Miś samo ZŁO

Przed nami szaleństwo przedświątecznych zakupów. Sęk w tym, by dobrze trafić z prezentem. Szczególnie czujnym należy być przy wybieraniu niespodzianki dla dzieci, ponieważ na rynku aż roi się od zabawek, przez które może być więcej łez niż radości.
Niestety wiele zabawek na rynku jest wykonanych z toksycznych tworzyw

Współcześni rodzice często chwalą dawne beztroskie czasy, gdy nikt nie martwił się o to, czym bawią się dzieci, nie było certyfikatów, norm, kategorii. W ruch szły noże (przy grze w pikutę), własnoręcznie robione łuki, kusze i inna biała broń (gdy bawiono się w Indian lub rycerzy), patyki i kije (było wiele sposobów ich wykorzystania), proce na kamienie i haclówki, którymi strzelano z wygiętych szpilek, karbid i saletra (pirotechnika bywa bardzo wciągająca…).

„Bawiliśmy się tak i żyjemy” – brzmi częsta konkluzja. Cóż, nie każdy jednak wychodził z tych zabaw cało, znam chłopaka, który przez strzał z haclówki stracił oko. Ostrożność przy wyborze zabawek i zabaw jest więc wskazana, ważne jednak, by nie popaść w przesadę albo paranoję i nie kojarzyć każdej małej zabawki z możliwością udławienia się dziecka.

Toksyczny „badziew”

Gdy przyjrzeć się statystykom, nie wygląda to dobrze. Przed rokiem, na ponad 2,5 tys. skontrolowanych zabawek, Inspekcja Handlowa zakwestionowała bezpieczeństwo 36 proc. z nich! Brzmi strasznie, ale w większości przypadków zastrzeżenia dotyczyły niewłaściwego oznakowania. W 7 proc. przypadków dopatrzono się jednak złej konstrukcji i nieodpowiednich materiałów, z których wykonano produkty.

Najczęstszy problem to zabawki, które zawierają szkodliwe dla zdrowia substancje chemiczne, mogące powodować nawet nowotwory. Oto kilka przykładów: puzzle dla małych dzieci ze sklejki, która wydziela duże ilości formaldehydu – ten gaz może działać rakotwórczo; samochód straży pożarnej zawierający w srebrnej farbie naftalen, a w metalowych nitach nikiel – związki te działają alergicznie; drewniane klocki w wózku, gdzie stwierdzono biocydy, mogące uczulać, podrażniać skórę i oczy, a nawet poparzyć; zawieszka na wózek „Klaun” z lakierem zawierającym organiczne związki cyny, które źle wpływają na płodność. Podobnych przykładów jest wiele.

Za małe, za długie
W Specjalistycznym Laboratorium Badania Zabawek Inspekcji Handlowej analizuje się wszystkie produkty budzące zastrzeżenia. Bardzo często negatywne oceny mają zabawki z elementami grożącymi zadławieniem i kryjące inne niebezpieczeństwa, takie jak pociąg ze zbyt długą linką do ciągnięcia, która owinięta wokół szyi, staje się śmiertelnie niebezpieczna. Ktoś powie – to już przesada, po prostu trzeba dzieci pilnować, ale lepiej dmuchać na zimne. Słyszałem o przypadku powieszenia się dziecka na pasku od szabelki, który zaplątał się w gałęzie podczas zabawy na drzewie. Na szczęście małego ułana uratował tata.

Wśród niebezpiecznych zabawek są np. łapy dinozaura, które dzieci zakładają niczym rękawice – ich szpony, choć z plastyku, są tak ostre, że mogą zadać prawdziwe rany. Wycofano z rynku także chińskie jajka, z których, po umieszczeniu ich w wodzie, wylęgają się małe dinozaury. Po prostu zabawka pod wpływem wody zaczyna się rozszerzać. Zbadano, co się stanie w przypadku połknięcia przez dziecko zabawki lub jej fragmentu – zator jelit murowany.

Potworne pluszaki
Odrębną kategorią objęte są zabawki, które większość z nas uzna po prostu za obrzydliwe, źle oddziałujące na psychikę i wyobraźnię dziecka lub powielające nieodpowiednie wzorce. Dla jednych będzie to zarzynany Jelonek Bambi albo krokodyl z krwawiącym dzieckiem w paszczy (są takie pluszaki, naprawdę!), dla innych „moralnie niebezpieczne” Harry Potter albo Hello Kitty.

Każdy z rodziców sam oceni, co może zaszkodzić jego dziecku. Z dwojga złego lepsza pluszowa maszkara niż formaldehyd i ołów.

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.