Tyran groził rodzinie śmiercią

Aż trudno uwierzyć, że ojciec może być tak okrutny dla niepełnosprawnego dziecka! Witold B. nie szczędził ciosów żonie i ciężko choremu synowi. Bił ich i groził im śmiercią. Nie wiadomo, jak skończyłaby się ta sprawa, gdyby nie skuteczna interwencja st. asp. Mirosława Jendy, kierownika posterunku policji w Sobieniach-Jeziorach.
Witoldowi B. grozi do pięciu lat więzienia
Witoldowi B. grozi do pięciu lat więzienia

Rodzina B. mieszka w niedużym domu w małej miejscowości w gminie Sobienie-Jeziory, gdzie wszyscy dobrze się znają. Sąsiedzi jednak bali się 55-letniego Witolda B., który był agresywny, porywczy i nie tolerował sprzeciwu. Tyran nie mógł się pogodzić z tym, że jego syn jest niepełnosprawny i swoją frustrację wyładowywał na rodzinie. Za każdym razem gdy sięgał po alkohol, zmieniał się w potwora. Urządzał awantury, niszczył domowe sprzęty, wyzywał i poniżał kobietę i ciężko chorego syna, popychał ich i szarpał. Kobieta często zasłaniała dziecko własnym ciałem i brała ciosy na siebie, aby ojciec nie zrobił mu krzywdy. – Policja wiele razy interweniowała w tym domu, najczęściej w ciągu ostatnich kilku tygodni – mówi komisarz Jarosław Sawicki z Komendy Powiatowej Policji w Otwocku.

Domowy koszmar przerwała dopiero zdecydowana postawa st. asp. Mirosława Jendy, kierownika posterunku policji w Sobieniach-Jeziorach. To on zauważył narastającą z każdym dniem agresję Witolda B. wobec rodziny. Policjant obawiał się, że w domu może dojść do tragedii.

– Mimo że rodzina miała założoną Niebieską Kartę, sytuacja nie poprawiła się – mówi komisarz. Niedawno mężczyzna znowu był pijany i kolejny raz urządził bliskim awanturę. – W domu ponownie interweniowała policja. Tym razem 55-latek groził pozbawieniem życia swoim bliskim, dlatego został zatrzymany – podkreśla Jarosław Sawicki.

Sprawą zajęła się Prokuratura Rejonowa w Garwolinie. St. asp. Mirosław Jenda skierował wniosek do prokuratury o to, aby ta wystąpiła o tymczasowy areszt dla domowego kata. Sąd nie miał wątpliwości, że Witold B. zagraża życiu i zdrowiu żony oraz niepełnosprawnego syna, dlatego przychylił się do wniosku prokuratury. 55-latek trafił do aresztu. – Okazało się, że mężczyzna znęcał się wcześniej nad rodziną, za co odsiadywał wyrok więzienia – mówi Anna Makarewicz-Poszytek, prokurator rejonowy z Garwolina. – Wcześniejszy wyrok jednak niczego nie nauczył 55-latka, bo po wyjściu z więzienia nadal znęcał się nad bliskimi. Teraz z pewnością czeka go surowsza kara. Grozi mu do pięciu lat więzienia. Niewykluczone, że sąd wyda nakaz, by wyprowadził się z domu – zapewnia prokurator rejonowy. Witold B. jednak nie czuje się dręczycielem, a ofiarą systemu. Złożył już zażalenie do sądu na bezpodstawne umieszczenie go w areszcie.

REKLAMA

REKLAMA