Nie chcemy stać w miejscu

Po Nowym Roku piłkarze Mazura Karczew rozpoczęli przygotowania do drugiej części sezonu. Trener
Łukasz Stasiuk wiąże z rundą wiosenną duże nadzieje, a w ich realizacji ma pomóc nowo wybudowane boisko ze sztuczną nawierzchnią. O najbliższych planach Mazura, z perspektywy zakończonej nie tak dawno rundy jesiennej, ze szkoleniowcem czwartego zespołu czwartej ligi rozmawia Marcin Suliga.

trener

Co Pan jako trener czuje, gdy patrzy na tabelę po zakończeniu pierwszej części rozgrywek?  Zadowolenie, że udało się poprawić osiągnięcie z poprzedniego sezonu, rozczarowanie, że wyniku nie udało się jeszcze bardziej wyśrubować?
– Będąc młodym trenerem na dorobku, człowiek uczy się zawodu każdego dnia, czy to na treningu, czy na meczach. Jestem bardzo wdzięczny, że dostałem szansę pracy w Karczewie, a przede wszystkim, że zostałem obdarzony tak dużym kredytem zaufania, które pozwoliło mi pracować już tyle czasu. Dla mnie to bardzo ważne, bo z doświadczenia zawodnika wiem, że tak naprawdę rękę trenera można poznać po 12 czy 16 miesiącach. My dysponujemy bardzo młodym zespołem, który w mojej ocenie robi sukcesywne postępy. Tabela z perspektywy Mazura nie wygląda najgorzej. Czwarte miejsce, które aktualnie zajmujemy, pozwala ze spokojem podejść do zimowego okresu przygotowawczego. Pozycja wyjściowa jest dobra, co nie znaczy, że nie mogła być lepsza. O tym, że nie jesteśmy ciut wyżej i nie mamy większej liczby punktów, zaważyły dwa mecze  – w Warce oraz w Warszawie z Drukarzem, gdzie nieoczekiwanie zremisowaliśmy. To były nasze dwie poważne wpadki, ale takie wpadki zdarzają się również lepszym zespołom w wyższych ligach. Taka jest specyfika piłki nożnej i jej piękno.

Czy te dwa remisy, które określa Pan jako porażkę swojego zespołu, były efektem słabszej dyspozycji fizycznej, czy może problem podczas tych dwóch spotkań leżał  w niewłaściwym podejściu mentalnym do przeciwnika?
– Być może tak właśnie było. Zresztą nie ukrywam, że w głowach tych młodych chłopaków są jeszcze olbrzymie rezerwy, nad którymi należy pracować, i to też zamierzam zrobić. Chciałbym zaszczepić im nadzieję na sukces. Pierwsze kolejki będą bardzo ważne, ale to, jakim jestem trenerem i pedagogiem, okaże się na koniec sezonu.

Patrząc na statystyki, Mazur pokazał w rundzie jesiennej dwie twarze. Drużyna, która grała u siebie, a ta ze spotkań na wyjazdach to jakby dwa różne zespoły. Wbrew wszelkim kanonom Mazur prezentował się lepiej na wyjazdach niż na własnym boisku. Skąd taka dysproporcja?
– Mamy typowy zespół pod grę z kontry. W ataku pozycyjnym, który wymuszały na nas zespoły przyjezdne, nie czuliśmy się najlepiej. Myślę, że mam jednak na tyle boiskowego doświadczenia, że teraz, wykorzystując warunki, które się przed nami otworzyły, uda nam się ten element gry poprawić. Postaram się ustawić tak wszystkie mikro-, mezo- i makrocykle treningowe, aby pomóc chłopakom lepiej odnaleźć się w tym systemie gry. To może być klucz do naszego sukcesu w tym sezonie.

