie wyjaśniające, bo wyrok jest nieprawomocny. Gdyby było inaczej, byłby zobowiązany zwolnić panią naczelnik. Może przeprowadzić postępowanie służbowe i uznać, wyjaśnić, że ta pani nie może zajmować stanowiska i ma prawo ją zwolnić – mówił sędzia Krzysztof Czarnecki.

Zmian w urzędzie miasta w związku z ogłoszeniem wyroku nie należy się jednak spodziewać.

– Żyjemy w kraju prawa, ten wyrok jest nieprawomocny, tak jak i wszelakie oskarżenia. W obecnej sytuacji nie mam żadnego ruchu, każdy sąd pracy pracownika uniewinni. Nie mam podstaw prawnych do zwolnienia naczelnika po nieprawomocnym wyroku. Jeżeli będzie prawomocny, na pewno zakończę współpracę z panią naczelnik, ale on taki jeszcze nie jest – zaznacza w rozmowie z „Linią” prezydent Zbigniew Szczepaniak.  Samego wyroku nie chce komentować do czasu, aż otrzyma go wraz z uzasadnieniem.

„Będę się odwoływał”
Nie udało nam się skontaktować z Anną G. Za to głos w rozmowie z „Linią” zabrał jeden z oskarżonych, komentując na gorąco wyrok, bo uzasadnienia jeszcze nie zna. – Tym wyrokiem może sędzia próbował wyjść naprzeciw oczekiwaniom społeczeństwa, próbując dopasować wyrok do okoliczności, a tymczasem materiał dowodowy, który jest zgromadzony w sprawie, absolutnie nie uprawnia do tak prostego rozstrzygnięcia. Najbardziej kompromitującym elementem jest to, że nie ma oryginału planu. Sąd w naszym przypadku postępowanie unieważnił z uwagi na niską szkodliwość czynów. Uważam, że to nie jest załatwienie sprawy w sytuacji braku materiału dowodowego. Może sąd sobie pomyślał, że osoby, które zostały obrzucone błotem, porzucą myśl dochodzenia swoich racji, bo jest z tym dużo zachodu i nie każdy ma do tego czas i nerwy. Ja na pewno będę się odwoływał od tego wyroku i domagał się oczyszczenia z zarzutów – zapowiada, zastrzegając anonimowość, jeden z oskarżonych urzędników.

11 oskarżonych, 81 zarzutów
  • Na ławie oskarżonych w lutym 2013 roku zasiadło 11 byłych i obecnych pracowników magistratu (część pracuje obecnie w sąsiednich gminach), w tym dwóch byłych wiceprezydentów i obecna naczelnik wydziału inwestycji Anna G. Prokuratura w Wołominie postawiła im w sumie 81 zarzutów. Wszystkie dotyczyły niedopełnienia obowiązków, działania na szkodę interesu publicznego oraz poświadczenia nieprawdy w dokumentach planistycznych w związku z wydawanymi w latach 2003-2008 wypisami i wyrysami (załącznikami graficznymi) z planu zagospodarowania przestrzennego dla terenu Wólki Mlądzkiej. Mówiąc wprost, na terenach leśnych, agroturystycznych bez prawa zabudowy mieszkaniowej dopuszczono powstanie domków jednorodzinnych i kompleksu hotelowego Villa Park Otwock, bo ktoś wcześniej zmienił przeznaczenie tych działek, dopisując na mapie inne symbole. Prawo do tego ma tylko rada miasta poprzez podjęcie stosownej uchwały o zmianie w planie zagospodarowania przestrzennego.

Podobny artykuł

Dylan, Zenek i hippisi

REKLAMA

REKLAMA