À propos warunków. Boisko ze sztuczną murawą i oświe-tleniem, które powstało
w ubiegłym roku, będzie chyba ogromnym ułatwieniem w treningach.
– To dla nas taki gwiazdkowy prezent, z którym wiążę naprawdę duże nadzieje. Jestem przekonany, że mając takie warunki, uda nam się zrobić jeszcze większy postęp niż dotychczas. Pracując w Drukarzu, byłem w podobnej sytuacji, mieliśmy do swojej dyspozycji przez cały okres boisko ze sztuczną trawą i wówczas udało nam się na wiosnę wykręcić niesamowity wynik. Jeśli dobrze pamiętam, nie przegraliśmy aż 15 meczów z rzędu. Spodziewam się, że w Karczewie może być podobnie. To, jak warunki treningu wpływają na grę i wyniki, było w pewnym stopniu widać w trakcie minionej rundy. Dopóki pozwalała pogoda i mogliśmy trenować na płycie głównej, nasza gra – poza meczem z KS Konstancin – wyglądała bardzo dobrze. Potem, gdy przenieśliśmy się na boczne boisko ze sztucznym oświetleniem, gra uległa zdecydowanemu pogorszeniu. Po oddaniu nowego boiska nie powinniśmy mieć już z tym kłopotów.

Zawodnicy nie mogą liczyć na żadne usprawiedliwienia i taryfę ulgową…
– Nie będzie usprawiedliwień, bo my chcemy pójść do przodu, a nie stać w miejscu. Jeśli na piątym poziomie rozgrywkowym nie będziemy mieli wymagań w stosunku do siebie, to wtedy należałoby sobie postawić pytanie: po co właściwie my tu jesteśmy? Moim marzeniem i celem jest dać zespołowi jak najwięcej tego, co we mnie jest najlepsze. Nauczyć grać w piłkę, nauczyć ambicji, a przede wszystkim profesjonalizmu, bo część zawodników doskonale wie, jak zadbać o swoją kondycję, odżywianie czy zdrowie, ale pozostali nadal nie wiedzą, czego chcą. Chciałbym, abyśmy wszyscy razem szli w jednym kierunku. Mam nadzieję, że do zimowych przygotowań wystartujemy z wyższego pułapu, ale żeby tak się stało, zawodnicy nie mogli się zaniedbać w trakcie tych kilku tygodni przerwy. Jeśli w tym czasie pracowali nad kondycją, nie odpuścili sobie, to będzie to tylko z korzyścią dla nich. Tych, którzy w trakcie przerwy od zajęć posadzili tyłki przed telewizorem, może czekać niemiła niespodzianka. Treningi od początku będą bardzo ciężkie i niektórzy mogą na nich „umierać”.

Czy w trakcie przerwy zimowej planuje Pan, w porozumieniu z zarządem klubu, duże zmiany kadrowe w drużynie?
– Klubowy budżet nie jest z gumy. Aktualna kadra jest mocna, ale kilku zawodników wyeliminowały z gry kontuzje i póki co nie wiemy jeszcze, w jakiej kondycji i formie siłowej pojawią się na pierwszych zajęciach po zimowej przerwie. Przede wszystkim martwię się o Radka Filipczaka, który wypadł
w środku minionej rundy, podobnie jak Adrian Kubicki. Marzyłoby mi się, aby do drużyny trafiło dwóch nowych, ciekawych zawodników, którzy byliby wzmocnieniem, a nie tylko uzupełnieniem składu. Nie chcemy robić rewolucji w składzie, bo po co? Mamy jak na tę ligę naprawdę ciekawą drużynę, która już pokazała część swojego potencjału.

Będzie Pan częściej korzystał z klubowych wychowanków?
– Liczę, że po pierwszych kolejkach uda nam się zapewnić utrzymanie i w następnych meczach będziemy się skupiać przede wszystkim na ogrywaniu młodzieży, która już powoli puka do pierwszego zespołu. Obecnie najbardziej przekonują mnie Tomek Głogowski oraz Bartek Miernicki, który ma ogromny zasób możliwości. Ciekawymi piłkarzami mogą być również Damian Majchrzyk oraz Igor Szymański, ale to dopiero melodia przyszłości. Najważniejsze jednak, że wszyscy oni przychodzą na treningi pierwszego zespołu, że chcą w nim być. Myślę, że powoli będą dostawać coraz więcej szans na pokazanie swoich możliwości.

Podobny artykuł

Horror i spacerek

REKLAMA

REKLAMA